13 listopada 2013 r. polska filia amerykańskiego koncernu Hewlett-Packard (HP) wygrała przetarg na pogwarancyjny serwis swoich serwerów w Narodowym Funduszu Zdrowia (NFZ). Miała tylko jednego konkurenta — gdyńską spółkę General Systems & Software Poland (GSSP). W sierpniu Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) przekonał się, że zainteresowany podobnym zleceniem jest tylko jeden — samo HP Polska. Przetargi łączyły usługi typowo sprzętowe z serwisem oprogramowania, bez którego serwery nie mogą działać. Do pierwszych wystarczy wiedza i części zamienne, które nietrudno zdobyć. Serwis oprogramowania sprowadza się głównie do dostarczania aktualizacji. W tym zakresie wszyscy producenci mają takie same zasady. Użytkownik serwera może kupować je bezpośrednio u producenta lub za pośrednictwem jego autoryzowanych partnerów.



— Producent nie ma możliwości odmówić sprzedaży aktualizacji firmom partnerskim. Problem jest jednak inny. Czy ktokolwiek ma szansę złożyć atrakcyjną ofertę w przetargu, w którym bierze udział sam producent?
W mojej ocenie, w takich sytuacjach firmy partnerskie jak Sygnity są zbyt mocno uzależnione od polityki cenowej producenta sprzętu — twierdzi Dariusz Śliwowski, wiceprezes ds. sprzedaży do sektora publicznego w Sygnity.
Wiedzą i kalkulują
Dariusz Śliwowski przyznaje, że Sygnity wycofuje się z przetargów serwisowych, którymi interesuje się HP.
— Rozważaliśmy wystąpienie w przetargu w NFZ. Dowiedzieliśmy się o planach bezpośredniego startu HP. Uznaliśmy, że w tych okolicznościach złożenie przez nas konkurencyjnej, a zarazem opłacalnej oferty jest prawie niemożliwe — mówi wiceprezes Sygnity.
Zabiegając o serwis oprogramowania, partnerzy muszą opisać HP, kim jest klient, któremu chcą świadczyć usługi, więc HP jeszcze przed otwarciem ofert wie, którzy z jego partnerów handlowych je złożyli. Ma też wpływ na wartość tych ofert.
— W postępowaniu prowadzonym przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) w części dotyczącej sprzętu i oprogramowania HP wspieraliśmy się wyceną tego producenta, ale to wynikało wyłącznie z warunków opisanych w specyfikacji. Realizacja opieki serwisowej zgodnie z zapisanymi wymogami byłaby niemożliwa bez wykupienia wsparcia producenckiego — tłumaczy Jacek Goczewski, dyrektor marketingu Compu, który w przetargu ARiMR złożył ofertę droższą od HP.
— Istnieje możliwość wykupienia przez użytkowników wsparcia oprogramowania bezpośrednio u producenta, a takich usług jak monitorowanie i naprawy sprzętu — gdzie indziej.
Jest to praktyka, która widocznie zwiększa przejrzystość i konkurencyjnośćw segmencie obsługi pogwarancyjnej — podkreśla Dariusz Śliwowski.
Konkurencja, której nie ma
Dlaczego zatem sektor publiczny nie kupuje serwisu oprogramowania bezpośrednio w HP, z wolnej ręki, pozostawiając w przetargach tylko sprzętową część zamówień? Art. 67 prawa zamówień publicznych pozwala na zastosowanie tego trybu, gdy usługi mogą być świadczone tylko przez jednego wykonawcę z przyczyn technicznych o obiektywnym charakterze.
— Przyczyna techniczna o obiektywnym charakterze nie ma zastosowania, skoro usługi związane z oprogramowaniem są oferowane przez wielu wykonawców — twierdzi Ewa Balicka-Sawiak, rzeczniczka PFRON.
Nawet HP przyznaje jednak, że dostarczanie aktualizacji jest pod pełną techniczną kontrolą koncernu.
— Jeśli dysk się spali, to się go wymienia i po problemie. Zabawa zaczyna się wtedy, gdy sprzęt nie uległ fizycznej awarii, ale mimo to coś nie działa. Partner musi zidentyfikować problem i przekazać nam informacje na jego temat. Na tej podstawie HP w Polsce albo za oceanem tworzy rozwiązanie, które pojawi się w aktualizacji oprogramowania. Napisanie takiej poprawki nie trwa kilku godzin i partner musi w tym czasie wymyślić, jak obejść problem, by system tymczasowo działał. Staramy się więc, by budował ofertę serwisową przy naszym udziale, bo wynikają z niej również nasze obowiązki. Świadczenie takich usług bardzo często polega na tym, że ich część w praktyce wykonuje HP — wyjaśnia Paweł Czajkowski, prezes HP Polska.
Bez producenta się nie da
Przed ogłoszeniem przetargu PFRON sondował rynek i otrzymał wyceny usług od trzech firm. Ofertę ostatecznie złożyło tylko HP Polska, ale PFRON nie daje się przekonać, że rozdzielenie serwisu oprogramowania i sprzętu zwiększyłoby konkurencję i zmniejszyło łączne koszty.
— Podmiot gospodarczy świadczący usługi serwisu pogwarancyjnego sprzętu komputerowego, takiego jak serwery, macierze dyskowe, przełączniki światłowodowe itp., powinien posiadać dostęp do bazy wiedzy, oprogramowania diagnostycznego, najnowszych wersji mikrokodów czy części zamiennych. Zapewnienie wymaganego przez PFRON poziomu usług serwisowych nie jest możliwe bez współpracy z producentem tego sprzętu — twierdzi Ewa Balicka-Sawiak.
— Podział zamówienia na sprzęt i oprogramowanie byłby niekorzystny, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktów kompetencyjnych w przypadku realizacji usług przez dwa lub więcej podmiotów — wtóruje Agata Niebieszczańska z NFZ.
Fundusz obawia się, że w rezultacie usuwanie awarii mogłoby istotnie się opóźnić, co groziłoby utratą ciągłości działania.
— NFZ nie może zaakceptować takiego ryzyka — podkreśla Agata Niebieszczańska z biura prasowego NFZ. ARiMR i Polskie Sieci Elektroenergetyczne nie odpowiedziały na pytania, a w 2013 r. rozstrzygnęły przetargi o konstrukcji podobnej do tej z PFRON. W żadnym nie wpłynęły więcej niż trzy oferty. Nikt poza HP nie wystartował też w więcej niż jednym przetargu. Z dokumentów Krajowej Izby Odwoławczej dotyczącej przetargu w ARiMR wynika, że złożone oferty były o kilkanaście procent droższe od szacunkowej wyceny agencji.