Spółdzielcy mieli dość dyktatu BGŻ
Zarząd Banku Gospodarki Żywnościowej będzie miał teraz twardy orzech do zgryzienia: w najbliższym czasie z jego struktur odejdzie siedem z dziewięciu banków regionalnych, które wraz z dwiema niezależnymi instytucjami postanowiły powołać własny bank, zrzeszający banki spółdzielcze. Dla BGŻ oznacza to przede wszystkim pozbawienie tanich środków, dzięki którym dotychczas mógł on oferować klientom stosunkowo nisko oprocentowane kredyty. Spółdzielcy mieli po prostu dość dyktatu instytucji z Warszawy, która — wykorzystując ustawowe zapisy — często traktowała ich jedynie jak dostarczyciela tanich depozytów.
JEDNAK ustawowe zapisy, zabraniające BGŻ konkurowania z bankami z własnych struktur od dłuższego czasu były czystą fikcją. Paradoksalnie, bunt banków regionalnych pozwoli więc, by BGŻ był bankiem z prawdziwego zdarzenia, bez żadnych ograniczeń — którego najważniejszym celem będzie maksymalizacja zysku. Aby na polskim rynku bankowym BGŻ stał się jednak w pełni konkurencyjną instytucją, zarząd banku ma jeszcze wiele do zrobienia.
WYSTĄPIENIE banków regionalnych ze struktur BGŻ może znacznie utrudnić i opóźnić prywatyzację banku. Wiadomo, że banki regionalne będą domagały się dla siebie najlepszych warunków, a na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy BGŻ — co już udowodniły wcześniej — dysponują wystarczającą liczbą głosów, aby zablokować istotne dla przyszłości banku uchwały. Najwyższy czas, aby przedstawiciele BGŻ zasiedli z bankami regionalnymi przy stole rozmów jak równy z równym, nie traktując ich — jak dotychczas — z pozycji silniejszego.