Spółki nie wykorzystują szansy na ekspansję

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2002-02-25 00:00

W historii GPW nie miała miejsca fala konsolidacji z prawdziwego zdarzenia. Spółki nie korzystały z przewagi, jaką daje status firmy giełdowej i nie starały się szukać na rynku kapitału na fuzje i przejęcia. W rezultacie straciły szansę na ekspansję i wzrost wartości.

Publiczne emisje akcji spółek na rodzimym rynku to już rzadkość. Firmy mogące pochwalić się stabilną kondycją wybierają bardziej elastyczne instrumenty, jak chociażby obligacje zamienne. Spółki z narastającymi problemami operacyjnymi szukają nadziei w ratunkowej emisji walorów przeznaczonej dla wierzycieli. Decydują się niemal wyłącznie na emisje skierowane do inwestorów strategicznych lub instytucjonalnych.

Główna przyczyna to długotrwała dekoniunktura. Jednak spółki nie wykorzystały także okresu ostatniej hossy, by pozyskać kapitał od szerokiego grona inwestorów. Brak subskrypcji akcji dla całego rynku w drodze publicznej oferty musi więc mieć głębsze podłoże. Wydaje się, że polskie spółki nie mają wystarczających argumentów, które mogłyby przekonać do zakupu ich emisji. Jeśli już dojdzie do emisji, z reguły nie służy ona pozyskaniu kapitału na rozwój, tylko łataniu dziur.

— Obecnie spółki koncentrują się na przetrwaniu. Rola inwestycji w porównaniu z PKB jest znikoma — mówi Marek Świętoń, analityk ING Investment Management.

Wiesław Rozłucki, prezes GPW, wielokrotnie podkreślał w rozmowach z „PB”, że większość emitentów nie wykorzystuje szansy, jaką daje obecność na giełdzie.

— Do rozwoju giełdy musi być zapewniony stały dopływ kapitału. Opiszę to na przykładzie spółki, która podnosi swój kapitał poprzez emisję akcji. Obejmują ją inwestorzy. Pozyskane środki firma przeznacza na inwestycje, które przynoszą odpowiedni dochód, co z kolei przenosi się na wynik finansowy spółki. Ten następnie znajduje odzwierciedlenie w rosnącym kursie akcji spółki na giełdzie. Niestety, tego schematu wciąż brakuje na GPW. Podstawowym problemem naszej giełdy jest to, że spółki które były małe, nadal pozostają małe, a średnie nie rosną, by dołączyć do grona największych. Motorem rozwoju każdej giełdy są zyski spó- łek — zaznaczał prezes GPW już w ubiegłorocznej rozmowie z „PB”.

Tymczasem dawno nie było tak źle jak po czwartym kwartale ubiegłego roku. Średni zysk na akcję dla spółek z indeksów WIG 20 oraz MIDWIG spadł w porównaniu z analogicznym okresem 2000 roku o blisko 70 proc.

Niewiele jest przykładów dużej ekspansji rodzimych spółek, które dzięki giełdzie podniosły kapitał i stały się większe niż przed giełdowym debiutem. Niektórzy obserwatorzy uważają, że nie zaszły jeszcze odpowiednie zmiany w jakości zarządzania, które umożliwiałyby ekspansję dzięki kapitałowi pozyskanemu przez giełdę. Łatwo podważyć ten pogląd na przykładzie fali konsolidacji wokół giełdowych hurtowników farmaceutycznych. Nie zmienia to jednak faktu, że zjawisko podwyższenia kapitału, z którego finansuje się przejmowanie innych firm, jest marginalne. Tymczasem specjaliści nie mają wątpliwości, że taka funkcja mogłaby zdynamizować rozwój giełdy.

Na razie kursy akcji spółek z GPW kształtowane są w dużym stopniu przez oczekiwania na przejęcie polskiej spółki przez zagranicznego inwestora.

— Wydaje się, że istotną rolę w tej kwestii odgrywają dotychczasowi akcjonariusze, którzy preferują alternatywne źródła uzyskania środków finansowych. Akcjonariusze unikają nowych emisji, by nie rozdrabniać kapitału spółki i swojego udziału — zauważa Andrzej Łucjan, analityk BM BPH.

— Teraz jest najlepszy moment do akwizycji, jednak większość zarządów realizuje mniej ryzykowne strategie, których celem są korzyści krótkoterminowe. Do ekspansji nie przekonują również dotychczasowe doświadczenia, w których fuzje i przejęcia nie dawały oczekiwanych rezultatów, a okazywały się bardzo kosztowne — mówi Rafał Gębicki, doradca inwestycyjny.

Wydaje się, że największe szanse, by dzięki giełdzie stać się naprawdę dużym podmiotem gospodarczym, miał Elektrim. Dla określenia tej spółki zaczęto nawet w pewnym momencie używać określenia konglomerat. Analitycy zauważają jednak, że działaniom władz i udziałowców Elektrimu zabrakło wyobraźni.

— Strategia spółki nie miała spójności i polegała ogólnie mówiąc na zasadzie „kupuj wszystko co można i czekaj, co z tego wyniknie” — mówi Marek Świętoń.

— Inwestycje obejmowały zbyt wiele branż, a metody uzyskiwania kapitału na ich sfinansowanie były nieprawidłowe. Szwankowała też komunikacja między władzami spółki a akcjonariuszami — dodaje Andrzej Łucjan.

Niewykluczone, że gdyby udziałowcy Elektrimu zgodzili się na nową emisję akcji, gdy ich rynkowa cena wynosiła około 50 zł, spółka uniknęłaby problemów, z którymi boryka się obecnie. Tymczasem perspektywa procesu fuzji i przejęć wokół spółek giełdowych jest coraz mniej prawdopodobna. W obliczu wejścia Polski do Unii Europejskiej nikt już nie ma wątpliwości, że rodzime spółki będą odgrywały jedynie rolę obiektów do przejęcia.