Wczoraj zmieniła się w Polsce kwalifikacja środków dla sportowców i produktów mlecznych dla małych dzieci. Anna Mirek, radca prawny z praktyki farmacji i ochrony zdrowia kancelarii CMS, wyjaśnia, że przestają być one środkami spożywczymi specjalnego przeznaczenia żywieniowego. Producenci muszą więc je na nowo zarejestrować, na przykład jako żywność wzbogacaną czy też jako suplementy diety.



Kilka miesięcy, nie tygodni
— Dla producentów i dystrybutorów może być to duże wyzwanie. I o ile producenci produktów dla dzieci mieli więcej czasu na przygotowanie się do zmian, o tyle w przypadku odżywek dla sportowców ostateczna decyzja na poziomie UE zapadła kilka tygodni temu. Było już za późno, aby wywalczyć w Brukseli jakieś zmiany legislacyjne, na przykład dłuższy okres przejściowy — wyjaśnia Anna Mirek. Zmiany obejmą duże i wzrostowe rynki. Z metką „żywności specjalnego przeznaczenia żywieniowego” pożegnają się m.in. niektóre napoje energetyczne, izotoniki, odżywki dla sportowców i kulturystów oraz preparaty na bazie mleka dla małych dzieci (których nie należy mylić z preparatami do początkowego i dalszego żywienia niemowląt). Mowa o segmentach wartych setki miliony złotych. Na same izotoniki wydajemy około 150 mln zł rocznie. Szacunki dla rynku odżywek dla sportowców to grubo ponad 1 mld zł. Dla przedsiębiorców, zdaniem prawniczki, zmiany są kolosalne. — Nowa klasyfikacja może być postrzegana jako ograniczająca wachlarz możliwych działań, również promocyjnych. Nie będzie można korzystać z niektórych oświadczeń — żywieniowych i zdrowotnych— właściwych tylko dla środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego. Dotychczas pozwalało to na takie, a nie inne pozycjonowanie na rynku. Niektórzy producenci lub dystrybutorzy będą musieli więc na nowo znaleźć miejsce dla danej marki na rynku, opracować jej strategię, zmienić opakowania, oświadczenia, działania promocyjne. To może pociągnąć za sobą wysokie koszty, szczególnie jeśli przedsiębiorca ma duży portfel tego typu produktów. Na przygotowanie się do tak daleko idących zmian potrzeba wielu miesięcy, tymczasem w praktyce dano na to kilka tygodni — alarmuje Anna Mirek. Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ), wśród poważnych zmian wymienia jeszcze m.in. recepturę produktów w zakresie zawartości m.in. witamin, składników mineralnych. — Pozostaje pytanie, czy po dopasowaniu produktów do nowych wymogów dalej będzie to kategoria, która będzie mogła się wyróżnić na rynku od produktów standardowych, więc czy w ogóle przetrwa — zastanawia się Andrzej Gantner.
Lepszy brak niż kary
— Wielu przedsiębiorców nie miało szansy dowiedzieć się z wyprzedzeniem o zmianach, gdyż zapowiadany na lipiec 2015 r. raport Komisji ukazał się dopiero w czerwcu tego roku. Choć już trzy lata temu mówiło się, że będą nowe regulacje, nie było wiadomo, jakich dokładnie produktów mają one dotyczyć, a tym bardziej nikt nie spodziewał się, że Bruksela pozostawi tak mało czasu na przygotowanie się do tych rewolucyjnych zmian — mówi Anna Mirek. Przedsiębiorcy przyznają, że zabrakło im czasu. — W naszym przypadku największym problemem jest zmiana etykiet w szczycie sezonu. Branża napojowa przygotowuje się do lata z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem — mamy zapasy surowców i opakowań, w tym właśnie etykiet. Dziś musimy je wyrzucić, bo pewne określenia na nich zawarte wymagają zmiany. To duże wyzwanie logistyczne i kosztowe — opracowanie ich w trybie pilnym, zamówienie w drukarni i naklejenie na opakowania oraz wyrzucenie starych wersji — mówi Dariusz Gałęzewski, prezes Oshee.
Produkty wyprodukowane przed 20 lipca mogą być sprzedawane do wyczerpania zapasów.
— Mamy nadzieję, że przed uruchomieniem nowego rozlewu nie zabraknie towaru. Jednak jako producenci nie możemy sobie pozwolić na zaryzykowanie wysyłki produktów według starego prawa i ściągania tych produktów ze sklepów oraz kar pieniężnych. To zbyt wysokie potencjalne straty — w najgorszym przypadku naszych produktów nie będzie przez kilka dni na półkach — przyznaje Dariusz Gałęzewski. Bardziej zwarci i gotowi są producenci odżywek. — Jako producent odżywek cały czas mierzymy się ze zmianami prawnymi, jesteśmy więc już niejako przyzwyczajeni. O zmianie klasyfikacji środków dla sportowców było słychać od jakiegoś czasu, jesteśmy na nią gotowi. To rosnący segment rynku z dużym potencjałem dalszego wzrostu, więc pomimo tych utrudnień wciąż jest atrakcyjny — mówi Tomasz Jarzębiński, menedżer z Activlab.
— Rozpoczynając prace nad produktami marki kierowanej do sportowców, wiedzieliśmy o planach wprowadzenia zmian przygotowywanychprzez Parlament Europejski i od początku składy i etykiety większości produktów projektowaliśmy pod kategorię suplementów diety. Dlatego zmiany w klasyfikacji produktów nie wpłyną na nasz biznes i nie spowodują wzrostu kosztów produkcji — dodaje Tomasz Furman, członek zarządu Aflofarm Farmacja Polska. Tymczasem branża spożywcza, głosem PFPŻ, poprosiła głównego inspektora sanitarnego o wprowadzenie okresu przejściowego.
— Przepisy nie dają furtki do wprowadzenia okresu przejściowego. Są jednak doniesienia, że niektóre kraje europejskie próbują rozwiązać ten problem. Będziemy się przyglądać — mówi Marek Posobkiewicz, główny inspektor sanitarny. — Postulujemy minimum rok. Chodzi o zbadanie możliwości dopasowania się do nowych wymogów albo doprowadzenia do ich zmiany — twierdzidyrektor generalny PFPŻ.