Dwa dni temu Greg Smith, dyrektor zarządzający Goldman Sachs, po 12 latach spędzonych w banku zdecydował się odejść. Zrobił to jednak w dość nietypowy sposób — na łamach dziennika „New York Times” opublikował list, w którym oskarżył swoją byłą już firmę, że drastycznie zmieniła swoje standardy i jest skoncentrowana głównie na tym, jak wyciągnąć od klienta jak najwięcej pieniędzy, zamiast na tym, jak mu pomóc. „Środowisko w Goldman Sachs zrobiło się w ostatnim czasie tak toksyczne i destrukcyjne jak nigdy wcześniej. Dlatego odchodzę z firmy” — napisał Greg Smith. Dodał: „robi mi się niedobrze, gdy słyszę, jak bezdusznie ludzie rozmawiają o obdzieraniu klientów. W ciągu ostatnich 12 miesięcy byłem świadkiem tego, jak pięciu różnych dyrektorów zarządzających nazywało swoich klientów »mapetami«” — zakończył bankier.
2 mld USD w jeden dzień
Greg Smith z dnia na dzień stał się bohaterem mediów i gwiazdą internetu, choć niektórzy złośliwi komentatorzy dziwią się, że aż 12 lat zajęło mu odkrycie prawdy o Wall Street. Gorzej na całym zamieszaniu wyszedł bank, który oczywiście zdecydowanie odciął się od określeń użytych przez swojego byłego dyrektora. Jednak inwestorzy uznali, że coś jest na rzeczy. Ucierpiał nie tylko wizerunek samego banku. Po wyznaniu Smitha kurs akcji Goldman na nowojorskiej giełdzie spadł o 3,35 proc., co oznaczało spadek rynkowej wartości banku o 2,15 mld USD (cały Goldman Sachs jest wyceniany obecnie na nieco ponad 62 mld USD).
W Polsce nie było na razie kandydatów na skruszonych bankierów, którzy odchodząc, ujawniliby np. mechanizmy naciągania klientów na nierentowne produkty czy też kulisy sprzedaży do „za pięć dwunasta” obligacji bankrutującego banku Lehman Brothers, jak było w przypadku jednej z instytucji finansowych. Nie brakuje natomiast przypadków, gdy niespodziewane odejście menedżerów wysokiego szczebla kosztowało ich byłych — już w tym momencie — pracodawców nagły spadek wartości rynkowej firmy.
Rynek wycenia prezesów
Najbardziej znany polski przypadek wyceny bankowego menedżera to rezygnacja Sławomira Lachowskiego z funkcji prezesa BRE Banku. Zasłynął przede wszystkim jako twórca detalicznego ramienia BRE Banku — mBanku. W pewnym momencie wizje rozwoju banku prezesa i niemieckich właścicieli zaczęły się rozchodzić. W marcu 2008 r. Sławomir Lachowski postanowił pożegnać się z BRE Bankiem. Dla rynku to był szok. Po informacji o rezygnacji w ciągu dwóch dni kurs akcji BRE Banku na GPW zjechał o 11 proc., a rynkowa wartość banku skurczyła się o 1,6 mld zł. Ten przypadek był jednak zupełnie inny niż opisywany wyżej. Sławomir Lachowski rozstał się ze swoim pracodawcą jak dżentelmen. Po odejściu obowiązywał go roczny zakaz konkurencji, zadowolił się też kilkumilionową odprawą.
Mniejsze reperkusje dla Pekao miało odejście z banku jego prezesa Jana Krzysztofa Bieleckiego w listopadzie 2009 r. Po rezygnacji Bieleckiego kurs akcji Pekao spadł o niespełna 2 proc. Rynek kojarzył byłego premiera jako twarz Pekao, a przejęcie władzy przez ówczesnego wiceprezesa Luigiego Lovaglio w końcu zaakceptował. Bardziej gwałtowna była reakcja rynku, gdy rok później do ustąpienia został zmuszony szef głównego akcjonariusza Pekao, włoskiej grupy Unicredit. Gdy Alessandro Profumo, twórca potęgi Unicredit, żegnał się z bankiem we wrześniu 2010 r., kurs akcji Unicredit na giełdzie w Mediolanie i w Warszawie spadał o 5 proc.
W lutym tego roku nieoczekiwanie rezygnację złożył prezes kolejnej zagranicznej instytucji finansowej notowanej na warszawskiej giełdzie. Tym razem słoweńskiej Nova Kreditna Banka Maribor. Odejście prezesa Andreja Plosa kosztowało bank spadek notowań o 7 proc. na jednej sesji.
Szefowie NG2 i QTFI najcenniejsi
W ramach ostatniej edycji naszego corocznego rankingu Giełdowa Spółka Roku zapytaliśmy analityków, doradców inwestycyjnych i maklerów o spółki z GPW, których notowania są w największym stopniu podatne na ewentualne zmiany w zarządzie. Ankietę wśród 180 specjalistów przeprowadził dla nas Pentor. Eksperci uznali, że największy (w domyśle negatywny) wpływ na wyceny spółek miałyby rezygnacje prezesów, a zarazem twórców i głównych udziałowców NG2 i Quercus TFI, czyli Dariusza Miłka i Sebastiana Buczka. Kolejne — po Quercusie — instytucje finansowe, czyli DM IDMSA i Ipopema, znalazły się na czwartym i piątym miejscu. To jednak nie banki, ale brokerzy. PZU, największy ubezpieczyciel, znalazł się na 15. miejscu. Najwyżej z banków uplasował się Getin Noble — na 22. miejscu.