Sprzedam firmę temu, kto kupi ją w całości
Pierre Cardin zamierza sprzedać firmę. Ma jednak trudności ze znalezieniem kupca. Cena jakiej żąda za swoje imperium przekracza możliwości większości chętnych, a mistrz nie chce dzielić swojego majątku.
Zamierza Pan sprzedać firmę. Dlaczego?
— To prawda, mam już swoje lata i chcę wiedzieć co się stanie z dorobkiem mojego życia. Nie potrzebuję jednak pieniędzy.
Imperium tworzone przez lata ma swoją cenę. Na ile je Pan wycenia?
— Trudno powiedzieć. To nie jest jedna marka, tylko kilka. Maxim, Pierre Cardin, Pierre Cardin Theatre. Produkuję wino, szampana, czekoladki, meble, ubrania, kosmetyki, jestem wydawcą trzech czasopism. Działalność mojej firmy obejmuje wiele dziedzin. Ciężko jest ją sprzedać, bo jej wartość jest bardzo wysoka. Nie chcę jednak wyzbywać się praw do własnego nazwiska. Na sprzedaży firmy chcę jednak zarobić pieniądze i to duże. W końcu jest to dorobek mojego życia.
Komu chciałby Pan sprzedać firmę? Czy ma Pan swoich faworytów?
— Ofertę złożyło mi kilka banków. Jednak jeden bank to za mało, aby podołać takiej inwestycji. Oprócz Korei Północnej i niektórych krajów afrykańskich, moja firma jest obecna na całym świecie. 200 tys. osób w 800 fabrykach pracuje nad produktami Pierre’a Cardina. Nie wliczam w to zakładów produkujących perfumy i kosmetyki. Zawsze chciałem sygnować swoim nazwiskiem wiele produktów. Powtarzano mi często, że rozdrabniając się na inne rodzaje działalności popsuję markę. Po pięćdziesięciu latach jednak ma się ona świetnie.
Czy nie łatwiej byłoby Panu sprzedać oddzielnie każdą z marek?
— Dostałem już wiele propozycji sprzedaży pojedynczych brandów. Ale to nie sztuka sprzedać w ten sposób. Chcę, aby firma pozostała w jednym kawałku. Rozdrobnienie może popsuć moje nazwisko. Brak kontroli nad produkcją poszczególnych marek spowoduje, że produkty nie będą miały jednakowo wysokiej jakości, nie będą spójne.
Nie obawia się Pan, że pewnego dnia marka Pierre Cardin będzie jedną z wielu sprzedawanych przez międzynarodowe koncerny, takie jak Nestle czy L'Oreal?
— W tej chwili jestem w tej komfortowej sytuacji, że nie muszę się na to się godzić.
Ale tworzy Pan kolekcje pret-a--porter, które są dostępne dla szerszej grupy odbiorców?
— Nie było to moją intencją na początku kariery. Zaczynałem jako projektant elit. Stamtąd nie można było już pójść wyżej. Wówczas rozejrzałem się wokół i zauważyłem, że prawdziwy rynek jest szczebel niżej. Postanowiłem projektować dla ulicy, dla zwykłych ludzi. To jest również powód, dla którego jestem teraz tak bogaty. Ten, kto pracuje jedynie dla bogatych, nigdy sam bogaty nie będzie.
Co, Pana zdaniem, jest więcej warte, majątek firmy czy sama marka, którą kreował Pan przez lata?
— Marka, ponieważ przede wszystkim jestem projektantem. W ciągu pięćdziesięciu lat cały czas byłem na topie. Żaden inny projektant nie osiągnął tej pozycji, co ja. Zaczynałem w 1950 r. Inni przez lata zmieniali swoje linie. Moje kolekcje pozostawały w moim niepowtarzalnym stylu. W wizerunek wkładałem cały swój talent. Większość fabryk pracujących dla mnie działa na podstawie wykupionych licencji. Tak naprawdę do mnie należy tylko jedna fabryka pod Paryżem, która produkuje na potrzeby mojego paryskiego butiku.
Czym różni się Pański sposób prowadzenia firmy od metod innych kreatorów?
— Kiedy zaczynałem, miałem 25 lat. Brakowało pieniędzy, za to pod dostatkiem miałem wolności. Nikt nie znał mojego nazwiska. Chciałem zarobić pieniądze, więc projektowałem. Moje nazwisko zyskało sławę tylko dzięki mojej pracy, bez dodatkowej promocji. Dzisiaj bez finansowego wsparcia trudno wyrobić sobie renomę na rynku. Wielcy kreatorzy często nie zarabiają dużo na swoich kolekcjach. Dopiero przychody ze sprzedaży perfum pozwalają im na swobodne kreowanie mody i ekstrawagancję projektowanych ubrań.
Perfumy są siłą napędową takich domów jak Dior, Channel. U mnie jest inaczej. Zyski z perfum stanowią tylko część dochodów mojej firmy. Sprzedaż kolekcji ubrań stanowi podstawowe źródło naszych przychodów. Szczycę się tym, że nigdy nie wziąłem najmniejszego kredytu. Wszystkie projekty finansowane są z zasobów własnych firmy.
Przy tak dużej dywersyfikacji działania trudno utrzymać spójność i jednakowo wysoką jakość przez 50 lat. Jak Pan promuje swoje marki?
— Dzięki temu, że ma się pieniądze, można osiągnąć więcej. Wydatki na reklamę nie stanowią problemu. Jednak gdy skończą się zaplanowane na promocję budżety, a produkt nie jest dobry, nie pozostaje z niego nic. W trakcie mojej kariery widziałem wielu projektantów, których kolekcje przestawały się sprzedawać zaraz po zaprzestaniu działań reklamowych. Na nazwisko trzeba ciężko pracować. Talent i rzetelna praca same sobie robią reklamę.
Moja działalność nie ogranicza się do projektowania. Jestem również właścicielem teatrów, hoteli, jestem ambasadorem Unesco, członkiem Akademii Francuskiej i Academie des Beaux Arts. Przez wszystkie lata musiałem nauczyć się również tego, jak prowadzić firmę. Projektanci nie lubią mówić o pieniądzach, ale je ubóstwiają. Ja o nich mówię, ale kocham pracę i proces tworzenia.
Mówi Pan o sprzedaży firmy, ale jednocześnie promuje nowe produkty. Czy zamierza Pan pozostać na rynku?
— Nie chcę się wycofać. Nie ma powodów, abym to zrobił. Mam wiele pomysłów, a moją pasją jest praca. Bez sensu byłoby wycofać się i czekać bezczynnie na kres moich dni. Mam wiele energii. Przyjechałem do Polski nie po to, aby znowu zarobić, tylko po to, aby żyć, spotykać ludzi, rozmawiać. Pochodzę z pokolenia wojennego i umiem docenić życie.
Co, według Pana, przyciąga ekskluzywne marki na rynki takie jak polski?
— 40 mln ludzi. Polski rynek jest tak samo chłonny jak francuski. Zwłaszcza jeżeli chodzi o perfumy. Poza tym znam Polskę bardzo dobrze. Byłem tu już cztery razy. Pierwszy raz w latach 60., kiedy wasz kraj był jeszcze państwem komunistycznym. Jechałem wówczas do Moskwy. 10 lat temu odbył się tu pierwszy pokaz mojej kolekcji. Jestem również ambasadorem tolerancji przy Unesco. W związku z pełnieniem tej funkcji odwiedziłem Polskę trzy lata temu.
Jak Pan ocenia współpracę z polskimi firmami? Czy jest w nich coś specyficznego?
— Współpraca, jak wszędzie na świecie. Na naszej licencji pracują cztery polskie fabryki. Polscy kontrahenci nie różnią się od niemieckich czy hiszpańskich. Współpraca wszędzie wygląda tak samo.
Czy zamierza Pan również udostępnić polskim firmom licencję na produkcję innych artykułów sygnowanych marką Pierre Cardin, np. mebli, glazury czy przedmiotów dekoracyjnych?
— Staramy się. Na razie trwają negocjacje, szukamy kontrahentów. Nasze produkty są wytwarzane i sprzedawane na całym świecie. Nie ma powodów, aby nie było tak w Polsce.
Czy po przerwaniu współpracy z Pabią z Pabianic zamierza Pan wrócić z damską kolekcją na polski rynek?
— Negocjujemy z inną firmą i niedługo Polki będą mogły kupować rzeczy Pierre’a Cardina szyte we własnym kraju.
Jak powinien być ubrany nowoczesny biznesmen?
— Moda staje się luźniejsza, mniej oficjalna. Nie obowiązuje już przywiązanie do sztywnej, urzędowej formy. W konserwatywnym stylu ubierają się jedynie ludzie starsi. Dzisiaj kolekcje ubrań do biura mają więcej fantazji niż kiedyś. Poza tym są wygodniejsze.
Rozmawiały
Agnieszka Janas i Agnieszka Ostojska
Pierre Cardin
Urodził się 2.07.1922 r. we Włoszech
1945
rozpoczyna pracę w domu mody Paquin, a następnie Schiaparelli
1946
zostaje pierwszym asystentem Christiana Diora
1950
otwiera własną firmę
1953
pierwsza kolekcja haute couture sygnowana marką Pierre Cardin
1954
pierwszy sukces — spódnica „bombka”
1958
Cardin otrzymuje nagrodę „Młodych Projektantów” Boston, USA
1959
pierwsza kolekcja pret-a-porter
1960
promocja pierwszego męskiego zapachu Pierre Cardin, pierwsza kolekcja mody męskiej
1968
po raz pierwszy sprzedana została licencja na wytwarzanie produktu z marką Pierre Cardin
1970
kupuje pierwszy teatr w Paryżu
1981
promocja pierwszego damskiego zapachu Choc oraz odkupienie sieci hoteli, restauracji i klubów Maxim
1991
zostaje honorowym ambasadorem Unesco
1992
Akademia Francuska i Akademia Sztuk Pięknych przyznają kreatorowi członkostwo
2000
pięćdziesięciolecie pracy twórczej
