Sprzedaż aut pokazuje, jak ludzie adaptują się do ryzyka

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-04-06 20:00

Pomimo wprowadzania przez rząd obostrzeń antyepidemicznych sprzedaż nowych samochodów w marcu poprawiła się względem lutego. To dobry sygnał świadczący o niezłym popycie i rosnącej odporności konsumentów korporacyjnych i indywidualnych na zaburzenia związane z restrykcjami. Jednocześnie jednak sprzedaż wciąż znajduje się poniżej poziomu sprzed pandemii i nawet poniżej poziomu z jesieni zeszłego roku.

Instytut Samar podał, że w marcu zarejestrowano w Polsce 47,8 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to wzrost aż o 61,3 proc. rok do roku. Oczywiście marzec zeszłego roku był momentem bezprecedensowego wstrząsu, więc dynamika rok do roku niewiele mówi. W ujęciu miesiąc do miesiąca wzrost wyniósł 0,8 proc. (po odjęciu efektów sezonowych, czyli m.in. różnicy w liczbie dni roboczych – szacunek własny). To są niezłe dane, biorąc pod uwagę, że na początku trzeciej dekady marca rozpoczął się proces zaostrzania restrykcji w Polsce.

Obecnie sprzedaż znajduje się wciąż około 6 proc. poniżej poziomu sprzed pandemii, za który traktuję średnią z okresu październik 2019 – luty 2020. Sprzedaż jest też 4 proc. poniżej poziomu z lata 2020 r., kiedy trwało zaskakująco szybkie ożywienie po wiosennym lockdownie. Warto jednak pamiętać, że latem istotne były efekty realizacji odłożonego popytu. Teraz nie oddziałują one na rynek, więc sytuacja nie jest aż tak znacząco gorsza od tej z lata.

Generalnie dane z rynku dilerskiego można traktować jako całkiem niezłe. Gospodarka przecież wciąż znajduje się w recesji, a kilkuprocentowy spadek sprzedaży aut w stosunku do przedkryzysowej normy jest naprawdę niewielki. Samochody są typem towaru, na który popyt może bardzo mocno się wahać ze względu na dużą rolę finansowania zewnętrznego i wysokość jednostkowego wydatku. Jest to w większości przypadków inwestycja, a inwestycje są bardzo zmienne.

Dane są spójne z lekką poprawą nastrojów w gospodarce. Na wykresie widać, że sprzedaż samochodów podąża równolegle do nastrojów (nawet jeżeli pod względem poziomu występują odchylenia, to zmiany podążają w tym samym kierunku). W marcu były one nieco lepsze, mimo że sytuacja epidemiczna wyraźnie się pogarszała. Postępuje zatem proces adaptacji do sytuacji podwyższonego ryzyka.

Sądzę, że jest to zjawisko, które większość osób dostrzega także wokół siebie – choć warunki działania są trudne, a dla niektórych ekstremalnie trudne, to poziom stresu i strachu stopniowo się obniża. Wynika to z przyspieszenia procesu szczepień (coraz więcej sygnałów wskazuje, że do lata zaszczepi się większość populacji krajów UE), ale również ze zwykłej adaptacji. Państwo uzupełnia większość niedoborów płynności na rynku, więc jedno z kluczowych źródeł strachu jest zneutralizowane. Gospodarka może działać w miarę normalnie z wyjątkiem obszarów zamkniętych regulacyjnie.