Latem, kiedy Polacy bardziej myślą o urlopach niż o oglądaniu mieszkań, w biznesie panował zastój. Nie w tym roku. Zresztą od początku 2013 r. rynek stoi na głowie. W marcu nie było zwyczajowego odbicia sprzedaży, wiosna na rynku pojawiła się z dużym opóźnieniem, bo w czerwcu, a żniwa zaczęły się już w lipcu — w środku lata sprzedaż wystrzeliła w górę.

O ile w czerwcu banki udzieliły kredytów za 3,045 mln zł (historycznie zawsze jeden z najlepszych miesięcy w roku), w lipcu klienci zaciągnęli ich za 3,469 mln zł. To jeden z najlepszych wyników w ciągu ostatnich ośmiu kwartałów. Więcej kredytów banki udzieliły w marcu ubiegłego roku i w październiku 2011 r. (3482 mln zł i 3643 mln zł).
Przebudzenie wicelidera
Ton akcji kredytowej ponownie nadawał PKO BP, po raz drugi w tym roku przekraczając 1 mld zł nowej produkcji (1,026 mln zł). Tym razem wiernie sekundował mu Pekao, który w poprzednich miesiącach pracował na wolniejszych obrotach. W lipcu bank zwiększył sprzedaż do 650 mln zł, czyli poziomu nienotowanego od czerwca 2012 r. Na trzecie miejsce z 317 mln zł wrócił DB PBC, spychając z podium ING Bank Śląski, który jednak z 306 mln zł kredytów nadal trzyma się w grupie liderów. Getin Noble tradycyjnie był piąty z 240 mln zł. W górę poszedł natomiast BZ WBK, zwiększając obroty do 210 mln zł.
Kij i marchewka
Nie ma jeszcze danych za sierpień, ale ze wstępnych informacji wynika, że był nie gorszy niż lipiec, co oznaczałoby, że wyczekiwane od miesięcy ożywienie na rynku kredytowym staje się faktem. Wyczekiwanym, choć jak twierdzi Wojciech Werochowski, dyrektor departamentu finansowania klientów indywidualnych PKO BP, jest zaskoczony aż 14-procentowym skokiem sprzedaży w środku sezonu ogórkowego.
— Trudno o jednoznaczne wyjaśnienie. Wydaje się, że zaczął się ruch w związku ze zbliżającym się końcem kredytów na 100 proc. wartości nieruchomości. Do tego dochodzi dobra cena kredytu. Może Polacy są też odrobinę bardziej optymistyczni — zastanawia się Wojciech Werochowski. W ankiecie „Sytuacja na rynku kredytowym w III kwartale”, przeprowadzonej wśród bankowców przez NBP, większość nie spodziewała się wzrostu popytu w miesiącach letnich. Również bank centralny w opublikowanym w lipcu „Raporcie o stabilności systemu finansowego” nie prognozował większych zmian na rynku kredytowym. Skąd zatem ten skok sprzedaży?
Aleksandra Łukasiewicz, doradca zarządu Expandera, mówi, że na taki obraz rynku nałożyło się wiele czynników: historycznie najniższe stopy procentowe, najtańszy kredyt i niskie ceny mieszkań. — Największą zagadką są nastroje. Jeśli ktoś boi się utraty pracy, nie pójdzie po kredyt, nawet jeśli będzie za darmo. Dane o sprzedaży w lipcu sugerują, że ta bariera mogła zostać przełamana — mówi Aleksandra Łukasiewicz.
Otoczenie rynkowe coraz bardziej też zachęca do zaciągania kredytów mieszkaniowych. Jest kij w postaci nadciągających zmian w maksymalnym poziomie LTV kredytu (od stycznia kredyt nie może przekroczyć 95 proc. wartości nieruchomości), ale też sporo marchewki. Po pierwsze tani kredyt.
— Stopy procentowe spadły do historycznie niskiego poziomu i teoretycznie zrobiło się miejsce na podwyżki marż, ale na rynek weszło kilka nowych banków, co zaostrzyło konkurencję i marże wahają się między 1,2-1,6 proc. To obecnie jedne z najniższych cen w Europie. Marże będą rosły, ale nie spodziewam się, by w tym roku doszły do 2 proc. — mówi Paweł Dziekoński, dyrektor zarządzający produktami kredytowymi DB PBC.
Druga marchewka rośnie na rynku mieszkaniowym. Paweł Dziekoński twierdzi, że w dużych miastach ceny przestały spadać, wciąż natomiast spadają ceny depozytów.
— Ceny nieruchomości się ustabilizowały, chociaż trzeba się liczyć z ich wahaniami w zależności od tego, co będzie się działo się w gospodarce. Wiele osób decyduje się zainwestować w mieszkanie, bo zwrot z wynajmu w dużym mieście to około 4 proc. Na rynku rzadko już spotyka się tak dobrze oprocentowane lokaty — mówi Paweł Dziekoński.
Na razie trudno prognozować, jaki będzie popyt w kolejnych miesiącach. Z jednej strony jest ograniczenie LTV do 95 proc., z drugiej — zapowiedź wprowadzenia programu Mieszkanie dla Młodych w 2014 r. Pytanie, ilu klientów będzie chciało zaczekać na rządowe wsparcie, a ile wybierze kredyt na 100 proc. wartości mieszkania.