Mimo, że z podnoszeniem indeksów w dalszej części handlu należało się liczyć, bo nie po to odrabiały one z mozołem straty przez kilka kolejnych sesji, aby cały ten dorobek błyskawicznie oddać, to jednak dynamika i skala tego impulsu budziła podziw. Warszawscy gracze najwyraźniej nie przestraszyli się amerykańskich nastrojów na Wall Street i podobnie jak większość europejskich parkietów po prostu je zignorowali.
Już po 2 godzinach WIG20 wylądował nad kreską, a największy udział w tym
zwrocie sytuacji miały PKO BP i PKN Orlen. Nadal też przyzwoicie zachowywał się
KGHM i to mimo czwartej z rzędu zniżki ceny miedzi. Powoli wraca wiara
inwestorów do lubińskiego kombinatu, który za cały 2008 r. przecież pokaże
solidne zyski, a wyniki za IV kw. mimo dramatycznego spadku kwotowania miedzi
muszą uwzględnić umocnienie się dolara w stosunku do złotego i zminimalizować
straty, jeśli one rzeczywiście wystąpią. Wśród mniejszych firm intensywnie
odreagowywały te, które w ostatnim okresie przyznały się lub były posądzane o
kłopoty i ewentualne straty związane z opcjami walutowymi. Kopex,
Kolastyna, ale przede wszystkim Rafako zaliczały duże wzrosty i to przy sporym
wolumenie.
W Europie też przewagę zaakcentowali kupujący akcje, którzy
myślami wybiegali już do czwartku, kiedy decyzję co do poziomu stóp, będą
podejmować najważniejsze banki centralne. EBC i Bank of England, w
przeciwieństwie do amerykańskiej Rezerwy Federalnej, mają w tym zakresie jeszcze
znacznie większe pole manewru i rynek wyraźnie dyskontuje zmniejszenie kosztów
pieniądza o 50-75 pkt. bazowych. Inwestorzy liczą też, że europejscy
partnerzy uzgodnią w końcu kwoty i zakres bodźców fiskalnych wspomagających
rozwój gospodarek.
Prawdziwym jednak zaskoczeniem były wyniki za III kw. jakimi pochwalił
się Tesco. Ten brytyjski detalista zanotował wzrost sprzedaży w poprzednim
kwartale aż o 12 proc., a motorem tak dobrych rezultatów był rynek azjatycki.
Tesco to kolejny przedstawiciel branży handlowej, który nie odczuwa recesji, a
to sugeruje, że dekoniunktura łagodnie obchodzi się z producentami podstawowych
dóbr i usług. Także więc, polskie firmy z tych sektorów, powinny zasłużyć na
baczniejszą uwagę naszych graczy.
Dodatnie otwarcie na Wall Street wspomogło
akcje popytu w końcówce notowań na warszawskim parkiecie. Ciężar
liderowania i utrzymania dynamiki wzrostów na GPW przejął bank Pekao,
któremu dzielnie sekundował PKN Orlen, zyskujący dzięki odreagowującej
wczorajsze zniżki ropie naftowej. Przy ich wsparciu WIG20 zakończył
sesję zwyżką o 1,84 proc., otwierając sobie drogę do dalszych wzrostów w
następnych dniach.
Z mniejszych spółek uwagę absorbuje zachowanie się akcji Enei, które systematycznie, choć przy niewielkich obrotach, wracają do formy. Jeszcze więcej zadowolenia mogą mieć akcjonariusze Mieszka. Ten producent słodyczy jest od ponad miesiąca w silnym trendzie wzrostowym i zyskał już ponad 60 proc. Wydaje się, że ze względu na tradycyjnie dobry okres jaki otwiera się przed tą branżą, jego marsz na północ nie został jeszcze zakończony.
Inwestorzy na Wall Street zrealizowali bardzo mocną korektę poprzednich
wzrostów, więc ich zapał do przeceniania firm powinien się wypalać. W
nadchodzących dniach poważnym zagrożeniem dla posiadaczy akcji mogą być raporty
z amerykańskiego rynku pracy, ale tu oczekiwania i prognozy uwzględniają już
ponury obraz. Pozostałe informacje powinny sprzyjać bykom, a polski obóz
optymistów w nadchodzącym okresie może otrzymać wsparcie z zagranicznych giełd.
Już dzisiaj pokazał on, że nie wpada w nadmierną panikę i szuka pretekstów do
wybicia indeksów. Nie ma też większego sensu sugerowanie się obrotami na GPW.
Były one niewielkie przy ostrych zjazdach, więc są mizerne przy podnoszeniu
indeksów. Taka teraz już uroda rynku.