Stacja jakość

AGNIESZKA RODOWICZ
28-06-2018, 22:00

Proste kroje, znakomite tkaniny i świetnie uszyte modele. A także pewność, że jeśli ubranie z kolekcji nie będzie na klientce idealnie leżało, zostanie dla niej uszyte na miarę. Jakość jest zasadniczym założeniem Basic Station, warszawskiej marki ubraniowej.

Agnieszka Zawada ukończyła handel zagraniczny w policealnej szkole im. Łazarskiego w Warszawie i przez lata pracowała w reklamie i marketingu. Organizowała imprezy, prowadziła kampanie reklamowe… i zawsze interesowała się sztuką.

— Pewnie dlatego tak dobrze czułam się w reklamie — mówi Agnieszka Zawada. Interesowała ją także architektura wnętrz, doradzała znajomym przy urządzaniu mieszkań. Zawsze też lubiła dobrze się ubrać — elegancko, ale nie nudno — i ciekawie stylizowała swoje dzieci. Kiedyś psycholog ze szkoły jej córek zapytała, czy świadczy takie usługi odpłatnie.

— Lubiłam śledzić trendy, orientowałam się, co stoi za konkretnymi markami modowymi. Nigdy jednak ślepo za nimi nie szłam. Dla mnie być dobrze ubranym, znaczy przede wszystkim być sobą — twierdzi Agnieszka Zawada.

Z górnej półki

Żeby być sobą, postanowiła w końcu zmienić pracę. Od jakiegoś czasu już o tym myślała, ale nie wiedziała, co miałaby robić. W to, że mogłaby projektować ubrania, nie wierzyła.

— Dlaczego nie? — zapytała ją kiedyś koleżanka. Zastanowiło ją to pytanie. — Bo w zasadzie, dlaczego nie? — pomyślała.

Jej starsza córka, Olga Kolankowska, narzekała na brak ciekawych ubrań i na ich słabą jakość, więc postanowiły stworzyć własną kolekcję. Prostych, klasycznych, a jednocześnie na tyle uniwersalnych ubrań, by mogła je założyć i nastolatka, i jej 30-50-letnia mama. Pierwszą kolekcję zaprojektowały w 2013 r. Z miękkich, polskich, bardzo dobrych jakościowo dzianin. Było w niej 10-12 prostych modeli bluz, sukienek, kardiganów w trzech kolorach: bieli, szarości i czerni. Kiedy powstały ręcznie narysowane projekty, Agnieszka Zawada i Olga Kolankowska zabrały się za szukanie materiałów i szwalni. Wykwalifikowane konstruktorki pomogły przełożyć projekty na wykroje i rozmiarówkę. Pół roku od pomysłu na projektowanie ubrań kolekcja była gotowa. A mama i córka wpadły w chwilową panikę, bo dotarło do nich, że nie pomyślały, gdzie będą sprzedawały ubrania.

— Pamiętam, że kiedy wróciłam ze szwalni z gotową kolekcją, usiadłam i przyszło mi do głowy pytanie: I co teraz? — wspomina Agnieszka Zawada.

W internecie znalazła informację o targach w małej galerii handlowej w Toruniu. Było jeszcze miejsce, więc postanowiła pojechać. Targi okazały się nieduże, było zaledwie kilkunastu projektantów i prawie żadnych klientów. Mimo to debiutujące matka i córka sprzedały najwięcej ze wszystkich wystawców. Kolejne targi wybierały staranniej. Ich najważniejszym debiutem były pierwsze targi Hush w Warszawie, na które udało się im zakwalifikować. Bo to targi na wysokim poziomie, ich właścicielki prowadzą ostrą selekcję wystawców.

— Dostałyśmy się na Hush za drugim podejściem i był to dla nas ważny sygnał, że idziemy w dobrym kierunku — mówi Agnieszka Zawada. Odtąd regularnie pokazują się na ważnych polskich targach mody.

Idealnie dopasowane

— Po pół roku współpracy ze szwalnią wiedziałam, że kolejnym etapem rozwoju marki musi być stworzenie własnej pracowni, by ubrania były wybitne jakościowo. Według mnie, tylko własna pracownia z wykwalifikowanymi szwaczkami i wypracowanymi standardami gwarantuje najwyższą jakość. To dla mnie najważniejsze założenie marki — wyjaśnia projektantka.

Po jakimś czasie portal Showroom zaprosił Basic Station do współpracy. Przez kilka miesięcy ich ubrania były dostępne online.

— Ponieważ zmieniała się nasza koncepcja marki, szybko się okazało, że sprzedaż przez internet nie jest dla nas — twierdzi Agnieszka Zawada.

Po pierwsze dlatego, że zaczęły wprowadzać coraz odważniejsze i bardziej skomplikowane modele. To z kolei wiązało się z używaniem droższych materiałów. A także z ceną oraz chęcią klientek, by zobaczyć i przymierzyć jedwabną bluzkę, koszulę czy sukienkę.

— W związku z tym podjęłyśmy decyzję o otwarciu butiku — mówi Agnieszka Zawada. We wrześniu 2015 r. otworzyły Basic Station na Saskiej Kępie, w miejscu, które wcześniej znane było okolicznym mieszkańcom jako świetny sklep z włoskim obuwiem.

— Saska Kępa nas zaakceptowała, mamy tu dużo wiernych klientek. Wiele z nich podkreśla, że nie czują się jak w sklepie, ale raczej jakby przychodziły do nas do domu, wypić kawę i zobaczyć, co mamy w szafie — mówi Agnieszka Zawada. Pracownia ze względów logistycznych jest niedaleko sklepu.

— Musi być blisko, bo ja wciąż biegam między tymi dwoma miejscami. Zależało mi na tym, żeby każda klientka mogła się u nas ubrać. Dlatego jeśli standardowy rozmiar ubrań z kolekcji komuś nie pasuje, szyjemy dany model na zamówienie, na wymiar — wyjaśnia właścicielka firmy. Także wtedy, gdy klientce podoba się model, ale woli inną długość sukienki czy inny dekolt bluzki.

— Jeśli nasza klientka, zawodowa tenisistka, ma prawy biceps o trzy centymetry większy niż lewy, to dopasujemy dla niej rękawy — mówi Agnieszka Zawada. Dlatego musiały otworzyć pracownię. Szwalnie odszywają tylko standardowe rozmiary, a mało jest osób, które mają takowe.

— Większość z nas potrzebuje specjalnego potraktowania — dodaje Agnieszka Zawada. To robi Basic. W tej samej cenie. W kilka dni i dla 90 proc. klientek. W roku powstają dwie kolekcje Basic Station: wiosenno-letnia i jesienno-zimowa. Z czasem pojawiło się w nich coraz więcej kolorów, a także bardziej skomplikowane modele: marynarki, spodnie, żakiety, kurtki czy płaszcze. Początkowo ubrania powstawały z polskich dzianin kupowanych w Łodzi, teraz marka bazuje głównie na włoskich wełnach, jedwabiach, kaszmirach i wiskozach znakomitej jakości. Poza kolekcjami są też w Basic Station pojedyncze ubrania, co bardzo doceniają klientki marki. Są to zazwyczaj kobiety niezależne finansowo, pracujące na wysokim szczeblu, świadome siebie, doceniające unikalność i jakość dobrego rzemiosła. Zazwyczaj Polki, ale coraz częściej trafiają się klientki zza granicy. Trzy lata temu Olga Kolankowska zaczęła studia na Wydziale Fotografii Uniwersytetu Warszawskiego i poszła w swoją stronę. Markę prowadzi matka, a córka wspiera ją w tym, co robi najlepiej — jest autorką sesji fotograficznych powstających kolekcji i kampanii promujących markę. Projektantka ma też wsparcie całej rodziny i niedużego, ale profesjonalnego zespołu pracowników.

— Pomalutku, małymi kroczkami rozwijam markę. Finansowo poradziłam sobie sama, inwestując na początku odłożone pieniądze, a potem zyski — mówi Agnieszka Zawada.

W sumie włożyła kilkaset tysięcy złotych w pracownię, butik, maszyny, materiały, zespół, targi. Dalszy rozwój firmy wiąże z tworzeniem wokół podstawowej kolekcji akcesoriów, które pozwolą jeszcze lepiej zaopiekować się klientkami. Dlatego w tym roku butik zmienił nazwę na Basic Station Concept Store. Pojawiły się w nim torby i buty. Na razie Agnieszka Zawada współpracuje z polską marką, która tworzy obuwie do kolekcji Basic Station. Ale z czasem planuje projektować buty.

— Myślę też o bieliźnie, okularach i innych akcesoriach modowych. A także o kolejnych concept store’ach w Polsce, a być może za granicą — zapowiada projektantka. Jest bardzo zajęta, bo lubi sama wszystkiego dopilnować. Wybierania tkanin, pracy z klientkami i ze szwaczkami w pracowni.

— Mogłabym pewnie zlecić część zadań, ale trudno mi zaufać, dzielić się obowiązkami czy prosić o pomoc. Poza tym wszystko, czym się zajmuję, sprawia mi tak ogromną przyjemność i satysfakcję, że trudno z czegoś zrezygnować. Mam pracę, która pozwala mi się kreatywnie rozwijać, sprzedawać swój pomysł na modę, a jednocześnie być blisko ludzi. Spełnienie marzeń — sumuje Agnieszka Zawada. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Stacja jakość