Stacja udręka

Jacek Konikowski
opublikowano: 2006-03-03 00:00

Pech? Nieostrożność? Czyjaś nieuczciowość? Właścicielka unikatowej stacji paliw przekonała się, że marzenia kosztują. Drogo kosztują.

Gryfino, niewielka miejscowość na Pomorzu Zachodnim. Stąd tylko kwadrans jazdy do położonej przy ruchliwej drodze S 3 — wioski Będgoszcz. Nic w niej szczególnego. Z wyjątkiem stacji benzynowej.

Bo ludzie mają dziwne marzenia. Wiele lat temu Czesława Nowak postanowiła za 25 mln zł zrealizować swoje — zbudować egzotycznie zaaranżowaną stację paliw, połączoną z restauracją. Miała być oranżeria z egzotycznymi roślinami, chińska pagoda, fontanna. I parking na 100 tirów. Odważnie. Za pieniądze z kredytów.

— Prosta stacja paliw, nastawiona jedynie na sprzedaż paliw, z małym sklepikiem kosztuje od 5 mln zł. Większa, na wysokim standardzie — m.in. z myjnią, barkiem — to koszt rzędu 10 mln zł — twierdzi Marcin Budziewski z Polskiej Izby Paliw Płynnych.

— Fajna sprawa, ale nie dla wójta, który robił, co mógł, by stacja nie powstała. Nie chciał dać zezwolenia na budowę. Mnożył trudności — do tego stopnia, że zażądał ode mnie zmiany planu zagospodarowania przestrzennego! U ministra rolnictwa dostałam zgodę na budowę. Wójt zmiękł — wspomina Nowak.

Na ścianie jej gabinetu, obok portretu Jana Pawła II, wisi dyplom-laurka: „W uznaniu za wytrwałość i realizację największej inwestycji w naszej gminie. Andrzej Ogłodziński, wójt gminy Bielice”.

— Wręczył go podczas otwarcia stacji, gratulował i pił moją wódkę — wspomina, ale i trochę niezbyt elegancko wypomina, Czesława Nowak.

Andrzej Ogłodziński nie jest już wójtem Bielic. Awansował do szczecińskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych. Chcieliśmy zapytać, jak wspierał lokalną przedsiębiorczość w Bielicach. Ale... Od miesiąca już w agencji nie pracuje.

Prawoskręt

Marzenie Czesławy Nowak ziściło się w czerwcu roku 2001. Niewielka restauracja przy stacji benzynowej połączona była z palmiarnią. Wkoło mnóstwo kwiatów i zieleni. Okoliczni mieszkańcy nazywali stację „Egzotyka”, bo też niewiele podobnych można było spotkać — nie tylko zresztą na Pomorzu. Ale też z innego powodu. Obiekt wyglądał tak przez pierwszych kilka miesięcy, a radość właścicielki trwała krótko. Jak twierdzi, znowu przez urzędników.

— Wkrótce po otwarciu, urzędnikom „przypomniało się”, że brakuje zgody na prawoskręt i lewoskręt. Tłumaczyli, że istniejący wjazd na obszar stacji jest nielegalny! Długi czas zarząd dróg krajowych nie chciał dać zgody ani na skręt z prawej strony, ani z lewej. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę! Proszę sobie wyobrazić: środek lata, stacja gotowa, zbiorniki pełne, restauracja czeka na klientów. Wszystko stoi bezużytecznie w środku sezonu urlopowego i czeka na jedną urzędniczą decyzję — mówi Nowak.

W końcu zgoda bielickiego urzędu gminy nadeszła — we wrześniu, gdy urlopowicze wrócili do domów, a z nimi potencjalne zyski. Happy end? No nie do końca, bo zgoda dotyczyła… prawoskrętu. Z lewej strony, na Szczecin, wjazd nadal był zabroniony. Sprawą owego lewoskrętu zajął się nawet Bogusław Liberadzki, wtedy pomorski baron SLD. Niezbyt skutecznie, bo przez następne lata skrętu jak nie było, tak nie było.

I tak tiry przejeżdżały obok „Egzotyki”, a wraz z nimi — spore pieniądze, których brak stał się wkrótce powodem innych perypetii właścicielki stacji paliw z palmiarnią.

Wyrwane dystrybutory

Czy może być coś gorszego dla przedsiębiorcy niż brak klientów, pusta kasa i niespłacone kredyty? Może: komornik. Ten zawitał do egzotyki w lutym 2003 roku. Odezwały się demony przeszłości.

Firma windykacyjna Optimal Inkasso (OI) z Legnicy zleciła egzekucję długu, jaki Czesława Nowak miała wobec fabryki nawozów sztucznych Anwil we Włocławku. Długu sporego, bo było to ponad 772 tys. zł. Fabryka dokonała jego cesji na rzecz firmy z Legnicy w 1999 roku.

— Wiele lat temu byłam dilerem Anwilu, sprzedawałam nawozy sztuczne. Fakt, w 1999 nie byłam w stanie rozliczyć się z dostawcą, ale w ciągu roku zapłaciłam windykatorowi prawie 410 tys. zł, a fabryce — 650 tys. zł — mówi Nowak, pokazując dowody wpłaty.

Ale windykator wciąż domagał się spłaty długu.

— Dlatego pojechałam do fabryki z kopiami przelewów dla Optimala. 6 marca 2001 roku zawarliśmy z Anwilem umowę, która gwarantowała, że po zapłaceniu należności i odsetek rozwiążą umowę z Optimalem. Mimo całkowitej zapłaty fabryka tego nie zrobiła — twierdzi Nowak.

Windykator nie przekazał pieniędzy na konta Anwilu, fabryka nie cofnęła zaś cesji długu windykatorowi. W Anwilu twierdzą, że Optimal Inkasso bezprawnie przetrzymywał na swoim koncie pieniądze, które należały się fabryce. Optimal twierdził zaś, że pieniędzy nie dostał, a Nowak nadal była dłużnikiem.

21 listopada 2001 r. Czesława Nowak wniosła do Sądu Okręgowego w Toruniu pozew przeciw Anwilowi. Uzasadnienie: w marcu 2001 spłaciła sporą część długu i zawarła z fabryką ugodę: wszelkie postępowania sądowe i egzekucyjne wobec niej, także ze strony windykatora Anwilu, miały być wstrzymane. Tymczasem nie były. Anwil przyznał przed sądem, że do ugody doszło i że wywiązał się z niej należycie. Sąd był jednak innego zdania: „Oczywistym jest, że zachowanie pozwanej (Anwil) nacechowane jest elementarnym brakiem lojalności kupieckiej, która w stosunkach gospodarczych powinna odgrywać kluczową rolę. (…) Cesja wierzytelności na rzecz Optimal miała charakter powierniczy. Na mocy takiego stosunku prawnego powódka miała prawo uważać, że nabywca wierzytelności uzyskuje jedynie uprawnienie do ściągnięcia należności jako cesjonariusz na rachunek cedenta (Anwil), choć w istocie do przeniesienia wierzytelności nie dochodzi. (…) W tych okolicznościach gwarancje pozwanego określone w ugodzie uzasadniały ich wiarygodność i realność. Trudno zatem przerzucać odpowiedzialność na powódkę, za brak skuteczności w działaniach zapobiegających czynnościom windykacyjnym przez cesjonariusza należy zatem obciążyć zdaniem sądu pozwaną” — zauważył trybunał w uzasadnieniu, wydanym 27 maja 2004 r. Nowak sprawę wygrała. Z ponad 113 tys. zł odszkodowania, jakich domagała się od Anwilu, sąd przyznał jej 103 tys.

Tuż po zgłoszeniu przez Nowak sprawy Optimala Inkasso do prokuratury, w lokalnym dodatku „Gazety Wyborczej” ukazał się... nekrolog Czesławy Nowak.

Teoria spisku

Sprawa przed sądem toczyła się 3 lata. W tym czasie Optimal Inkasso przystąpiło do egzekucji długu.

— Mieliśmy obowiązującą umowę z Anwilem. Działaliśmy na podstawie cesji wierzytelności pani Nowak przez Anwil. Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze potwierdził nasze roszczenia, więc skierowaliśmy sprawę do komornika — tłumaczy były pracownik Optimal Inkasso.

Fakt. W styczniu 2002 r. Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze uznał roszczenie windykatora, zasądzając prawie 500 tys. zł z odsetkami (660 zł dziennie). Podstawą wyroku była cesja długu, której Anwil nie cofnął — mimo spłaty zadłużenia przez Nowak.

— W połowie września 2002 r. prezes Optimala Inkasso Robert Jakobsche przyjechał na stację i zaproponował, bym odstąpiła mu 5 udziałów w spółce, za co on umorzy mi dług — mówi Nowak.

Komornik też nie próżnował. W czerwcu 2003 pojawił się ponownie na stacji w Będgoszczy, tym razem w asyście policjantów z pobliskich Pyrzyc. Z pomocą mechaników wymontował dystrybutory na stacji Petro-Black. Zajęto konta bankowe Nowak, jej dom, auto i zlicytowano dystrybutory. „Egzotyka” praktycznie bankrutowała. Przypominała już jedną z wielu przydrożnych stacji w szczerym polu. Nowak wydzierżawiła ją firmie Texas i patrzyła, jak obcy zarabia.

Nowak jest przekonana, że padła ofiarą „mistycznego planu, który uknuła grupa przestępcza, polegającego na przejęciu jej firmy”. Twierdzi, że „Grupa Windykacyjna Optimal Inkasso z Legnicy działa w całej Polsce, doprowadzając do upadku firmy, które są przejmowane przez podstawione osoby. Zamieszani w ten proceder są urzędnicy, politycy i bankowcy”. Którzy? Tego nie wie. Teoria spiskowa? Być może. Przyjrzeliśmy się jednak firmie Optimal Inkasso. Nie była aniołem.

Optimal Inkasso

Spółka Optimal Inkasso powstała w 1999 r. w Legnicy. Jej założycielem był Robert Jakobsche. Potem przyjął do spółki Dawida Stępniaka i Roberta Kupczyka. Pierwszy rok działalności firma zamknęła stratą prawie 100 tys. zł. Za to rozmnożyła się. Jakobsche założył kilka innych spółek. W sumie był właścicielem kilkunastu — m.in.: Optimal, Optimal Serwis czy Polsko-Ukraińskie Przedsiębiorstwo Gospodarcze. Jedne padały, inne powstawały. Ale w ich historii przewijał się motyw: postępowania prokuratorskie — w sprawie „udaremnienia zaspokojenia należności wierzyciela przez utworzenie innej jednostki gospodarczej”.

Według opinii Biura Bezpieczeństwa Biznesu (BBB) ze Szczecina „Mechanizm działalności firm Jakobsche był zawsze taki sam. Firma Roberta Jakobsche, występująca pod szyldem firmy windykacyjnej, zawierała z klientami umowę o windykację należności od dłużnika, a następnie po udanej windykacji nie zwracała zleceniodawcy odzyskanych należności. Innym mechanizmem działania (…) było ignorowanie umowy zawartej między wierzycielem a dłużnikiem. Firma Optimal Inkasso, mimo zawartej w międzyczasie ugody pomiędzy wierzycielem a dłużnikiem, windykowała dłużnika po raz drugi”.

Przynajmniej tak twierdzą — według szczecińskiego Biura Bezpieczeństwa Biznesu — przedstawiciele 14 firm (w tym legnickiego inkubatora przedsiębiorczości, Huty Szkła Gospodarczego w Dąbrowie Górniczej i mniejszych przedsiębiorstw prywatnych), zarzucając firmom Roberta Jakobsche, zwłaszcza Optimalowi i Optimalowi Inkasso, działania niezgodne z prawem. Po zsumowaniu przez BBB kwestionowanych kwot wyszło 60 mln zł. Jacek Orzechowski, dyrektor BBB szacuje, że przeciw OI, i Robertowi Jakobsche prowadzonych jest kilkadziesiąt spraw karnych i o zapłatę. Jego zdaniem, za windykowanie należności OI wykupywał długi PKP.

Odwiedziliśmy siedzibę firmy OI w Legnicy przy Nowodworskiej. Ale w stylowym pałacyku nie urzęduje już żadna z firm Roberta Jakobsche. Sąsiedzi go jednak pamiętają.

— Wielu przez niego płacze w Legnicy, my też... Wielu oszukał. Nam nie zapłacił za czynsz. Od 2001 r. już tu nie urzęduje. Z początku płacił, nie targował się. Potem już nie płacił i zniknął. Dziwny człowiek. Zakładał spółkę za spółką. Pracował z dziwnymi ludźmi. Tu posłowie bywali, prokuratorzy, policjanci. Wielu z nich zatrudniał w swoich firmach. Chwalił się, że ten pałacyk to jego — twierdzi Marek Korbula z firmy BudoTank, właściciela pałacyku.

Dotarliśmy do Dawida Stępniaka, współpracownika Roberta Jakobsche. Rozstali się w maju 2005. Ale nie chce o tym mówić. W ogóle zresztą nie chce mówić o Jakobsche.

— Nic panu o Robercie nie powiem. Po prostu: nie

— Pokłóciliście się w interesach?

— Niech pan nie ciągnie. Boję się o zdrowie i życie rodziny.

— Pan wie, co on teraz robi, gdzie go mogę znaleźć?

— Nie wiem — pada odpowiedź.

Po godzinie telefon. Jedno zdanie:

— Pan poszuka w Warszawie, w centrum miasta.

Nie minęła godzina, gdy nadszedł anonimowy mail: „Interesuje pana Jakobsche?”. I kolejny, tym razem z adresem kancelarii przy ul. Świętokrzyskiej. W centrum Warszawy.

Dzwonimy. W słuchawce, kobiecy głos: prezes zajęty. Po chwili ktoś oddzwania do nas. To prezes Grupy Euro Investments — Robert Jakobsche. Chce się spotkać. Ale później dwukrotnie — nie z naszej winy — do spotkania nie dochodzi.

Ostatnia rozmowa, wczoraj.

— Czesia? Problem polega na tym, że się polubiliśmy. Wspierałem ją w tworzeniu firmy, nim powstała stacja Petro-Black. Dużo by opowiadać... Sprawa Czesławy Nowak wygląda zupełnie inaczej, niż to przedstawia ona sama. Opowiem panu za kilka dni, gdy przyjedzie mój prawnik. Ma wszystkie dokumenty.

— Inaczej?

— Tak, jej problemy finansowe wynikały z tego, że przeinwestowała. Kto stawia stacje paliw za 40 mln zł! Poza tym wyłudzała kredyty, nie płaciła dostawcom…

— Czy przeciwko panu lub OI postawiono oficjalnie zarzuty?

— Owszem, ale gdy byłem prezesem OI. Dawno, już nie pamiętam, nie mam dokumentów. Ma je obecny prezes Optimal Inkasso, pan Dawid Stępniak, którego poprosiłem o przesłanie mi papierów, dotyczących sprawy pani Nowak i spółki PB. Musimy poczekać…

— Obecny? Przecież OI nie istnieje!

— Istnieje, ale pod nazwą Cash Trade.

I tyle przez telefon. Spotkanie umówiliśmy na przyszły tydzień. Jeżeli do niego dojdzie, przedstawimy wersję Roberta Jakobsche.

Wiara

A co z Czesławą Nowak? Cóż, nie każda opowieść kończy się szczęśliwie. Czesława Nowak straciła firmę. Twierdzi jednak — używając wielkich słów — że choć przegrała bitwę, wierzy, iż wygra wojnę. Że nad „Egzotyką” znowu zawiśnie czarny orzeł — logo Petro-Black.

Wierzy.

Okiem eksperta

Na rynku

Iwona

Słomska

dyrektor

Departamentu Marketingu i PR w Kruk SA