Stacje paliw ubiegły gastronomię

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-05-08 00:00

Jedzenie to świetny biznes — uważa branża paliwowa i przekonuje, że miejsca dla przydrożnych barów już nie ma

3 mln parówek i 650 tys. litrów kawy miesięcznie. To nie wyniki sieci kawiarni czy restauracji, ale... stacji paliw Orlenu, w której działa Stop Cafe. Jak przekonała się branża paliwowa — najlepszy biznes dla stacji benzynowej to gastronomia. Firmy paliwowe prześcigają się w rozbudowywaniu menu i inwestują w kolejne kąciki gastronomiczne, stopniowo wysycając rynek przy drogach, na który chrapkę miało już kilka sieci wyspecjalizowanych w serwowaniu jedzenia.

PALIWO DLA ŻOŁĄDKA:
 Od kawy i czekolady przez śniadanie do pełnego dania obiadowego. Polskie stacje paliw walczą ostro nie tylko o baki, ale także o żołądki klientów. W końcu największym sprzedawcą kawy w Niemczech jest... paliwowy Aral.
 [FOT. WM]
PALIWO DLA ŻOŁĄDKA: Od kawy i czekolady przez śniadanie do pełnego dania obiadowego. Polskie stacje paliw walczą ostro nie tylko o baki, ale także o żołądki klientów. W końcu największym sprzedawcą kawy w Niemczech jest... paliwowy Aral. [FOT. WM]
None
None

Kawa i bagietki

O przydrożnych restauracjach myślał kiedyś Sfinks. Plan budowy przydrożnej sieci Pitstop Barów zaczął realizować Jan Kościuszko, założyciel upadłego Polskiego Jadła. Wizję kilkuset gastronomicznych placówek dla kierowców snuł też Krzysztof Moska, znany inwestor giełdowy. Zaangażował się kapitałowo w przydrożne Leśne Runo i MrHamburgera. Obecnie obie sieci mają około 30 lokalizacji. To jednak niewiele wobec ponad tysiąca kącików gastronomicznych Orlenu czy choćby 60 operatora małej sieci stacji Moya, spółki Anwim.

Orlen przyznaje, że jego Stop Cafe poprawiają „ogólną ekonomikę” stacji paliw, a gastronomia czyni koncern bardziej konkurencyjnym graczem na rynku paliwowym. Anwim mówi wprost, że marże na kawie czy czekoladzie są nieporównywalne z paliwowymi.

— Kluczowe jest osiągnięcie większej skali działalności gastronomicznej. Biznes polegający na prowadzeniu stacji paliw przez ostatnie lata znacznie się skomplikował i dużo trudniej na nim zarabiać. Gastronomicznym prekursorem w tej branży w Polsce był Statoil, który wprowadził hot-dogi i kawę. Oferta się przyjęła i na rynku powstała nowa kategoria — mówi Paweł Grzywaczewski, wiceprezes Anwimu.

Krystyna Antoniewicz-Sas, dyrektor ds. komunikacji w Statoil Fuel & Retail Polska, przyznaje, że gastronomia to zarówno element kompleksowej obsługi klienta, jak i interesująca, kolejna noga biznesu. Zdaniem Agaty Hinc, menedżera ds. komunikacji w Shell Polska, gastronomiczna oferta stacji paliw to odpowiedź na oczekiwania klientów.

— Klient oczekuje dziś najlepszej jakości paliw, ale także możliwości zaspokojenia głodu podczas długiej podróży — twierdzi Agata Hinc. Marek Balawejder, dyrektor wykonawczy ds. sprzedaży detalicznej w PKN Orlen, twierdzi, że gastronomiczna sprzedaż na stacjach koncernu wciąż rośnie dwucyfrowo.

— Jesteśmy w stanie nadal ją zwiększać dzięki nowym placówkom i szerszej ofercie produktowej. Na części stacji, zlokalizowanych głównie przy autostradach i drogach ekspresowych, serwujemy już pełne zestawy obiadowe. Mamy też specjalną ofertę śniadaniową — mówi Marek Balawejder.

Rafał Bendyk, menedżer odpowiedzialny za rozwój Wild Bean Cafe na stacjach BP, powołuje się na badania, z których wynika, że 80 proc. osób pijących kawę poza domem robi to między godziną 6 rano a 12 w południe. BP kusi więc m.in. wypiekanymi na miejscu bagietkami. Na paliwowym biznesie korzysta też branża mięsna. Animex, producent m.in. parówek do paliwowych hot-dogów, chwali się, że również w segmencie paliwowo-gastronomicznym jest liderem.

— Sprzedaż na stacjach benzynowych to dobry biznes, wykazujący od kilku lat stały kilkunastoprocentowy wzrost — mówi Andrzej Pawelczak, rzecznik Animeksu.

Łakomy kąsek

Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald’sie, który ma w sieci restauracje dla kierowców McDrive, przyznaje, że gastronomia przydrożna, szczególnie przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, to łakomy kąsek. Wiele punktów McDonald’sa działa obok stacji paliw.

— Kierowcy zatrzymują się nie tylko po to, żeby odpocząć i napić się kawy, ale też zjeść pełny posiłek. To sprawia, że ten biznes ma potencjał, choć jest też trudny. Liczba atrakcyjnych działek, zapewniających dobrą komunikację z drogą, jest ograniczona. Wyzwaniem dla inwestora jest również natężenie ruchu, które w przypadku nowych dróg rośnie stopniowo. Dlatego to świetna inwestycja, ale w dłuższej perspektywie czasowej — tłumaczy Krzysztof Kłapa.

Zdaniem Krystyny Antoniewicz-Sas, podróżujący potrzebują szybkiej, smacznej, sprawdzonej i powtarzalnej oferty.

— Preferowane są punkty gastronomiczne, w których klient wie, czego może się spodziewać, oferujące produkty wysokiej jakości w umiarkowanej cenie. Niezrzeszone punkty gastronomiczne nie zawsze mają opracowane odpowiednie standardy, a wraz ze wzrostem konkurencji na rynku rosną też wymagania klientów — uważa dyrektor ds. komunikacji w Statoilu. Marek Balawejder przypomina, że największym sprzedawcą kawy w Niemczech jest nie kto inny, tylko paliwowy Aral — mimo że nie prowadzi sprzedaży poza stacjami.

— Może i nam się to uda. Wyspecjalizowane sieci barów szybkiej obsługi przespały najlepszy moment na budowę przydrożnej gastronomii. Nie powstała żadna licząca się sieć skoncentrowana na tym segmencie. Stacje paliw wypełniły ten rynek. Miejsca na kolejne ogólnopolskie gastronomiczne marki już nie ma — uważa Marek Balawejder.

Właśnie z tego powodu Moya, która chciała uruchomić sieć barów niezależną od stacyjnych kącików gastronomicznych, zmieniła plany. — Dokładnie przeanalizowaliśmy ten rynek. Wydaje nam się, że na taki biznes nie ma już w Polsce miejsca, a przynajmniej nam nie udało się znaleźć na niego odpowiedniego pomysłu — tłumaczy Paweł Grzywaczewski.