Stalowa Wola przepali pieniądze

Największa elektrociepłownia gazowa w Polsce, flagowy projekt dwóch koncernów, będzie tracić. Dla Tauronu to kłopot potężny, dla PGNiG mniejszy

Euforia, polityka czy błędne prognozy? Co rozmówca, to opinia. Jasne jest jedynie, że flagowa inwestycja Tauronu i PGNiG jest dziś dużym problemem, przede wszystkim dla pierwszego z partnerów. Chodzi o blok w Stalowej Woli, największą elektrociepłownię w Polsce, którą Tauron i PGNiG budują wspólnie. Warta 1,6 mld zł, jest w zasadzie na ukończeniu, ale na razie nie daje nadziei na zarobek. To właśnie problem.

Elektrociepłownia Stalowa Wola
Zobacz więcej

Elektrociepłownia Stalowa Wola

ARC

Gorące gazówki

O stalowowolskim przypadku dyskutują wszyscy, bo jest widowiskowy. Przypomnijmy: kiedy pięć lat temu ruszały przygotowania do gigantycznych przetargów na nowe moce w energetyce (szacowanych wówczas na 140 mld zł), najgorętszym tematem były gazówki. Bloki opalane gazem uważane były za technologię przyszłości, m.in. ze względów klimatycznych (niskie emisje CO 2).

Przetarg na blok w Stalowej Woli był pierwszym z całej serii. Rzucili się na niego wygłodniali wykonawcy, również zagraniczni, bo nigdzie poza Polską nie inwestuje się dziś w energetyce na taką skalę. Zażarta walka skończyła się w Krajowej Izbie Odwoławczej — ostatecznie kontrakt wygrał hiszpański Abener, który był trzeci pod względem ceny. Pierwszy z tak wyczekiwanych projektów gazowych od początku budził zainteresowaniekomentatorów.

Mają o czym mówić. Najpierw o problemach z samą budową (np. z turbiną, która utknęła na płytkiej Wiśle). Dziś blok ma opóźnienia i zamiast ruszyć pięć miesięcy temu, ruszy w połowie 2016 r., ale to też nie jest pewne. — Nie mogę wykluczyć, że ten termin również nie zostanie dotrzymany — mówi Jerzy Kurella, od miesiąca prezes Tauronu.

Tauron ma gorzej

Opóźnieniom towarzyszą ostre spory. Pierwszy, między Tauronem a Abenerem, jest banalny — w grę wchodzą wysokie kary umowne. Drugi złożony — toczy się pomiędzy współwłaścicielami bloku w Stalowej Woli, czyli Tauronem i PGNiG. Tu również chodzi o pieniądze. Upraszczając: blok nie daje dziś szans na rentowność, bo ceny gazu są wysokie, ceny prądu — niskie, tanie są też żółte certyfikaty (instrument wsparcia dla bloków gazowych, im droższe, tym lepiej) i uprawnienia do emisji CO 2 (im droższe, tym dla gazówek lepiej, bo węglówki wtedy mają ciężko), a na dodatek dramatycznie potaniał węgiel, na którym pracują bloki konkurencyjne dla Stalowej Woli. Biznesowo to się nie spina.

— To problem Tauronu, a nie PGNiG — przyznaje Jerzy Kurella. PGNiG podpisało już kontrakt na dostawę gazu do bloku — z ceną, która zapewnia mu marżę. Zadaniem Tauronu, będzie sprzedawanie energii wyprodukowanej w Stalowej Woli — a ceny na rynku są niskie. — Rozmawiamy z PGNiG na temat ewentualnych nowych warunków zakupu gazu — mówi Jerzy Kurella.

Pewną przeszkodą jest fakt, że kiedy Jerzy Kurella był jeszcze wiceprezesem PGNiG, sam wysyłał do Tauronu pisma, w których odrzucał możliwość renegocjacji umowy. Teraz, już jako prezes Tauronu, oczekiwania ma optymistyczne. Prezes PGNiG wypowiada się jednak ostro. — Partnerzy wiedzieli, w jakich warunkach będą funkcjonować — zauważył na niedawnej konferencji Mariusz Zawisza, prezes PGNiG.

Euforia i prognozy

Czy wiedzieli? Na pewno nietrafnie prognozowali. — Ten projekt nigdy się nie spinał. Decyzję podjęto ze względu na polityczną euforię, która wtedy panowała. Chodziło też o wsparcie PGNiG, związanego sztywnym i wieloletnim kontraktem z Gazpromem — uważa jeden z energetycznych ekspertów. Euforia była, to fakt. Mówiono o boomie na gazówki, które miały być skazane na sukces ekonomiczny. Gaz miał tanieć, a ceny energii i ceny CO 2 — rosnąć. — Stalowa Wola będzie opłacalna nawet bez wsparcia w postaci żółtych certyfikatów — podsycał optymizm Dariusz Lubera, poprzedni prezes Tauronu (portal wnp.pl).

— Ja też przewidywałem pięć lat temu, że ceny energii wzrosną. Nie spodziewałem się bowiem, że węgiel energetyczny stanieje w tak znacznym stopniu — zauważa Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK. Eksperci wskazują też na cieplną stronę projektu. Tauron miał liczyć na rozwój strefy przemysłowej w Stalowej Woli, co zaowocowałoby większym rynkiem zbytu dla ciepła. Strefa się jednak nie rozwinęła.

Co zrobić z blokiem za 1,6 mld zł? — Mówi się, że Stalowa Wola nie zostanie uruchomiona, bo to przepalanie pieniędzy — mówi menedżer z branży wykonawczej. To technologicznie możliwe — w Niemczech od lat stoi nieuruchomiony blok gazowy w elektrowni Irsching. Tauron przekonuje jednak, że zamierza blok uruchomić. Presję mogą wywierać na niego m.in. europejskie banki (EBI i EBOR), które udzieliły kredytów na inwestycję.

— Popracujmy nad rynkiem mocy, bo Stalowa Wola to idealny element takiego rynku. Poza tym lobbujmy razem za przedłużeniem systemu wsparcia po 2018 r. — podsuwa pomysły Mariusz Zawisza.

Inni zarobią swoje

Problematyczna Stalowa Wola nie oznacza jednak, że problemy z rentownością będą też miały inne gazowo-parowe projekty. PKN Orlen buduje bloki we Włocławku i w Płocku. Będą pracowały pełną parą, na potrzeby wielkiego przemysłu, a nie małego miasta (jak Stalowa Wola). Podobnie wygląda przypadek bloku w Puławach, przygotowywanego przez chemiczną grupę Azoty.

Pełną parą pracować też będą projektowane bloki na warszawskim Żeraniu (PGNiG Termika będzie zaopatrywać Warszawę) oraz w elektrowni Łagisza (popracuje na potrzeby całego Śląska). Wszystkie powinny więc zarabiać. Niewykluczone, że w długim terminie zarabiać będzie również Stalowa Wola. Stanie się tak, jeśli ceny CO 2 wzrosną, a z nimi ceny energii, a do tego ruszy rynek mocy. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Energetyka / Stalowa Wola przepali pieniądze