Star Alliance może zostać osłabiony

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2002-08-22 00:00

United Airlines, amerykański partner w sojuszu Star Alliance, do którego aspiruje LOT, ostrzega, że jesienią może ogłosić bankructwo. Byłby to poważny problem dla aliansu, nawet mimo tego, że jego drugi filar — Lufthansa — ma się nadspodziewanie dobrze.

United Airlines, druga w USA linia lotnicza, ostrzega, że jesienią może upaść. Spółka ma 2 mld USD (8,3 mld zł) długu, na który nie udało jej się uzyskać gwarancji rządowej, z czego połowę musi spłacić w czwartym kwartale. Po tym ostrzeżeniu akcje linii spadły poniżej 2 USD (8,3 zł), podczas gdy pod koniec lat 90. kosztowały 100 USD (414 zł).

— Wystąpienie o ochronę przed wierzycielami nie oznacza, że firma przestaje istnieć. To czas na restrukturyzację. Dlatego jest zbyt wcześnie, by mówić o przyszłości Star Alliance bez United Airlines — mówi Erland Olsen, szef SAS (również członka sojuszu) w Polsce.

Lufthansa nie komentuje problemów amerykańskiego partnera.

United Airlines, podobnie jak Lufthansa, podjęły szereg kroków mających na celu redukcję kosztów i zwiększenie przychodów. Jesteśmy przekonani, że amerykańskim liniom szczęśliwie uda się je przeprowadzić. Dlatego nie będziemy spekulować na temat United Airlines — brzmi oświadczenie Lufthansy.

Część analityków sądzi, że na bankructwie United Airlines mogliby skorzystać europejscy przewoźnicy: Lufthansa, British Airways, Air France i KLM. Z drugiej strony, bez linii z USA sojusz nie może istnieć.

— Jeśli stracimy amerykańskiego partnera, będziemy musieli poszukać nowego — mówi Erland Olsen.

Jednak kłopoty sojuszu nie powinny opóźnić procesu przyjmowania nowych członków.

— Nasz udział w Star Alliance nie zależy od sytuacji finansowej United Airlines — zapewnia Leszek Chorzewski z LOT.

Do sojuszu ma polską linię wprowadzić Lufthansa. Drugi filar Star Alliance zaskoczył znakomitymi wynikami za pierwsze półrocze — zysk operacyjny wzrósł trzykrotnie w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Linia podniosła prognozę zysku brutto do co najmniej 500 mln EUR (2 mld zł).

— Wśród niektórych europejskich linii widać oznaki poprawy — wzrost przychodów i zapełnienie miejsc, ale przemysł ma jeszcze problemy z powrotem do dawnych zysków. Wciąż czeka nas dużo ciężkiej pracy — twierdzi Erland Olsen.

Mimo optymistycznych wyników, sytuacji Lufthansy zagrażają tanie linie lotnicze, które zabierają coraz więcej niemieckiego rynku. Z Frankfurtu lata już irlandzki Ryannair, a niskobudżetowe linie zamierzają uruchomić Eurowings, TUI i Virgin Express.

— Lufthansa jest przewoźnikiem sieciowym i linią oferującą usługi wysokiej jakości. Uważamy to za priorytety i nie mamy powodu, by tworzyć linię niskobudżetową — uważa Gudrun Gorner z Lufthansy.