Norweska firma Statkraft w odnawialnych źródłach energii działa od… 128 lat. Zaczynała od elektrowni wodnych w Norwegii, a dziś prowadzi biznes w 21 krajach, czerpiąc również z wiatru i słońca, a w handlu energią jest gigantem.
- To jeden z graczy o najdłuższej tradycji na rynku OZE w Europie – podkreśla Michał Smyk, który od blisko roku odpowiada za działalność inwestycyjną Statkraftu w Polsce.
Od handlu do inwestycji
Michał Smyk przez długie lata związany był z państwową PGE, a potem z jej siostrzaną Eneą. Norweski Statkraft też jest kontrolowany przez państwo. Przekłada się to – jak podkreśla menedżer – na takie wartości jak odpowiedzialność, bezpieczeństwo oraz pozytywny wpływ na środowisko i lokalne społeczności.
- W branży OZE, młodej i dynamicznej, może czasem tego brakować – uważa Michał Smyk.
Statkraft operuje w Polsce już od pięciu lat, ale dotychczas koncentrował się na handlu energią i jej sprzedażąw ramach kontraktów PPA. Zawarł m.in. największą taka umowę, zapewniającą zieloną energię dla hutniczego CMC.
Teraz przyszedł czas na inwestycje.
- Celem jest zbudowanie do 2030 r. portfela źródeł o łącznej mocy 1 GW – deklaruje Michał Smyk.

Od zera lub w sojuszu
Statkraft interesuje się w Polsce inwestycjami w fotowoltaikę, wiatraki na lądzie (morskie „na obecnym etapie” nie są w planach) i magazyny energii, a w przyszłości rozważy inwestycje w wodór. W grę wchodzi zarówno rozwijanie projektów od zera, jak i współpraca z innymi deweloperami. Firma nie wyklucza też przejmowania istniejących projektów OZE, jeśli nadarzy się rynkowa okazja.
- Wyceny projektów OZE w Polsce były w ostatnim okresie wysokie i odzwierciedlały popyt ze strony inwestorów, choć można powiedzieć, że rynek się uspokoił. Wynika to ze zrewidowanych projekcji cen energii, widocznego kryzysu w gospodarce i wzrostu kosztów finansowania – uważa Michał Smyk.
Z opublikowanego we wtorek raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce 2023”, przygotowanego przez Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, wynika, że moc instalacji wiatrowych i słonecznych wynosi już łącznie ponad 23 GW. Fotowoltaika po trzech latach boomu odpowiada już za ponad 13 GW.
2023 r. przyniósł sektorowi przełom - pozytywny i negatywny. Z jednej strony wreszcie zliberalizowano niesławną ustawę odległościową, więc teraz wiatrak może stać w odległości 700 m od najbliższego zabudowania. Z drugiej strony doszło do interwencji państwa, które ustaliło maksymalną cenę energii. W wielu krajach Unii analogiczna interwencja ma trwać do końca czerwca, a w Polsce – ku rozpaczy inwestorów – aż do końca roku.
Zdaniem szefa Statkraftu relatywnie najmniej skomplikowany jest rozwój fotowoltaiki.
- Sądzę, że w tym segmencie będziemy inwestować od zera. W wietrze rynek jest bardzo konkurencyjny, a jednocześnie wolnych lokalizacji o dobrej wietrzności jest niestety mniej. Dlatego będziemy wchodzić w sojusze w ramach istniejących już projektów, choć pracujemy też nad pozyskaniem własnych lokalizacji – tłumaczy Michał Smyk.
W przyszłości Statkraft zamierza być operatorem instalacji OZE lub sprzedawać je innym inwestorom - w zależności od sytuacji rynkowej. Magazyny chce stawiać koło fotowoltaiki i wiatraków, a także jako samodzielne źródła energii bilansujące system.
Jeszcze w tym roku planuje pozyskać pierwsze grunty pod fotowoltaikę, wiatraki i magazyny, a także nawiązać współpracę z partnerami biznesowymi. Analizuje też okazje do przejęć. Polski zespół już ma, ale nadal rekrutuje, m.in. specjalistów od pozyskiwania gruntów i planowania przestrzennego oraz menedżerów projektów.
Sieć do modernizacji
Jak Statkraft sfinansuje inwestycje w czasach, gdy przedsiębiorcy w polskiej branży OZE borykają się z wysokimi kosztami kredytu i opowiadają o trudnych rozmowach z bankami? Norweskiej firmy ten problem nie dotyczy.
- Finansowanie zapewnia nam grupa, która ma bardzo dobrą sytuację finansową i nie korzysta z długu przy realizacji inwestycji – podkreśla Michał Smyk.
Na równi z innymi Statkraftu dotyczy natomiast inny problem - słabości polskiej sieci elektroenergetycznej. Zdaniem menedżera to największa bariera w inwestowaniu.
- Popieramy rozwiązania zwiększające wykorzystanie istniejących mocy przyłączeniowych, takie jak cable pooling, czyli wykorzystanie jednego połączenia z siecią przez dwie uzupełniające się technologie, np. słoneczną i wiatrową. Jesteśmy też zainteresowani partycypowaniem w kosztach modernizacji sieci w celu realizacji inwestycji. Niezbędne jest jednak wzmocnienie i rozwój sieci energetycznej poprzez długofalowy i transparentny program inwestycyjny – uważa Michał Smyk.
