Statkraft celuje w słońce, wiatr i magazyny

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2023-06-21 20:00

Norweski nestor energetyki odnawialnej w 2030 r. chce mieć w Polsce 1 GW zielonych mocy. Będzie budować i przejmować instalacje. Drogim długiem nie musi się przejmować.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • w co Statkraft chce inwestować
  • w jakiej formule biznesowej
  • jakich pracowników szuka
  • jak będzie finansować inwestycje
  • co o rynku OZE mówi najnowszy raport PSEW
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Norweska firma Statkraft w odnawialnych źródłach energii działa od… 128 lat. Zaczynała od elektrowni wodnych w Norwegii, a dziś prowadzi biznes w 21 krajach, czerpiąc również z wiatru i słońca, a w handlu energią jest gigantem.

- To jeden z graczy o najdłuższej tradycji na rynku OZE w Europie – podkreśla Michał Smyk, który od blisko roku odpowiada za działalność inwestycyjną Statkraftu w Polsce.

Od handlu do inwestycji

Michał Smyk przez długie lata związany był z państwową PGE, a potem z jej siostrzaną Eneą. Norweski Statkraft też jest kontrolowany przez państwo. Przekłada się to – jak podkreśla menedżer – na takie wartości jak odpowiedzialność, bezpieczeństwo oraz pozytywny wpływ na środowisko i lokalne społeczności.

- W branży OZE, młodej i dynamicznej, może czasem tego brakować – uważa Michał Smyk.

Statkraft operuje w Polsce już od pięciu lat, ale dotychczas koncentrował się na handlu energią i jej sprzedażąw ramach kontraktów PPA. Zawarł m.in. największą taka umowę, zapewniającą zieloną energię dla hutniczego CMC.

Teraz przyszedł czas na inwestycje.

- Celem jest zbudowanie do 2030 r. portfela źródeł o łącznej mocy 1 GW – deklaruje Michał Smyk.

Rynek z potencjałem:
Rynek z potencjałem:
  • Polska to duży rynek, potrzebujący znaczącego rozwoju zielonych źródeł, by sprostać wyzwaniom związanym z transformacją sektora energetycznego. Sytuacja geopolityczna i wojna w Ukrainie też potwierdzają zasadność odchodzenia od paliw kopalnych. Ponadto wiemy, że dekarbonizacja wymaga elektryfikacji wielu sektorów, np. transportowego. To zwiększa zapotrzebowanie na prąd mówi Michał Smyk, prezes Statkraftu w Polsce.
  • Marek Wiśniewski

    Od zera lub w sojuszu

    Statkraft interesuje się w Polsce inwestycjami w fotowoltaikę, wiatraki na lądzie (morskie „na obecnym etapie” nie są w planach) i magazyny energii, a w przyszłości rozważy inwestycje w wodór. W grę wchodzi zarówno rozwijanie projektów od zera, jak i współpraca z innymi deweloperami. Firma nie wyklucza też przejmowania istniejących projektów OZE, jeśli nadarzy się rynkowa okazja.

    - Wyceny projektów OZE w Polsce były w ostatnim okresie wysokie i odzwierciedlały popyt ze strony inwestorów, choć można powiedzieć, że rynek się uspokoił. Wynika to ze zrewidowanych projekcji cen energii, widocznego kryzysu w gospodarce i wzrostu kosztów finansowania – uważa Michał Smyk.

    Przełom na plus i na minus

    Z opublikowanego we wtorek raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce 2023”, przygotowanego przez Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, wynika, że moc instalacji wiatrowych i słonecznych wynosi już łącznie ponad 23 GW. Fotowoltaika po trzech latach boomu odpowiada już za ponad 13 GW.

    2023 r. przyniósł sektorowi przełom - pozytywny i negatywny. Z jednej strony wreszcie zliberalizowano niesławną ustawę odległościową, więc teraz wiatrak może stać w odległości 700 m od najbliższego zabudowania. Z drugiej strony doszło do interwencji państwa, które ustaliło maksymalną cenę energii. W wielu krajach Unii analogiczna interwencja ma trwać do końca czerwca, a w Polsce – ku rozpaczy inwestorów – aż do końca roku.

    Zdaniem szefa Statkraftu relatywnie najmniej skomplikowany jest rozwój fotowoltaiki.

    - Sądzę, że w tym segmencie będziemy inwestować od zera. W wietrze rynek jest bardzo konkurencyjny, a jednocześnie wolnych lokalizacji o dobrej wietrzności jest niestety mniej. Dlatego będziemy wchodzić w sojusze w ramach istniejących już projektów, choć pracujemy też nad pozyskaniem własnych lokalizacji – tłumaczy Michał Smyk.

    W przyszłości Statkraft zamierza być operatorem instalacji OZE lub sprzedawać je innym inwestorom - w zależności od sytuacji rynkowej. Magazyny chce stawiać koło fotowoltaiki i wiatraków, a także jako samodzielne źródła energii bilansujące system.

    Jeszcze w tym roku planuje pozyskać pierwsze grunty pod fotowoltaikę, wiatraki i magazyny, a także nawiązać współpracę z partnerami biznesowymi. Analizuje też okazje do przejęć. Polski zespół już ma, ale nadal rekrutuje, m.in. specjalistów od pozyskiwania gruntów i planowania przestrzennego oraz menedżerów projektów.

    Sieć do modernizacji

    Jak Statkraft sfinansuje inwestycje w czasach, gdy przedsiębiorcy w polskiej branży OZE borykają się z wysokimi kosztami kredytu i opowiadają o trudnych rozmowach z bankami? Norweskiej firmy ten problem nie dotyczy.

    - Finansowanie zapewnia nam grupa, która ma bardzo dobrą sytuację finansową i nie korzysta z długu przy realizacji inwestycji – podkreśla Michał Smyk.

    Na równi z innymi Statkraftu dotyczy natomiast inny problem - słabości polskiej sieci elektroenergetycznej. Zdaniem menedżera to największa bariera w inwestowaniu.

    - Popieramy rozwiązania zwiększające wykorzystanie istniejących mocy przyłączeniowych, takie jak cable pooling, czyli wykorzystanie jednego połączenia z siecią przez dwie uzupełniające się technologie, np. słoneczną i wiatrową. Jesteśmy też zainteresowani partycypowaniem w kosztach modernizacji sieci w celu realizacji inwestycji. Niezbędne jest jednak wzmocnienie i rozwój sieci energetycznej poprzez długofalowy i transparentny program inwestycyjny – uważa Michał Smyk.