„W starym 19-wiecznym modelu kapitalizmu, byłem właścicielem, robiłem błędy, ponosiłem tego konsekwencje” – wyjaśnia Stiglitz.
„Dzisiaj, większość dużych spółek zatrudnia menedżerów, którzy kiedy sprawy idą dobrze wyprowadzają z firm mnóstwo pieniędzy (np. ogromne pensje, nagrody), a jak sprawy się komplikują, straty przerzucane są na udziałowców, akcjonariuszy, a sami mimo to przyznają sobie bonusy” – dodaje.
Socjalizacja strat i nagradzanie się zyskami (w wąskim gronie) to nie jest kapitalizm, ostro podkreśla Stiglitz.
„Rząd rzucił się do ratowania instytucji finansowych. Powinien pozwolić im upaść, bo to ich indywidualne ryzyko a nie wyciągać za uszy z tarapatów – ocenia.
Poza tym, jego zdaniem, administracja Obamy nie robi wystarczająco wiele, by gospodarka rosła na tyle szybko by poprawiać sytuację na rynku pracy.
„Faktem jest, że wzrost gospodarczy o którym mówi Geithner (sekretarz skarbu)
nie jest wystarczający. Jeśli gospodarka rośnie w tempie rzędu 3-3,5 proc. to za
mało by tworzyć nowe miejsca pracy” – podsumowuje
Stiglitz.