Co łączy polskie kosmetyki i mięso mielone? Coraz lepiej sprzedają się na Półwyspie Iberyjskim. Wszystko przez trudną sytuację makroekonomiczną, która zmusiła Hiszpanów oraz Portugalczyków do zaciśnięcia pasa.



— Konsumenci w Hiszpanii coraz częściej wybierają towary tańsze, sprzedawane pod marką dystrybutora [private label — red.]. Widać to nie tylko w żywności czy kosmetykach, ale również meblach — potwierdza Aneta Sławińska, pierwszy sekretarz w Ambasadzie RP w Hiszpanii.
Mięsna uczta
W sektorze spożywczym na problemach Iberyjczyków najmocniej skorzystał przemysł mięsny. Polscy producenci wygrywają cenowo z francuskimi czy brytyjskimi. W 2011 r. eksport polskiego mięsa i podrobów jadalnych do Hiszpanii wzrósł o 14 proc., do 342 mln zł. Kto konkretnie skorzystał? Modę na polskie mięso wykorzystały m.in. zakłady mięsne Biernacki. Choć w Hiszpanii ich produkty są dostępne od kilku lat, to sprzedaż pełną parą ruszyła w 2012 r.
— Udało się nam nawiązać współpracę z firmą, która dostarcza produkty do lokalnych sieci spożywczych. Szacujemy, że na koniec roku eksport do Hiszpanii sięgnie 20 mln zł — prognozuje Tomasz Kubik, prezes zakładów Biernacki.
Kartą przetargową w negocjacjach z sieciami handlowymi i dystrybutorami jest obecnie cena. Odpowiednio niska otwiera drzwi na sklepowe półki. Zdaniem Konrada Pazgana, wiceprezesa Konspolu, firmy produkującej i przetwarzającej drób, renoma polskich dostawców jest na tyle duża, że pośrednicy sami się zgłaszają z nadzieją na niższe ceny.
— Tak było w naszym przypadku. Dwa lata temu dystrybutor zapytał się, czy nie chcemy dostarczać produkty do Hiszpanii. Nie skończyło się jednak spektakularnym sukcesem — teraz to mało znaczący rynek, odpowiada za około 1,5 mln zł rocznych obrotów — twierdzi Konrad Pazgan.
Kosmetyczne żniwa
Na większy zarobek liczą polskie firmy kosmetyczne. Na podbój hiszpańskiego rynku ruszyła m.in. sopocka spółka Oceanic. Prowadzi rozmowy z potencjalnym dystrybutorem. Do Portugalii weszła rok temu.
Jak tłumaczy Leszek Kłosiński, prezes Oceanika, nacisk klientów na niskie ceny to dla polskich firm kosmetycznych duża szansa. Niska cena ma przekonać dystrybutorów, wysoka jakość — klientów.
Podobny kierunek obrał Inglot, przemyska firma specjalizująca się w kosmetykach kolorowych. W maju otworzyła pierwszy sklep w Portugalii, wcześniej pierwszych klientów powitały ekspedientki czterech nowych hiszpańskich salonów. Zdaniem Bogdana Zagrobelnego, kierownika Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady Polskiej w Lizbonie, portugalski rynek to szansa dla takich firm jak Oceanic czy Inglot.
— Portugalki są bardzo zadbane i w kryzysie ostatnie, z czego zrezygnują, to kosmetyki. Choć zaczynają rozglądać się za tańszymi produktami — twierdzi Bogdan Zagrobelny. Oprócz firm mięsnych i kosmetycznych na perturbacjach na Półwyspie Iberyjskim mogą skorzystać producenci mebli. Szczególnie ci, którzy produkują dla skandynawskiego potentata meblowego IKEA, a jest ich nad Wisłą blisko 80.
— Tylko w 2010 r. eksport mebli z Polski do Hiszpanii wzrósł o 340 proc., za co w głównej mierze odpowiadała IKEA — przypomina Aneta Sławińska.
Ale nie wszyscy meblarze są w dobrym nastroju. O ile tańsze meble do domu zdobywają nabywców, to po kieszeni dostali producenci mebli biurowych, m.in. Nowy Styl.
— W 2007 i 2008 r. mieliśmy w Hiszpanii tak dobrą sprzedaż, że rozważyliśmy otwarcie oddziału lub przejęcie lokalnej firmy meblowej. Dekoniunktura doprowadziła do załamania rynku, który skurczył się o połowę — mówi Roman Przybylski, członek zarządu Nowego Stylu.
OKIEM EKSPERTA
Trzeba budować przyczółki
PIOTR BUJAK
główny ekonomista Nordea Banku
W ujęciu makroekonomicznym kryzys to zła wiadomość dla polskich firm, choć warto zauważyć, że są sektory czy firmy, które potrafią go wykorzystać i przekuć w sukces. I to nie tylko na rynkach hiszpańskim i portugalskim, ale również takich, które radzą sobie znacznie lepiej. Eksport polskich towarów zwiększył się do Niemiec, Szwecji czy Rosji. Ta trójka przynajmniej na razie wyszła z kryzysu obronną ręką, co nie oznacza, że nie szukała oszczędności. Skorzystały na tym nasze firmy, produkujące tańsze i równie dobre jakościowo produkty. W 2011 r. za Odrę trafił co czwarty produkt wyjeżdżający z Polski. Kryzys wydaje się więc doskonałym momentem na budowanie przyczółków na rynkach, gdzie jeszcze kilka lat temu przedsiębiorcy mieli trudności z wejściem.