Temperatura sporu między akcjonariuszami Stoczni Gdańsk stale rośnie. Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) zamówiła niedawno w firmie PR opracowanie planu działań komunikacyjnych na wypadek upadłości Stoczni Gdańsk.
Jego autorzy sugerowali przerzucenie odpowiedzialności za bankructwo kolebki Solidarności na Gdańsk Shipyard Group (GSG), strategicznego inwestora stoczni związanego z ukraińskimi przedsiębiorcami. Wczoraj Siergiej Taruta, właściciel GSG, uznał, że to ARP, która jest mniejszościowym właścicielem stoczni, stara się ją zatopić.
— Sytuacja jest katastrofalna. Stocznia jest jak reanimowanypacjent. Czas na jej uzdrowienie jest liczony w dniach, a nie miesiącach. Spółka może działać tylko przy wsparciu obu akcjonariuszy — podkreśla Siergiej Taruta.
Bolesna pożyczka
Jego zdaniem, ARP nie dba o przetrwanie stoczni.
— Wręcz przeciwnie — buduje konkurencyjną grupę wobec Stoczni Gdańsk i prowadzi działalność zmierzającą do jej zabicia — twierdzi Siergiej Taruta. Solą w oku Ukraińców jest rozwijanie produkcji offshore w firmach należących do funduszu Mars z grupy ARP. Najmocniej jednak boli ich współpraca należącej do skarbu państwa agencji z prywatną firmą Crist. Kilka lat temu ARP udzieliła jej pożyczki, dzięki której firma wygrała z Ukraińcami batalię o suchy dok w Gdyni, co pozwoliło jej zdobyć wieleintratnych zleceń. Kolebka Solidarności znalazła się na przegranej pozycji.
— Każdy mógł się zwrócić do nas o skorzystanie z funduszy pożyczkowych. Nie było przeciwwskazań, by zrobił to także ukraiński inwestor. Transakcję badała Komisja Europejska i nie zgłosiła zastrzeżeń. Crist kupił dok dopiero w trzecim przetargu, wcześniej nie było chętnych — twierdzi Roma Sarzyńska- Przeciechowska, rzecznik ARP.
Zapewnia też, że agencja nigdy nie działała na niekorzyść stoczni. Wręcz przeciwnie, udzieliła jej 150 mln zł pomocy, by mogła rozwinąć działalność.
Audyt z PwC
Siergiej Taruta szacuje wartość dotychczasowego zaangażowania w Gdańsku na 500 mln zł. Jego zdaniem, aby zrestrukturyzować stocznię, potrzeba jeszcze 180 mln zł. Uważa, że jest to możliwe, pod warunkiem, że zostaną wypełnione zapisy memorandum podpisanego z ARP w marcu. Zakładało ono, że państwowa spółka poszuka kupców na stoczniowe grunty, a ukraiński inwestor dokapitalizuje stocznię. Jest gotów wyłożyć 80 mln zł. ARP zapewnia jednak, że na grunty nie ma chętnych, a Ukraińcy wyceniają je zbyt drogo. Zajęte są także hipoteki tych nieruchomości, co stwarza ryzyko, że pieniądze i tak nie trafią do stoczni. ARP zaproponowała więc proporcjonalne podwyższenie kapitału, ale na lipcowym walnym nie chciała go głosować, dopóki stocznia nie przedstawi biznesplanu oraz nie zatwierdzi bilansu za ubiegły rok. Stocznia biznesplan przestawiła, ale ARP uważa go za niewiarygodny. GSG zamówiła więc audyt dokumentu w PwC, który wyda opinię w przyszłym tygodniu.