Stocznia Gdynia czeka na wsparcie

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2003-06-03 00:00

Stocznia Gdynia liczy na ponad 1 mld zł pomocy publicznej. Oprócz gwarancji i pożyczek zwróciła się o dokapitalizowanie przez państwo 120 mln zł. Nie można więc wykluczyć, że w grę wchodzi renacjonalizacja spółki.

Stocznia Gdynia przekazała wczoraj do Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) kolejną wersję programu restrukturyzacji. Ta zaś ma go przesłać do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Urząd nie mógł wcześniej pozytywnie zaopiniować planu, ponieważ miał wątpliwości dotyczące redukcji mocy produkcyjnych, a te — w razie udzielania rządowego wsparcia — są wymagane zarówno przez polskie, jak i unijne prawo. Stocznia skorygowała program, zapisując redukcję mocy z 540 do 390 tys. ton CGT (stosunek wielkości produkcji do zatrudnienia).

Włodzimierz Ziółkowski, prezes stoczni, spodziewa się nie tylko rychłej akceptacji programu przez UOKiK, ale także przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Zgoda agencji jest konieczna, by stocznia skorzystała z ustawy o pomocy publicznej dla przedsiębiorstw o szczególnym znaczeniu dla rynku pracy. A potrzeby ma duże — 810 mln zł poręczeń Skarbu Państwa na kredyty konieczne do budowy statków.

Co ciekawe, jednym z elementów oczekiwanej przez stocznię pomocy publicznej jest podwyższenie kapitału o 120 mln zł. Na razie stocznia nie precyzuje jednoznacznie, czy dokapitalizowania miałby udzielić bezpośrednio Skarb Państwa czy też może jego agendy. Mirosław Piotrowski, rzecznik firmy, zapewnia jednak, że wnioski o pomoc trafią do ARP.

— Trudno mi komentować tę sprawę, bo dopiero dziś otrzymamy nową wersję programu. Skala i wysokość pomocy publicznej budziły dotychczas wątpliwości UOKiK. Dokapitalizowanie było planowane już wcześniej. Nic mi jednak nie wiadomo, by miał uczestniczyć w nim jedynie Skarb Państwa czy należące do niego instytucje. W grę wchodził raczej udział wszystkich udziałowców — mówi Arkadiusz Krężel, prezes ARP.

O dokapitalizowaniu stoczni mówiło się już na początku roku.

— Rozważane jest podwyższenie kapitału stoczni o 100 mln zł — mówił posłom Jacek Piechota, wiceminister gospodarki i pracy.

Jednocześnie Piotr Czyżewski, minister skarbu (wówczas wiceminister) podkreślał, że „ze strony zarządu nie widać zainteresowania dokapitalizowaniem”, co jak twierdził — budziło wątpliwości resortu skarbu. Szefem stoczni był wówczas Janusz Szlanta, odwołany w ostatnich dniach marca. Już wówczas politycy, analitycy i sam zainteresowany spodziewali się, że odwołanie jest krokiem w kierunku renacjonalizacji stoczni. Jeśli Skarb Państwa udzieli firmie pomocy w postaci dokapitalizowania, może okazać się, że mieli rację.

Kapitał akcyjny stoczni sięga 210 mln zł, a do Skarbu Państwa należy prawie 25 proc. akcji. Podwyższenie kapitału o 120 mln zł oznacza przejęcie kontroli nad spółką.

Może się jednak okazać, że wcale nie. Firma oczekuje bowiem niepublicznego wsparcia w postaci poręczenia emisji obligacji zamiennych na akcje. W latach 2003-05 ma być to kwota 100 mln zł, a w latach 2006-12 — 30 mln zł. Do kogo zostaną skierowane emisje i kto będzie je gwarantował, na razie nie udało nam się dowiedzieć.