Stocznia Szczecińska Porta Holding - reaktywacja

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-03-29 00:00

Nawet zwolennikom „Matrixa” (film akcji nowej generacji, którego druga część nosiła właśnie tytuł „Reaktywacja”) szczęka opadnie do poziomu podłogi, jak walnemu zgromadzeniu upadłej Stoczni Szczecińskiej Porta Holding uda się ją reaktywować. Przepis na reaktywację jest prosty: zbiera się walne zgromadzenie upadłej stoczni, które wybiera radę nadzorczą. Ta z kolei wybiera zarząd. Wszystko jak w normalnej spółce. Bo spółka jest normalna, no, może nie jest normalna, ale jest — nie została wykreślona z rejestru spółek. A później można zacząć cały spór prawny: mogła i powinna zbankrutować, czy nie mogła, a z pewnością nie powinna.

Najbardziej interesująco brzmi fragment uzasadnienia powodu, dla którego nie złożono w terminie zaskarżenia decyzji o bankructwie. Otóż menedżerowie przebywali wtedy „w czasowym odosobnieniu”. Do sądu teraz należy (jak rozumiemy, innego niż ten, który wydał decyzję o czasowym zatrzymaniu zainteresowanych), czy niemożność złożenia odwołania z powodu „czasowego odosobnienia” uzna za „przyczyny niezależne” i tym samym usprawiedliwione, czy też nie. Te gry i zabawy będziemy oczywiście uważnie obserwowali i relacjonowali. Chociaż wcale nie wydają się nam zabawne. Może i byłyby, gdyby nie miały wpływu na życie tak wielu ludzi. Tak, to nie tylko zwykła kazuistyka.