Stoczniowcy muszą z gasić światło

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2009-05-26 00:00

Odejście ponad 9,2 tys. pracowników stoczni z Gdyni i Szczecina kosztuje 370 mln zł. Mogło być jednak drożej.

Odejście ponad 9,2 tys. pracowników stoczni z Gdyni i Szczecina kosztuje 370 mln zł. Mogło być jednak drożej.

Do końca tygodnia pracownicy Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej Nowa muszą pożegnać się z pracą. Zwalniani dostają od 20 do 60 tys. zł netto, w zależności od stażu pracy i terminu zapisu do odejścia.

— Z programu dobrowolnych odejść skorzystali niemal wszyscy z uprawnionych 9,2 tys. osób. Koszty odszkodowań sięgną ponad 370 mln zł — szacuje Roma Sarzyńska-Przeciechowska, rzecznik nadzorującej program Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP).

Prognozy na wyrost

Drogo, ale mogło być drożej. W uzasadnieniu do ustawy gwarantującej kasę na odejścia oszacowano bowiem, że kwota odszkodowań może się wahać od 465,39 do 650,68 mln zł. Prognozy okazały się jednak skrojone trochę na wyrost. To nie przekona jednak tych, którzy do stoczniowców mają pretensje o to, że dziś otrzymują odprawy, a jutro znajdą zatrudnienie u nowego inwestora — United International Trust, który kupuje majątek firm z Gdyni i Szczecina.

Z pewnością jednak nie wszyscy wrócą do stoczni. W tym tygodniu z inwestorem będzie podpisana umowa i wkrótce pewnie okaże się, ilu pracowników stoczni może do nich wrócić.

Nie wszyscy jednak zechcą wrócić. Spora część skorzysta ze szkoleń i poszuka zatrudnienia poza stoczniami. W przyszłym tygodniu ARP ma poinformować, ile osób zapisze się do stoczniowych programów aktywizacji zawodowej i jaki będzie ich koszt.

Przestój kontrolowany

Odszkodowania i szkolenia to niejedyne koszty ponoszone w stoczniowej "restrukturyzacji likwidacyjnej". Trzeba jeszcze doliczyć koszt utrzymania stoczni w ruchu od czasu wejścia w życie stoczniowej ustawy, czyli od stycznia, do czasu przejęcia majątku przez inwestora. W ustawie oszacowano je na 540 mln zł. Faktyczne koszty będą jednak znane dopiero wówczas, gdy stocznie zakończą produkcję.

— Jeśli wszyscy odejdą, to nie będzie miał kto dokończyć budowy statków, a niezrealizowanie kontraktu na czas oznacza konieczność zapłacenia kar — ostrzega Marek Lewandowski, rzecznik Solidarności w Stoczni Gdynia.

Jeśli stoczniowcy chcą dostać odszkodowania i skorzystać z programu szkoleń, muszą odejść do końca tygodnia.

— Wciąż nie wiemy jednak, jak będzie wyglądać techniczne zabezpieczenie majątku stoczni do czasu wejścia inwestora — niepokoi się Krzysztof Fidura, szef Solidarności w szczecińskiej stoczni.

Roma Sarzyńska-Przeciechowska twierdzi jednak, że umowy ze służbami, które zajmą się utrzymaniem majątku do czasu przejęcia go przez nowego nabywcę, zostaną podpisane dziś.