„Stopiątka” — pizzeria nawiązująca wystrojem do czasów kultowej syreny 105, przez lata była pojedynczym lokalem, a jej właściciel potrzebował czasu, by dojrzeć do franczyzy. Dziś myśli o takim rozwoju również dla drugiego konceptu gastronomicznego.

— Zaczęło się w 1998 r. od jednego lokalu w Busku, który dobrze prosperował. Gdy znajomi szukali pomysłu na biznes, pomogłem im otworzyć lokal gastronomiczny, a w końcu dojrzałem do sprzedawania tego pomysłu — mówi Marcin Ciesielski, właściciel firmy Mastergrupa, operatora sieci Stopiątka.
Rywalizacja z gigantami
Pierwsza pizzeria we franczyzie ruszyła sześć lat temu. Dziś sieć liczy 21 punktów. Na koniec roku ma być ich o 10 więcej, a dynamika w kolejnych latach powinna się zwiększać. — Po najbliższych sześciu latach chcielibyśmy mieć w sumie 100 lokali. Ogranicza nas tylko wielkość miasta — interesujące są te powyżej 15 tys. mieszkańców. Przez ostatnie dwa lata porządkowaliśmy sieć, żeby przygotować się do tak dużego wzrostu.Musieliśmy przygotować m.in. system informatyczny i wykształcić odpowiednie kadry, które pozwolą zwiększyć dynamikę otwarć. Rozwiązaliśmy również umowy z częścią franczyzobiorców, którzy nie chcieli wystandaryzować swoich lokali — opowiada Marcin Ciesielski. Jego zdaniem, najtrudniejsze dla właściciela mniejszej firmy jest przekonanie potencjalnych franczyzobiorców, że nieduża polska sieć bez dużego kapitału świetnie konkuruje z największymi markami.
— Konkurujemy z gigantami jak Telepizza i dużymi krajowymi graczami jak Biesiadowo. Od innych wyróżniamy się m.in. oryginalnym pomysłem na wnętrza i zabawą — całym scenariuszem związanym z PRL-em i syreną 105. Klienci nie tylko przychodzą na pizzę, ale również do lokalu, który chcą obejrzeć. Dodatkowo budujemy bawialnie dla dzieci, żeby rodziny czuły się u nas swobodnie — twierdzi właściciel Mastergrupy, który nie chce otwierać nowych punktów własnymi siłami.
— Wiemy, ile czasu zajmuje prowadzenie lokalu, a wtedy zaczyna go brakować na zarządzanie franczyzą — dodaje właściciel Mastergrupy. W tym czasie woli dopracować drugi gastronomiczny pomysł.
— Uznaliśmy, że na rynku jest miejsce na lokal serwujący dania z kurczaka. Bazując na doświadczeniach z tworzenia pierwszej sieci, rozpoczęliśmy budowę Red Hot Chicken, wcześniej testując menu w naszej pizzerii. Pierwszy franczyzobiorca tej nowej marki właśnie otwiera drugi lokal — mówi Marcin Ciesielski.
Równocześnie Mastergrupa sprawdza, jak rynek przyjmie Multiobiad — tradycyjne obiady dowożone na telefon. Na razie w rodzimym Busku. Tu franczyza jest dopiero w planach.
Stawiają na outsourcing
— Drugą gałęzią naszego biznesu jest sprzęt gastronomiczny sprzedawany restauracjom i hotelom — mówi właściciel Mastergrupy. Na potrzeby grupy produkowany jest specjalny piec do pizzy i półprodukty (jak ciasto do pizzy czy wędliny) i oznaczane marką Red Food. Mastergrupa zatrudnia kilkanaście osób.
— Zlecamy na zewnątrz wszystko, co możliwe. Nie mamy więc własnych grafików czy zespołu IT. W sumie pracuje dla nas w ten sposób kilkadziesiąt osób — twierdzi Marcin Ciesielski.