Fala rozczarowujących danych makroekonomicznych przelała sie dziś przez cały świat finansów. Od Japonii, przez Chiny, Europę, aż po USA.
Dziś w nocy został opublikowany wstępny odczyt indeksu PMI dla sektora przemysłowego w Chinach. Dane, które przed miesiącem wywołały obawy o sytuację i perspektywy rynków wschodzących. W lutym chiński PMI dalej spadał i miał najniższą wartość od 7 miesięcy.
Równie niepokojące dane napłynęły z Japonii, gdzie deficyt w handlu zagranicznym wzrósł w styczniu do rekordowo wysokiego poziomu 2,79 bln JPY z 1,2 bln JPY deficytu w grudniu. Był on też wyraźnie większy od prognoz.
Japonii i Chinom kroku dotrzymała Francja. Indeksy PMI dla tamtejszych sektorów przemysłowego i usług kolejny miesiąc sygnalizowały ich kurczenie się i były poniżej rynkowych prognoz. Oczekiwaniom nie sprostały też analogiczne dane dla całej strefy euro. Aczkolwiek w odróżnieniu od Francji informują one o trwającej poprawie koniunktury w przemyśle i usługach. Negatywem był również spadek przemysłowego indeksu PMI dla Niemiec do 54,7 pkt. z 56,5 pkt., podczas gdy oczekiwano jego spadku zaledwie do 56,3 pkt.
Doskonale w ten nienajlepszy obraz sytuacji wkomponował się amerykański indeks Fed z Filadelfii. W lutym nieoczekiwanie spadł on do -6,3 pkt. z +9,4 pkt. przed miesiącem i znalazł się na najniższym poziomie od lutego 2013 roku. Rynkowy konsensus kształtował się natomiast na poziomie 9 pkt.
Jedyną przeciwwagą dla tych wszystkich podażowych impulsów była publikacja indeksu PMI dla przemysłu w USA, który w lutym niespodziewanie wzrósł do 56,7 pkt. z 53,7 pkt. i znalazł się na najwyższym poziomie od maja 2010 roku. Oczekiwano odczytu na poziomie 53,5 pkt.
Pomimo całej serii słabych, czy wręcz fatalnych danych, w tym raportu z Chin mogącego sugerować szybsze od zakładanego hamowanie tamtejszej gospodarki, przez rynki nie przetoczyła się fala panicznej wyprzedaży. Owszem waluty rynków wschodzących, a wraz z nimi polski złoty, traciły na wartości, a na europejskich giełdach dominowały spadki, ale już Wall Street rozpoczęło dzień od zwyżki, a próba umocnienia tradycyjnie uważanych za "bezpieczne waluty" szwajcarskiego franka i japońskiego jena nie powiodły się. Takie zachowanie sygnalizuje, że póki co nie ma strachu na rynkach. To oznacza, że inwestorzy wierzą w dalsze wzrosty cen akcji, a chociażby przecena złotego traktowana jest jako chwilowa.
Mając na uwadze dzisiejsze zachowanie rynków finansowych w piątek można oczekiwać ruchu w przeciwną stronę. Jednak bez szaleństw. Chyba, że pojawią się nowe mocne impulsy.
O godzinie 16:58 kurs EUR/USD testował poziom 1,3714, EUR/PLN 4,1670 zł, USD/PLN 3,0380 zł, a indeks S&P500 zyskiwał 0,3%.
W dniach 24 – 28 lutego br. polski Dział Analiz Admiral Markets AS organizuje „Tydzień z frankiem szwajcarskim”. W tych dniach będziemy dokładnie omawiać sytuację na CHF, a w środę 26 lutego poprowadzę specjalne szkolenie, poświęcone głównie tej walucie. Każdy zainteresowany będzie mógł nam także zadać pytanie o CHF – wystarczy je wysłać na [email protected]. Najciekawsze z nich opublikujemy na naszym blogu. Zapraszam!