Strach nie pozwala już normalnie inwestować

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2001-11-13 00:00

Dla opinii publicznej na całym świecie kolosalne znaczenie miała informacja, czy za wczorajszą katastrofą samolotu w Nowym Jorku stoją terroryści. Amerykańskie służby bezpieczeństwa od tygodni przestrzegają przed możliwością kolejnych ataków. Każda awaria samolotu, każdy wybuch to potencjalne akty terroru. Mijały godziny, a z USA dobiegały sprzeczne informacje: był wybuch, nie było bomby... Po 11 września opinia publiczna patrzy na świat przez inny pryzmat.

Inwestorzy tymczasem nie czekali na zaprzeczenie lub potwierdzenie tezy o ataku terrorystów. Zaczęli wyprzedawać akcje i waluty zaraz po katastrofie, nie wiedząc jeszcze, dlaczego samolot amerykańskich linii lotniczych runął na mieszkalną część dzielnicy Queens w Nowym Jorku tuż po starcie z lotnicka Kennedy’ego. Indeksy poszybowały w dół, stracił dolar, potaniały złoto i ropa naftowa. Media informowały tylko o katastrofie. Na nieco mniejszą skalę, mieliśmy jednak wrażenie deja vu.

Zużyty ostatnio slogan, iż świat po 11 września nie jest już taki sam, nabrał nowego wymiaru. Nie chodzi o to, że ludzie — zwłaszcza w USA — inaczej patrzą na swoje życie, inaczej patrzą na tych o śniadej cerze, inaczej widzą swoje bezpieczeństwo. Po 11 września nie ma już „zwykłych wypadków”. Zaufanie do wszechmocnej potęgi instytucji, do niewidzialnej ręki rynku nie zostało zachwiane — zostało zabite.

By stworzyć na nowo globalny układ, w którym uczestnicy rynku ufają sobie nawzajem, potrzeba zupełnie nowej jakości w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza między społeczeństwami, których modele — według dzisiejszej oceny — nijak do siebie nie przystają. Naloty na czyjekolwiek bazy niczego tu nie załatwią — obwieścili wczoraj gracze na rynkach finansowych całego świata.