Strach przed małymi firmami

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 1999-11-29 00:00

Strach przed małymi firmami

Pod koniec ubiegłego roku zdecydowana większość analityków rynku finansowego, jak i sami bankowcy twierdzili, że ten rok będzie należał do małych i średnich firm. Wówczas przeważały opinie, że rynek jest nasycony produktami detalicznymi, że banki podzieliły już między siebie obsługę korporacji i teraz zwrócą się w kierunku zaniedbywanych dotychczas klientów — małych i średnich firm właśnie.

NIC PODOBNEGO się jednak nie stało. Nadal pomiędzy instytucjami finansowymi trwa przede wszystkim wojna o detal.

Wynika to przede wszystkim z tego, że banki boją się małych firm.

MAŁE jest bowiem niepewne. Nie ma najczęściej stabilnej pozycji na rynku — nawet lokalnym. Trudno ocenić jego wyniki finansowe za ostatnie lata. Nie potrafi przedstawić biznesplanów i nie posiada odpowiednich zabezpieczeń. Dlatego klasyczny kredyt inwestycyjny czy obrotowy raczej nie jest dla małego. Jeśli natomiast mały biznes urośnie do miary średniego i przez cały ten czas będzie współpracował z bankami, wówczas o kredyt dużo łatwiej.

NOWĄ w tym roku ofertą, skierowaną przede wszystkim dla przedsiębiorstw wschodzących jest konto łączące walory rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego z rachunkiem bieżącym. To jeden z najbardziej przyszłościowych sposobów nawiązania współpracy z bankiem i nabrania przez przedsiębiorstwo statusu wiarygodnego klienta. Do tej pozycji można też dojść mniejszymi krokami — przez współpracę z wyspecjalizowanymi funduszami — np. Funduszem Mikro lub przez uzyskanie poręczenia kredytowego. Każda droga będzie dobra, bowiem o ile klient indywidualny ostatecznie bez kredytu może się obejść, o tyle żadna rozwijająca się firma już niestety nie.