Straszak zostanie w kaburze

Jan Kaliński
23-02-2006, 00:00

Przed wyborami niektóre partie groziły ograniczeniem działalności supermarketów. Teraz nie spieszą się do realizacji tych pomysłów.

Projekt ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych uwzględniono w pakcie stabilizacyjnym jako część żądań Samoobrony. Określa on zasady i tryb wydawania zezwoleń na tworzenie lub rozbudowę takich placówek. Projekt ten znajduje się jednak w załączniku do paktu, dotyczącym ustaw, które partie zamierzają zgłosić do analizy w bliżej nieokreślonej przyszłości. Włączenie projektu do tej części paktu nie wróży szybkiej jego realizacji.

— Lobbuję, aby jak najszybciej ustawa znalazła się w Sejmie. Nasz projekt ma poparcie PiS, LPR i PSL — twierdzi Waldemar Nowakowski, poseł Samoobrony, który wnioskował już w Sejmie o rozpoczęcie prac nad projektem.

Każda z wymienionych partii zgadza się co do celowości wprowadzenia nowych przepisów, jednak pomysły na szczegółowe rozwiązania są już różne, co sprawiło, że prace nad nimi odsunięto na czas nieokreślony.

— Jesteśmy zainteresowani projektem Samoobrony, choć uważamy go za byt restrykcyjny — mówi Artur Zawisza z PiS, przewodniczący Komisji Gospodarki.

Chęć wprowadzenia zmian w projekcie wyraża także LPR.

— Oczywiście wniesiemy własne poprawki po konsultacjach z zainteresowanymi środowiskami — potwierdza poseł Szymon Pawłowski.

Nie wyrzucą z Polski

Proponowane projekty ustaw o ograniczeniu działalności sklepów wielkopowierzchniowych nie są już tak radykalne, jak zapowiedzi z kampanii wyborczej. PiS, Samoobrona i LPR doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie można różnie traktować krajowych i zagranicznych podmiotów gospodarczych.

— Polscy i obcy przedsiębiorcy muszą mieć takie same prawa — mówi Waldemar Nowakowski.

Według projektu Samoobrony, za wielkopowierzchniowy będzie uznany już sklep liczący 400 mkw. By wybudować taki obiekt lub go rozbudować, niezbędna będzie decyzja rady gminy lub miasta. Poza tym jednostki terytorialne za wydanie takiego zezwolenia miałyby pobierać opłatę — 25 zł od każdego metra kwadratowego powierzchni sprzedaży.

Dzisiejsze przepisy dotyczące zezwoleń na budowę obiektów handlowych opierają się na ustawie z 2003 r. o planie zagospodarowania przestrzennego. W proponowanej ustawie kompetencje przenosi się na rady gmin, a przy większych obiektach na sejmiki wojewódzkie.

— Dziś inwestorzy obiektów do 2000 mkw. nie muszą mieć zgody rady, lecz burmistrza. Powoduje to zagrożenie korupcją. Po zmianie przepisów zezwolenia dla obiektów o powierzchni większej niż 400 mkw. będą poddawane szczegółowej analizie, a pozwoleniem będzie uchwała rady miasta lub gminy — mówi poseł Nowakowski.

Samoobrona chce również uzależnić wydawanie zezwoleń od wielkości gminy. Jeżeli planowana powierzchnia sprzedaży sklepu przekroczyłaby 400 mkw., to inwestor nie uzyskałby zgody na budowę w gminie poniżej 15 tys. mieszkańców.

Pytani o uzasadnienie planowanych zmian wnioskodawcy twierdzą, że nie chodzi o usunięcie zagranicznych przedsiębiorców z Polski, a o rozsądną lokalizację supermarmarketów (poza granicami miast) i regulację konkurencji między firmami krajowymi i zagranicznymi.

— Należy wprowadzić odpowiedni tryb wydawania pozwoleń. Na krajowym rynku tradycyjny handel powinien koegzystować z wielkopowierzchniowym — mówi Artur Zawisza, autor podobnego projektu ustawy, który przepadł w Sejmie poprzedniej kadencji.

Kolejne przeszkody

Tworzenie dodatkowych ograniczeń oraz utrudnień dla przedsiębiorców to główny skutek wprowadzenia ustawy w kształcie proponowanym przez Samoobronę.

— Jakakolwiek zmiana istniejących przepisów nie jest potrzebna. Zawarte są w nich wszystkie potrzebne instrumenty do regulacji sektora handlu. W planowanych zmianach kryją się zaś zagrożenia restrykcji, które zawsze dzielą uczestników rynku na lepszych i gorszych, na czym tracą słabsi — uważa Krzysztof Kajda z departamentu prawnego PKPP Lewiatan.

Wprowadzenie takich regulacji zaszkodzi polskim przedsiębiorcom. Mnożenie barier biurokratycznych zahamuje rozwój krajowych firm. Zagraniczne wielkie sieci handlowe dysponujące większym kapitałem nie będą miały problemów z pokonaniem kolejnych biurokratycznych kłód rzucanych im pod nogi. Zatrudnią rzesze prawników, którzy poprowadzą je przez gąszcz zezwoleń, a krajowe sobie z tym nie poradzą, zezwolenie będzie bowiem potrzebne także przy rozbudowie powyżej 400 mkw. sklepów już istniejących.

— Ustawa zaszkodzi przede wszystkim firmom polskim zaliczanym do środkowej strefy nowoczesnego handlu. Uniemożliwi im otwieranie placówek w mniejszych ośrodkach i utrudni w średnich i dużych — twierdzi Krzysztof Kajda.

Bariera 400 mkw. spowoduje, że na rynku powstanie strefa przywileju dla obiektów poniżej tego limitu.

— Lukę tę wykorzystają silni inwestorzy, którzy szybko opanują rynek, nie zostawiając szansy dla słabszych sieci mniejszych obiektów oraz dla tradycyjnego handlu. Jeśli tych inwestorów będzie kilku, to nie tylko pogorszy się handlowanie na dużej powierzchni, ale nastąpi „eksterminacja” słabszych graczy pracujących na podobnych powierzchniach. O tzw. handlu rodzinnym należy zaś raczej zapomnieć — dodaje Krzysztof Kajda.

Fakty zamiast przekonań

Celowości wprowadzenia nowych regulacji momentami przeczą również ich pomysłodawcy.

— Jeśli polski przedsiębiorca będzie chciał otrzymać zgodę na rozbudowę, to nie będziemy stwarzać problemów. Zgody są po to, aby je wydawać, a nie odmawiać — podkreśla Artur Zawisza.

Obecnie nie ma jednoznacznych badań, które by określały wpływ hipermarketów na gospodarkę. Warto więc obiektywnie sprawdzić ich oddziaływanie.

— Dyskusja nad projektem ustawy proponowanej przez Samoobronę powinna być okazją do obiektywnego zbilansowania negatywnych i pozytywnych zjawisk związanych z dotychczasową rozbudową sieci marketów.

Dyskusja nad budową marketów oraz sposobami administracyjnego ograniczania ich powierzchni i liczby jest dyskusją nazbyt emocjonalną, bo jej przedmiotem są przekonania, a nie fakty — twierdzi Tomasz Uchman, dyrektor Instytutu Lobbingu BCC.

Hipermarkety zagrażają mniejszym podmiotom. Mogą wywierać większą presję na dostawców, którzy przy dużych zamówieniach obniżają ceny. Sieci handlowe, dając pracę wielu osobom, przyczyniają się jednocześnie do likwidacji stanowisk w zamykanych, mniejszych sklepach.

— Ubytki w sferze zatrudnienia w małych i średnich przedsiębiorstwach zostają z powodzeniem zrekonstruowane w wielkopowierzchniowych — przekonuje prof. Eugeniusz Piontek, adwokat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Kaliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Straszak zostanie w kaburze