Strefy pobiły rekord

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2014-07-09 00:00

W sześć miesięcy firmy obiecały 21,5 mld zł inwestycji — trzy razy więcej niż w całym 2013 r.

Nigdy nie będzie takiego lata. Piosenka Świetlików pasuje jak ulał do tego, co w pierwszym półroczu zdarzyło się w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE). W sześć miesięcy zrobiły więcej niż kiedykolwiek w historii… przez cały rok.

Firmy na dopingu

Spółki zarządzające strefami wydały 438 zezwoleń, czyli o 70 proc. więcej niż w całym ubiegłym roku — przypomnijmy — całkiem niezłym, bo zezwoleń było wówczas najwięcej od 10 lat. Jeszcze wyżej poszybowały inwestycje. Od stycznia do czerwca 2014 r. przedsiębiorcy zadeklarowali ponad 21,5 mld zł, czyli trzykrotnie więcej niż w 2013 r. (7,3 mld zł). Planują utworzenie ponad 20 tys. miejsc pracy (w ubiegłym roku było to niecałe 8,2 tys. etatów). Przedsiębiorców zdopingowały nowe unijne przepisy o pomocy publicznej. Od 1 lipca tego roku dopuszczalna pomoc publiczna w większości województw spadła. Dotychczasowy poziom zachowały tylko cztery województwa Polski Wschodniej, a m.in. dolnośląskie, śląskie i wielkopolskie straciły aż 15 punktów procentowych.

Takich wędlin i takiego mleka

Zmiany w przepisach dotyczą m.in. branży spożywczej. Jeśli program specjalnych stref ekonomicznych trzeba będzienotyfikować, będą obowiązywały wytyczne, a te nie pozwalają na pomoc publiczną dla firm przetwarzających produkty rolne na rolne (np. produkcja kawy, herbaty, mięsa). Stąd dużo inwestycji firm spożywczych. Najwięcej jest ich w warmińsko-mazurskiej SSE, gdzie inwestują m.in. Polmlek w Lidzbarku Warmińskim (150 mln zł), Mlekpol w Mrągowie (130 mln zł) czy Cedrob w Ciechanowie (ponad 100 mln zł). W łódzkiej strefie inwestuje m.in. Superdrob, który stworzy aż 650 miejsc pracy, czy Pini Polonia Uno (103,5 mln zł, 200 etatów). Nie zabrakło też wielkich inwestycji motoryzacyjnych. Tegorocznym hitem jest nowa fabryka Volkswagena we Wrześni (3,3 mld zł, 2,3 tys. etatów), ale inwestują też m.in. NGK Ceramics w Gliwicach (240 mln zł) czy GM w Tychach (1 mld zł). Wielkim nieobecnym jest Fiat, który rozważał produkcję nowego modelu w Tychach, co oznaczałoby inwestycję za 2 mld zł. Katowicka strefa została pod ten projekt poszerzona, ale Włosi na razie nie zdecydowali, gdzie będą produkować nowe modele.

— Strefy ekonomiczne przyciągają nie tylko zagraniczne projekty. Są atrakcyjne również dla rodzimych przedsiębiorców — podkreśla Mirosław Kamiński, prezes Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i szef słupskiej strefy.

Wielkie inwestycje planują m.in. w krakowskiej strefie: Synthos (trzy projekty za 631 mln zł), Grupa Azoty (dwa projekty za 256,5 mln zł), Zakłady Chemiczne Organika-Sarzyna z projektem za 84 mln zł czy np. Polpharma (w tarnobrzeskiej strefie projekt w Nowej Dębie za 200 mln zł i w Ożarowie Mazowieckim za 374 mln zł, a w pomorskiej strefie projekt w Stargardzie Gdańskim).

Na horyzoncie

Niemal wszystkie strefy w pół roku wypracowały więcej niż w najlepszych latach. Od 1 lipca obowiązują wprawdzie nowe unijne przepisy, ale brakuje jeszcze dokumentów i spółki zarządzające strefami nie mogą wydawać zezwoleń na inwestycje. Eksperci przewidują, że będzie to możliwe we wrześniu lub październiku. Jednak mimo wystrzałowego pierwszego półrocza drugie nie będzie zupełnie stracone.

— W czwartym kwartale jeszcze się podciągniemy. Trzy firmy przeanalizowały pomoc publiczną po zmianach i na pewno złożą listy intencyjne, prowadzimy rozmowy z kolejnymi. Jeśli uda nam się wydać 10 zezwoleń, będziemy zadowoleni— mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej SSE.

— Jeżeli uda się poszerzyć strefę, następne półrocze przyniesie nam nowe projekty, warte kilkaset milionów złotych i tworzące kilkaset miejsc pracy. Przyszły rok też będzie interesujący — wtóruje mu Marek Karólewski, prezes warmińsko-mazurskiej SSE.

— Nie możemy narzekać na brak zainteresowania inwestorów mimo niższego poziomu pomocy publicznej. Prowadzimy zaawansowane rozmowy z kilkunastoma przedsiębiorcami — dodaje Tomasz Sadzyński, prezes łódzkiej strefy.

Na razie jest dużo niewiadomych.

— Są chętni do inwestycji, ale musimy wiedzieć, jak będzie wyglądała ostateczna wersja rozporządzenia. Od tego zależy, czy firmy będą się kwalifikować do otrzymania pomocy publicznej — twierdzi Anna Różycka z pomorskiej strefy.