Strony trwają przy własnych zdaniach

opublikowano: 10-01-2018, 22:00

Komisja Europejska oczekuje na ruch rządu PiS w sprawie przekazanych mu 20 grudnia 2017 r. zaleceń.

Wtorkowa kolacja premiera Mateusza Morawieckiego (w towarzystwie wiceministra spraw zagranicznych Konrada Szymańskiego) z szefami Komisji Europejskiej (KE) — przewodniczącym Jeanem-Claude’em Junckerem i wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem — zakończyła się tak późnym wieczorem, że komentujemy ją z poślizgiem. Ma to jednak i dobrą stronę, ponieważ w środę upowszechniona została również unijna ocena rozmów. KE podkreśla, że oczywiście były pożyteczne, ale oczekuje na ruch rządu PiS w sprawie przekazanych mu 20 grudnia 2017 r. zaleceń. I to pilnie, najlepiej gdyby premier mógł coś konkretnego przywieźć do Brukseli już na nieformalne spotkanie (poświęcone głównie wieloletnim ramom budżetowym) szefów państw i rządów 23 lutego, a na pewno na standardowy szczyt Rady Europejskiej (RE) 22–23 marca.

Zobacz więcej

Fot. Etienne Ansotte

Niestety, po wyżęciu dorobku wtorkowych rozmów z dyplomatycznej ciepłej wody — suchego zostaje niewiele. W pełni zachowuje aktualność tytuł mojego komentarza sprzed wizyty: „Grozi nam tylko i aż historyczny wstyd”. KE, która we wniosku z 20 grudnia uznała „istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” przez ekipę rzadzącą obecnie w Polsce traktatowych zasad praworządności, oczekuje wprost… anulowania wielu przepisów z pakietu przyjętych w latach 2016–17 ustaw sądowniczych. A to jest politycznie oczywiście wykluczone, wszak walec PiS nie po to przetoczył się najpierw po Trybunale Konstytucyjnym, później po sądach powszechnych, wreszcie w końcówce roku po Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym — żeby teraz się nagle cofnął.

Dlatego premier Mateusz Morawiecki skoncentrowal się na argumentach za dokonanymi zmianami, szefowie KE zaś pozostali przy swoich grudniowych zaleceniach. I nie ma żadnych szans, by cokolwiek zmieniło się do 23 lutego. Podczas kolejnego spotkania Mateusza Morawieckiego z Jeanem- -Claude’em Junckerem, zaplanowanego przy okazji nieformalnego szczytu, obie strony będą mogły odtworzyć stanowiska z minionego wtorku. I tak dalej, aż wreszcie dojdzie do nieuchronnego rozpatrzenia wniosku KE w pierwszej instancji przez ministerialną Radę UE. Prezydencję tego organu w pierwszym półroczu 2018 sprawuje Bułgaria, dlatego za ruch sensowny wypada uznać inauguracyjną wizytę Jacka Czaputowicza, nowego ministra spraw zagranicznych, właśnie w Sofii. Rząd PiS musi znaleźć przynajmniej sześć innych (na razie wiadomo tylko o stanowisku rządu węgierskiego), które stworzą tzw. mniejszość blokującą i odrzucą wniosek KE już na początku procedury.

W praktyce zdecydowanie większe realne znaczenie dla Polski ma oczywiście ruszająca w UE batalia budżetowa. Na razie wyjaśniła się tylko jedna niewiadoma formalna — ramy finansowe jak dotychczas będą siedmioletnie 2021–27, a nie skrócone do pięciolatki 2021–25, jak postulowała część eurokracji. Starcie o pieniądze zapowiada się tym cięższe, że odejdą wpłaty netto Zjednoczonego Królestwa, stanowiące dotychczas 15 proc. wpływów do unijnej kasy, czyli dziura roczna wyniesie 12–13 mld EUR. W związku z tym cięcia w polityce spójnościowej oraz być może rolnej są obiektywnie nieuniknione. Oby nie nałożył się na nie wątek skarcenia rządu PiS za naruszenie traktatowych zasad praworządności…

FOTO Wymiana argumentów zawsze jest pożyteczna, ale Mateusz Morawiecki i Jean-Claude Juncker są dalecy od porozumienia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Strony trwają przy własnych zdaniach