Nieprecyzyjny przepis o wielkości zapasów medykamentów pozwala urzędnikom nękać firmę karami. Jedyny ratunek w sądzie.
Ile? Nie wiadomo. Wiadomo jedynie, że za mało. Taka dość szczególna sytuacja spotkała Piotra Okoniewskiego, prezesa i współwłaściciela Veto-Farmy, rodzinnej firmy farmaceutycznej produkującej i sprzedającej hurtowo leki. Chodzi o liczbę medykamentów, jaką zobowiązana jest mieć hurtownia, żeby zapewnić ich ustawowe, stałe dostawy. Problem w tym, że nieprecyzyjny przepis daje nieograniczone możliwości urzędnikom. Cierpią zmuszani do płacenia kar przedsiębiorcy. Dlatego Piotr Okoniewski poszuka rozstrzygnięcia w sądzie.
Kruczek do nękania
Zakład wraz z hurtownią działa w Bielawie w województwie dolnośląskim od 1990 r. Firma ma też hurtownię w Wielkopolsce oraz fabrykę wraz z hurtownią na Ukrainie.
— Głównie rozprowadzamy własne leki, choć na składzie mamy także te, które sprzedajemy na Wschodzie. Problem z wystarczającą liczbą pojawił się tylko w Bielawie — mówi Piotr Okoniewski.
Dodaje, że wojewódzki lekarz weterynarii dopatrywał się w hurtowni różnych uchybień.
— A to nie było daszka przed wejściem do obiektu, a to gdzieś brakowało izolacji termicznej. Wszystkie niedociągnięcia natychmiast usuwaliśmy. Urzędnik znalazł wreszcie kruczek prawny, którym może nas nękać — martwi się Piotr Okoniewski.
Podczas kontroli od 9 do 16 lutego 2006 r. lekarz wojewódzki stwierdził, że hurtownia nie spełnia ustawowego wymogu stałych dostaw odpowiedniego asortymentu (zgodnie z definicją obrotu hurtowego w prawie farmaceutycznym). Chodziło o wprowadzenie ich na stan magazynowy i przechowywanie w ilościach określonych pojęciem hurtu (sprzedaż lub kupno większej liczby towaru). 10 marca 2006 r. lekarz wojewódzki wydał decyzję nakazującą zapewnienie stałych dostaw odpowiedniego asortymentu.
Od tej decyzji firma się odwołała do głównego lekarza weterynarii. 21 lipca 2006 r. uchylił on decyzję lekarza wojewódzkiego. W uzasadnieniu podał, że wątpliwości wynikały z niedostatecznego wyjaśnienia wszystkich okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia sprawy, braku należytego skonkretyzowania nałożonego decyzją obowiązku oraz zbyt lakoniczne uzasadnienie.
Kara do zapłacenia
Rozpoznając ponownie sprawę, dolnośląski wojewódzki lekarz weterynarii oparł się na protokołach dodatkowych kontroli przeprowadzonych 21 września i 8 listopada 2006 r. 21 grudnia ponownie nakazał firmie zapewnić stałe dostawy odpowiedniego asortymentu. Veto-Farma znów się odwołała. Tym razem główny lekarz podtrzymał stanowisko wojewódzkiego. W uzasadnieniu stwierdził m.in., że hurtownia jest jedyną w kraju, gdzie stan magazynowy obejmuje produkty lecznicze weterynaryjne w większości po jednym opakowaniu jednostkowym. Co więcej, nie prowadzi w zasadzie obrotu produktami z magazynu, lecz przez znajdującą się w pobliżu hurtownię.
Decyzją lekarza wojewódzkiego z 12 grudnia 2007 r. na hurtownię nałożono 8 tys. zł kary. Co więcej, wezwano przedsiębiorcę do wykonania obowiązku w ciągu 30 dni i pouczono, że w razie jego niewykonania (zapewnienia stałych, wystarczających dostaw) w wyznaczonym terminie będą nakładane dalsze grzywny w tej samej bądź wyższej kwocie.
— Między zakładem a hurtownią jest 150 m, więc nie ma problemu ze stałą dostawą. Chcemy tylko, żeby ktoś nam określił, ile leków musi być na stanie, bo przy takich zapisach ustawy grozi nam zamknięcie zakładu. Ewa Lech, główny lekarz weterynarii poinformowała nas, że nikt nam nie powie, ile leków mamy mieć, ale na pewno nie tyle, ile mamy. Dość kuriozalna reakcja. Liczbę próbował ustalić jej zastępca Krzysztof Jażdżewski, ale bezskutecznie. Jeżeli lekarz wojewódzki będzie nakładał na mnie kolejne kary, przyczyni się do zamknięcia zakładu — dodaje Piotr Okoniewski.
Urzędnicy także rozkładają ręce.
Prawo do zmiany
Krzysztof Jażdżewski nie ma sobie nic do zarzucenia i wskazuje na złe prawo.
— To problem uznaniowości po obu stronach. Wynika raczej z wadliwego prawa niż ze sposobu kontroli. Lekarz wojewódzki przekazał mi zdjęcia po tej konkretnej kontroli z pustymi półkami — mówi Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii.
Jego zdaniem, wątpliwości powinien rozstrzygnąć sąd.
— Obiecałem, że się tym zajmę, ale po analizie aktów prawnych okazało się, że nie mogę wyjść poza wykładnię ustawy. Gdybym wskazał, że np. na stanie ma być towar o wartości 3 proc. obrotów, oznaczałoby to samowolę interpretacyjną — przekonuje Krzysztof Jażdżewski.
Dodaje, że jedynym rozsądnym wyjściem jest zmiana prawa, bo istniejący przepis stwarza problemy obu stronom.
— Sąd nie będzie miał łatwej przeprawy, ale jego rozstrzygnięcie może mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości wadliwego przepisu, czyli posłużyć jako przyczynek do jego zmiany — uważa Krzysztof Jażdżewski.
Piotr Okoniewski zapowiada, że sprawę rozstrzygnie sąd. n
Odszkodowania, kary
20
mln zł Tyle chce dochodzić tytułem odszkodowania firma przetwórstwa mięsa Rol-Banc, która upadła wskutek błędnej decyzji lekarzy weterynarii.
8
tys. zł Taką karę nałożył wojewódzki lekarz weterynarii na hurtownię Vetos-Farma za brak wystarczającej liczby leków.
12
mln zl Tyle wynoszą roczne obroty grupy Vetos-Farma, z tego do 200 tys. zł przypada na hurtownię w Bielawie.
Problem uznaniowości
Wątpliwości z orzeczeniem wojewódzkiego lekarza weterynarii wystąpiły także w woj. zachodniopomorskim. W zeszłym roku z powodu wykrycia przypadku zarażenia włośnicą lekarz zamknął zakład przetwórstwa mięsa Rol-Banc. Mimo że firma znajdowała się pod stałą opieką weterynaryjną, decyzję wydano na podstawie poszlak. Jedynym argumentem stała się niezgodność w dokumentacji. Decyzję firma przypłaciła upadkiem. Właściciele postanowili poszukać sprawiedliwości w sądzie. Ponad miesiąc temu wojewódzki sąd administracyjny uchylił decyzję lekarza. Tomasz Grupiński, lekarz wojewódzki, utrzymuje, że decyzja lekarza powiatowego cały czas obowiązuje. Właściciele firmy zapowiadają proces cywilny o odszkodowanie.
