Strzeż się golców!

Anna Niedźwiedź
05-12-2003, 00:00

Huczne sylwestrowe zabawy? Późno stały się modne. Do końca XIX wieku spędzano ten wieczór w gronie rodzinnym, nasłuchując hejnału, który o północy, wygrywała straż miejska.

W domach wiejskich kolacja sylwestrowa przypominała scenariusz wieczerzy wigilijnej. Spożywano postne potrawy, pozostawiano miejsce dla gościa... Wierzono, że w tej przełomowej chwili na ziemię przybywają duchy przodków i z żywymi zasiadają do stołu.

Spać?

W miastach powoli przyjmowały się publiczne zabawy w dzień wigilii Nowego Roku. W II połowie XIX wieku pierwsze „bale sylwestrowskie” urządzano w warszawskiej Resursie Obywatelskiej. Pod koniec 1893 roku „Kurier Codzienny” doniósł, że subiekci „postanowili uczcić świętego Sylwestra”, organizując „wieczór taneczny”.

W Krakowie zabawy takie urządzało Bractwo Strzeleckie. Informacji o balu nie ogłaszano na afiszach. Bilety rozprowadzali członkowie komitetu organizacyjnego oraz sklepy. Zabawa nie cieszyła się jednak wielką popularnością. Mimo doskonałej muzyki i wykwintnych potraw, wedle doniesień krakowskiego „Czasu” „pod względem płci pięknej panowało zaćmienie”.

Częstokroć obyczaj balów sylwestrowych kojarzono z wpływami niemieckimi i — z przyczyn patriotycznych — na imprezach tych nie bywano. Zwłaszcza jeżeli wiadomym było, iż na balu pojawią się osoby związane z władzami zaborczymi. Zdarzyło się nawet, że rodziny polskie demonstracyjnie opuściły salę, gdy wodzirej zaczął prowadzić tańce w języku niemieckim.

Śmietanka towarzyska w noc sylwestrową oszczędzała siły, by z animuszem występować podczas hucznego karnawału. Nagminne było spędzanie ostatniego wieczoru roku w domowym zaciszu.

Zapalony tancerz, syn krakowskiego handlarza win, w swych dziennikach zostawił smętne zapiski o sylwestrowych wieczorach. Rok 1851 „zapieczętował” „w domu na nudach”, a w wigilię roku 1854 napisał: „Ostatni dzień roku już nadszedł. Przepędziłem go na kancelaryjnych zatrudnieniach, wieczorem zaś na kwartecie u p. Szpora, jaki zwykle co sobota się odbywa. Za przybyciem do domu usiadłem do fortepianu i grałem aż do północy, co mi na myśl moja fantazja przyniosła, tak więc przy fortepianie pożegnałem rok stary a spotkałem się z nowym”.

Hulać!

Dopiero 1 stycznia rozpoczynał się czas potańcówek i spotkań towarzyskich. W mieszczańskich domach składano tego dnia wizyty u krewnych i znajomych, połączone ze składaniem życzeń szczęścia i pomyślności.

Wieczorami takie towarzyskie spotkania przy herbacie przeradzały się w spontaniczne zabawy: ktoś z gości zasiadał do fortepianu, a pary stawały do kadryla. W niektórych miastach właśnie w wieczór Nowego Roku wyprawiano uroczyste bale, rozpoczynające karnawał.

Czas hulanek i balów monstre rozpoczynał się jednakże w Trzech Króli — zgodnie ze staropolską tradycją, która nakazywała święcić z powagą 12 świętych wieczorów od Bożego Narodzenia. Wieczór Trzech Króli związany był z obyczajem wybierania króla migdałowego. Zostawał nim ten, komu w podawanych łakociach trafił się ukryty migdał.

Starano się urozmaicać bale karnawałowe, wymyślając dodatkowe rozrywki i atrakcje. Bardzo popularne były tombole — loterie, z których dochód przeznaczano na wsparcie Towarzystwa Dobroczynności oraz innych organizacji społecznych i charytatywnych.

Zdarzały się również bale tematyczne. W warszawskim Ratuszu w roku 1894 urządzono pierwszy „bal żywych kwiatów”, który szybko zyskał aplauz wśród majętnych sfer miejskich i kupieckich. pomysł zaczerpnięto z Paryża: damy występowały z fikuśnym ubraniem głowy „które miało symbolizować jeden z kwiatów”. W rozświetlonych salach ratuszowych do walca stanęły zatem „dzwonek, szarotka, mak polny, pierwiosnek...”. Dochód z zabawy zasilił „Towarzystwo opieki nad ubogimi matkami i ich dziećmi”, a organizatorki podkreślały ekonomiczny wymiar balu, na który można było ubrać zwykłą suknię balową, dodatkowe pieniądze, wydając jedynie na przybranie głowy.

Maski

Większe koszty wiązały się — z popularnymi wśród zamożnej socjety — balami kostiumowymi. Tu liczyły się pomysłowe stroje bawiących się „masek”. Najciekawsze kostiumy nagradzano, a o bohaterach i bohaterkach wieczoru rozpisywała się prasa lokalna.

Jednym z najpopularniejszych przebrań karnawałowych stał się strój krakowski. Barwne postacie Krakowianek w przepysznych gorsetach i Krakusów w kierezyjach cieszyły się sympatią wśród kół patriotycznych, gdyż kostium ten zaczęto utożsamiać z wyobrażeniem stroju narodowego.

Na maskaradach pojawiały się również płomieniste Cyganki, Włosi, Hiszpanie, mnisi, kozy i inne postacie zwierzęce. Niekiedy fantazja bawiących się wzbudzała zakłopotanie wśród ludzi przywykłych do reguł etykiety. Zdarzyło się na balu wydawanym przez książąt Sanguszków, że jeden z kawalerów — niezmiernie wysoki — przebrał się za damę i wystąpił w ogromnej krynolinie, a za swego partnera wziął pod rękę karła, służącego z innego książęcego domu — i ruszył z nim w tan.

Zgodnie z duchem fin de siecle’u obyczaje — zwłaszcza pod osłoną masek — zyskiwały na swobodzie. Nawet słynące z konserwatyzmu towarzystwo krakowskie zaakceptowało wesołą i luźną atmosferę zabaw redutowych, na których zaczęły się pojawiać coraz bardziej wymyślne kostiumy.

Karol Estreicher starszy pozostawił w pamiętniku opis swej skomplikowanej karnawałowej kreacji: „Byłem w kapach kraciastych z pąsowymi kolorami, z ramion podnosił się trzyłokciowy koszyk w kształcie kolumny, zrobiony ze zmarszczonych firanek pąsowych w kwiaty amarantowe. U szczytu sterczał pęk czarnych piór (...). Kolumna ta za pomocą drążka wysuwała się na kilka łokci w górę, wysokość więc moja, dochodząca ośmiu łokci, wzbudzała podziw. W drzwiach żadnych zmieścić się nie mogłem, a górowałem ponad żyrandolami. Maskę miałem jedwabną, pąsową, z koronkami czarnymi, pod maską trąbkę wagonową i tą natrębywałem, gdy mnie kto szarpał”.

Powiew nowego

Z karnawałowej etykiety u schyłku wieku kpiła bohema. Niekiedy narzekały na nią gazety. W felietonach krytykowano dwumiesięczny „szał tańcowania”, kiedy to „młody mężczyzna nie wychodzi z fraczka”, a po nocnym hasaniu dostaje „bladozielonawej cery” i „nieciekawie wygląda przy biurku”.

Boy, wspominający w latach 30. stare karnawały, nie szczędzi kąśliwych uwag pod ich adresem. W „powszechnym obowiązku tańca” dostrzega „największe barbarzyństwo”, gdyż — jak pisze — „każdy, czy prosty, czy krzywy, czy miał słuch, czy nie, czy umiał, czy nie umiał (...) musiał tańczyć”, by wziąć udział w tym specyficznym sposobie „targów małżeńskich” i „zabiegów przedpłcennych”.

Fakt, że bale karnawałowe były miejscem swatów, zalotów, a nawet zaręczyn. Ojcowie panien na wydaniu nie lekceważyli obyczajów balowych, wprowadzając córki w progi znamienitych pałaców i bywając na balach publicznych. Pod koniec XIX wieku uszczypliwy felietonista „Kuriera Codziennego” „przestrzegał” balujące panienki, u których „w myśli szał i ochota, a w pamięci ciągle mądre przestrogi — Strzeż się serca i... golców!”. Nie wiadomo co gorsze, bo serce mija się czasem z wykazem hipotecznym, a chudy kancelista we fraku od Modzelewskiego wygląda jak udzielny książę...

W prasie pojawiały się „przestrogi” dla kawalerów. W „Słowniku karnawałowym” w „Kurierze Świątecznym” sam „bal” określono mianem „rynku bardzo ozdobnego, na którym wystawiane są bardzo zręcznie, zafałszowane produkty”, a hasło „Tatunio drogi” zdefiniowano jako „machinę parową do przyrzekania posagów (do otrzymania takowych potrzebna jest prassa hydrauliczna, o ciśnieniu 732 kilogramów na milimetr kubiczny papy)”.

Zdarzało się, że młodzież po występach balowych tłumnie udawała się do kawiarni i kabaretów, w których tętniło życie bohemy. W Krakowie niejeden młodzian, wychodząc z „ceremonialnego balu u pani Potockiej” w drodze do kawiarni Michalika, zrzucał frak, wywracał rękawy, wkładał na lewą stronę, by rzucić się w kłębowisko fantastycznie poprzebieranego i tańcującego tłumu.

W warszawskim środowisku krążyła anegdota, oddająca atmosferę przemian: „Na balu: — Pan jest przedstawicielem jakiej branży?; — Przedstawicielem... fin de siecle’u; — Nie znam takiej firmy, ale jakie pańskie zajęcie?; —Jestem... tararabumbistą”.

Ciasny gorset

Ale oficjalna etykieta balowa była niezwykle sztywna. Szczególnie precyzyjnie określone było zachowanie dam i panien. Te ostatnie na balu musiały pojawić się w towarzystwie mamy lub „cioci”. Każda panna, wchodząca na salę balową, otrzymywała karnet. Na tym ozdobnym kartoniku znajdował się program tańców. Przyjmując zaproszenie, należało wpisać nazwisko kawalera, z którym dziewczyna umawiała się na taniec. Zgodnie z nakazami etykiety w czasie tańca „karnecik balowy umieszcza się w pasku lub w dołku za stanikiem”.

Bale najczęściej rozpoczynano walcem lub polonezem. Potem następowały menuety, kontredanse, kadryl, a wreszcie wyczekiwany mazur, w czasie którego trzeba było popisywać się zręcznością i wytrzymałością. Luźniejszą atmosferę wprowadzała również polka, która — nabierając tempa — przeradzała się w polkę-galopkę. Pod koniec galopady na parkiecie pozostawały jedynie najwytrwalsze pary.

Powodzenie zabawy zależało w dużej mierze od wodzireja. Zachęcał to tańca, wymyślał i prezentował figury zbiorowe, a nawet kojarzył pary. Ważna była również orkiestra — ustawiona na podwyższeniu, za rampą ozdobioną świeżymi kwiatami. Najczęściej skład jej tworzył fortepian i kwartet smyczkowy. Ale na wielkich balach grało oczywiście więcej instrumentów.

Również wygląd sali zależał od zamożności gospodarzy. W wypadku balów domowych na salę taneczną przemieniano po prostu salon, wynosząc z niego zbędne meble i przybierając ściany kwiatami i lustrami. Bale publiczne organizowano w rozmaitych lokalach. W Warszawie do ulubionych wnętrz należały obie resursy: Kupiecka i Obywatelska, sale Ratusza, a także pawilon w Dolinie Szwajcarskiej, gdzie urządzano maskarady. Wielką sławą cieszyły się również zabawy w poznańskim Bazarze oraz w krakowskim Grand Hotelu.

Powtarzano sobie balowe ploteczki. Od informacji z karnawału nie stroniła też prasa, która skwapliwie notowała balowe skandale, łącznie z samobójstwami, nagłą śmiercią z wyczerpania tańcem czy omdleniem danserki z powodu zbyt ciasnego gorsetu.

Mimo wzrastającej krytyki karnawałowych obyczajów ich nobliwa atmosfera przetrwała aż do I wojny światowej, a blichtr, pompa i wystawność odżyła w sylwestrowych zabawach międzywojnia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Niedźwiedź

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Strzeż się golców!