Korzenie firmy Alba Thyment sięgają 1913 r. Z tego okresu pochodzi pierwszy dokument założycielski laboratorium chemiczno-farmaceutycznego Stanisława Bukowieckiego, znanego farmaceuty z Poznania, znawcy medycyny klasztornej.
— Mój dziadek Mieczysław Rychlicki zatrudnił się w tym laboratorium po studiach — w 1918 r. Był bardzo obrotnym człowiekiem i świetnym chemikiem. Szybko stał się prawą ręką pana Bukowieckiego, bo żadne z jego dziewięciorga dzieci nie było zainteresowane prowadzeniem firmy. Dziadek odkupił od swego mentora prawo do niej i jej produktów — opowiada Łukasz Rychlicki, prezes Alby Thyment. Przed II wojną światową w ofercie firmy dominowały produkty klasztornej proweniencji, wśród nich esencja karmelitańska, produkowana do dziś pod nazwą Argol.
— Prawdziwa esencja miała kilka odmian, jednak jej podstawą była receptura opublikowana przez karmelitów spod Paryża w 1611 r. Lek mógł zostać wymyślony jeszcze wcześniej, jednak w czasach zaraz i epidemii mnisi postanowili udostępnić go światu — mówi Łukasz Rychlicki. Jego dziadek bardzo umiejętnie zaszyfrował recepturę w swoich zeszytach.
— Z naszymi produktami jest jak z winem. Potrzebują czasu, by dojrzeć. Dziś taka produkcja jest raczej rzadkością. Najczęściej rzuca się wszystko na maszynę i automatycznie otrzymuje gotowy wyrób — mówi Łukasz Rychlicki.
Z rąk do rąk
Podczas II wony Alba działała pod zarządem niemieckim i produkowała głównie wodę kolońską. Po wojnie produkcję zamknięto, ale gdy Armia Czerwona weszła do Polski, fabrykę spaliła. Dziadek Łukasza Rychlickiego na szczęście był przezorny. Wiele cennych rzeczy schował w piwnicach znajomych w Poznaniu. Choć po kilku latach udało mu się odbudować fabrykę, stracił ją ponownie w 1953 r. na mocy dekretu Bieruta.
— Jeszcze w latach 50. dziadek produkował kosmetyki w prowizorycznym laboratorium na potrzeby rodziny, znajomych i znajomych znajomych. Piwnice dziadka niejednokrotnie przeszukiwano. On jednak umiejętnie ukrywał najcenniejsze dziedzictwo firmy, a funkcjonariuszy zadowalał niewielkimi zdobyczami — opowiada Łukasz Rychlicki.
Przełomowy etap
Mieczysław Rychlicki zmarł w 1972 r. i to byłby w zasadzie koniec firmy… — Ja się urodziłem w 1969 r. w Warszawie. Rodzice byli wtedy na studiach, a w kraju panowała komuna. Celem mojego taty było wywiezienie rodziny z kraju. Zaczął więc uczyć się języków, załatwił sobie we Włoszech praktyki u profesora akademickiego — mówi Łukasz Rychlicki.
Po wprowadzeniu stanu wojennego rodzina wyprowadziła się z Polski. — Firma to był zamknięty temat. Tata Rajmund Rychlicki pracował w międzynarodowym koncernie, drugi syn dziadka był architektem. Kluczową rolę we wskrzeszeniu firmy miała moja mama Katarzyna, która skończyła syntezę farmaceutyczną. Kiedy ja i mój brat zachorowaliśmy na migdałki, a lekarz powiedział, że trzeba je wyciąć, mama zdecydowała — wzorem dziadka — zrobić Argol w domu.
Skutek był taki, że migdałki ocalały. Mama tymczasem zaczęła studiować aromaterapię — wspomina prezes Alby. Katarzyna Rychlicka zachwyciła się olejkami eterycznymi i namówiła męża, by zainwestował w laboratorium we Włoszech, gdzie wtedy mieszkali. W 1991 r. uruchomiła firmę w Poznaniu.
Nowa jakość
Powrót Argolu na polski rynek trwał 20 lat, udało się go zarejestrować dopiero w 2012 r. — Dzięki inwencji mamy powstały też inne produkty, np. maść przeciwreumatyczna, maść na opryszczkę i balsamy do masażu — wylicza Łukasz Rychlicki. Katarzyna Rychlicka w połowie lat 90. przeniosła firmę pod Poznań. W 2004 r. namówiła najstarszego syna, by zaczął pracować w Albie.
— Przez pierwsze dwa lata uczyłem się prowadzić przedsiębiorstwo w Polsce. Udało się nam pozyskać fundusze unijne, co pozwoliło rozwinąć produkcję. To był przełom — mówi Łukasz Rychlicki. Obecnie firma zatrudnia 20 osób i osiąga 8 mln zł obrotu.
Poza Albą 1913 i Argolem należy do niej kilka innych marek. — Gdy zjawiłem się w Albie, faktury były pisane na kartkach. Postanowiłem zinformatyzować przedsiębiorstwo, odnowić produkcję, wprowadzić systemy jakościowe. Najpierw zdobyliśmy pieniądze na wdrożenie ISO 9001. Z certyfikatami zaczęliśmy bardziej rozwijać sprzedaż, pozyskaliśmy też fundusze UE na modernizację produkcji. Następnym krokiem były inwestycje w eksport, który zaczął być coraz ważniejszą gałęzią naszej działalności. Do zespołu dołączył też mój młodszy brat Jan Jakub — opowiada Łukasz Rychlicki.
Elektryzujące odkrycie
W 2012 r. zmarła 96-letnia lokatorka przydziałowa jednego z mieszkań w rodzinnej kamienicy Rychlickich przy ulicy Kossaka w Poznaniu. — Okazało się, że w piwnicy, którą dysponowała ta pani przez dziesięciolecia, znajdują się pamiątki z działalności firmy. Kufer, który odkryliśmy przy komisyjnym otwarciu piwnicy z córką tej pani, ocalił dawne przyrządy laboratoryjne, bezcenne opakowania i etykiety z nieznanym nam wcześniej logotypem Alby — mówi Łukasz Rychlicki. To szybko wyznaczyło kierunek opracowanego wówczas dizajnu kosmetyków.
— Chcemy teraz sukcesywnie, po sprawdzeniu i dostosowaniu receptur, przywracać dawne produkty, o których dowiedzieliśmy się m.in. kilka lat temu. Samo słowo „alba” oznacza po włosku „świt”, początek nowego dnia. Wierzymy, że odkrycie w rodzinnej kamienicy było symboliczne — opowiada Łukasz Rychlicki.
Okno na świat
Alba jest już zarejestrowana m.in. w krajach UE, Japonii, Hongkongu, Chinach, Wietnamie i Arabii Saudyjskiej, gdzie jej dystrybutorem jest księżna, która wprost zakochała się w marce.
— Nasz arabski dystrybutor walczy o prawa kobiet, dlatego ostatnio zaangażowaliśmy się w organizację wydarzenia dotyczącego profilaktyki raka piersi. Wzięło w nim udział 10 tys. kobiet. Z tej okazji przygotowaliśmy też aromaterapeutyczne bransoletki z logo Alba 1913. Zawsze interesowały nas pomysły kontekstowe i niestandardowy PR. Inwestujemy w sztukę wizualną i muzykę klasyczną. Jednemu z finalistów konkursu chopinowskiego nagraliśmy płytę — zdradza Łukasz Rychlicki.
Biznesowym priorytetem firmy jest umiędzynarodowienie kluczowych marek. — Argol już zdobył wietnamski rynek, więc wierzymy, że spotka się z zainteresowaniem co najmniej w Azji. Dlatego wracamy do przedwojennego wzornictwa i rozbudowujemy portfolio marki. Natomiast Alba 1913 zbiera świetne recenzje amerykańskich konsultantów. Szczerze mówiąc, gdy słyszę, że to może być światowa marka kosmetyczna, czuję się trochę jak szef stuletniego… start-upu, bo dociera do mnie, na jak szerokie wody wpływamy — konkluduje Łukasz Rychlicki. &
© Ⓟ









