SunRoof nie wie, w co włożyć ręce

opublikowano: 08-11-2021, 20:00

Brak dekarzy i komponentów oraz niekorzystne zmiany przepisów – z tym mierzy się spółka, która montuje dachy... produkujące energię.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Ile dachów SunRoof jest w montażu w Polsce, Niemczech i Szwecji
  • Dlaczego firma zwolniła ekspansję
  • Z czego sfinansuje dalszy rozwój

250 już zamontowanych i w trakcie budowy - tyle dachów zintegrowanych ma na koncie SunRoof Technology, spółka założona w połowie 2019 r. przez Lecha Kaniuka, który wcześniej zarządzał markami Delivery Hero, PizzaPortal czy iTaxi.

- Tyle mamy projektów rozpoczętych, trwających i zrealizowanych w Polsce, Szwecji i Niemczech. W III kwartale odnotowaliśmy 10-krotny wzrost ich liczby, a tylko we wrześniu mieliśmy taką sprzedaż jak przez cały ubiegły rok – mówi Marek Zmysłowski, jeden ze współzałożycieli SunRoofa, a także m.in. serwisów HotelOnline.co i Jumia.com, działających w Afryce.

Technologia jest na razie niszowa. 250 projektów SunRoofa to kropla w morzu 667,7 tys. działających w Polsce mikroinstalacji fotowoltaicznych (do 50 MW), które stanowią 75 proc. mocy słonecznych (5,97 GW) – wynika z danych Agencji Rynku Energii. Na dodatek rozwój biznesu SunRoofa spowalnia kilka czynników, m.in. związanych z pandemią.

Co wstrzymuje rozwój

- Dużym problemem jest przerwanie łańcuchów logistycznych, miesiącami czekamy na produkty z Chin i Maroka. Prace budowlane rozpoczynamy zgodnie z harmonogramem, ale zdecydowanie trudniejsze stało się ich planowanie. Średni czas budowy naszego dachu to obecnie około trzech miesięcy. Żeby temu zaradzić pozyskaliśmy m.in. nowych dostawców modułów PV z Niemiec i Litwy. Poszukujemy ich też na krajowym rynku – twierdzi Marek Zmysłowski.

Firmie brakuje również dekarzy.

– Ściągamy fachowców nawet z Białorusi i Ukrainy, a następnie szkolimy i zatrudniamy do projektów w Polsce, Niemczech i Szwecji. Jesteśmy gotowi zatrudnić 10 tys. górników i innych pracowników kopalń, które zostaną zamknięte. Z szansy na przebranżowienie się skorzystali już m.in. górnicy z Rybnika, ale to niestety nadal sporadyczne przypadki - twierdzi współzałożyciel SunRoofa.

Skąd się da
Skąd się da
Zainteresowanie jest tak duże, że musieliśmy spowolnić ekspansję zagraniczną, żeby obsłużyć klientów z rynków, na których już funkcjonujemy, czyli Polski, Niemiec i Szwecji. Otworzyliśmy natomiast biuro w Austin w Teksasie, to nasz przyczółek w USA – mówi Marek Zmysłowski (drugi od prawej), współzałożyciel SunRoofa odpowiedzialny za globalną ekspansję. Na zdjęciu towarzyszą mu pozostali menedżerowie (od lewej): Martyn Szczepankowski, Lech Kaniuk (prezes), Karol Kaniuk i Rafał Plutecki, były szef Google Campus Warsaw.
Urszula Czapla

Na co firma potrzebuje pieniędzy

W kwietniu w rundzie seed SunRoof zebrał 4,5 mln EUR. W drugiej połowie ubiegłego roku otrzymał 2 mln EUR. Wśród finansujących jego rozwój są fundusze venture capital: Inovo Venture Partners, Smok Ventures, KnowledgeHub, EIT InnoEnergy i FD Growth Capital.

- Jesteśmy w trakcie kolejnej rundy, wyższej niż dotychczasowe, chcemy ją zamknąć na początku przyszłego roku. Potrzebujemy dofinansowania, żeby zasilić wzrost. Chcemy zbudować centra logistyczne, w których będziemy składać dachy, by u klienta montować je równie łatwo i szybko jak meble z Ikei – mówi Marek Zmysłowski.

Pierwsze centrum logistyczne ma powstać w okolicach Łodzi, kolejne - w Niemczech, a trzecie - w USA.

Kłody pod nogi prosumentów

Za dach SunRoofa trzeba zapłacić od 500 zł/m kw. (koszt łącznie z inwerterem i elektryką), a zwrot z inwestycji obiecuje w 5-7 lat. Firma ma też w ofercie tzw. carporty – wiaty na jeden-trzy samochody z solarnymi elewacją i dachem (od 34 tys. zł). W USA, gdzie firma też otworzyła biuro, cena dachu zaczyna się od 348 USD/m kw., a caportu od 18,9 tys. USD (minus 26-procentowa federalna ulga podatkowa na energię słoneczną).

Od początku działalności SunRoof zapowiada stworzenie giełdy energii, która połączy klientów firmy i właścicieli zwykłych instalacji panelowych. Z pieniędzy zebranych w ostatniej rundzie sfinansował zakup Redloggera, spółki IT, która zbuduje system. Żeby działał, potrzebne są przepisy umożliwiające prosumentom sprzedaż do sieci, net-metering, czyli rozliczenie z dostawcą, oraz magazynowanie wytworzonej energii. Takie rozwiązana mają: Hiszpania, Niemcy, USA, Kanada, Francja, Dania i Portugalia. W Polsce niemożliwa jest sprzedaż do sieci, a Sejm niedawno przyjął projekt (firmowany przez Marka Suskiego), który od 1 kwietnia 2022 r. ma zlikwidować preferencyjne warunki rozliczania energii z paneli fotowoltaicznych: prosumenci będą zobowiązani do sprzedaży nadwyżki energii wprowadzanej do sieci, a gdy będą jej potrzebowali, zapłacą tyle samo, co inni odbiorcy prądu. Zapłacą też za dystrybucję. Dziś prosumenci produkujący energię w instalacjach do 10 kWp (kilo watt peak lub kilowatopik, czyli ilość prądu wytwarzana przez instalację fotowoltaiczną w szczycie) rozliczają się w stosunku 1:0,8 – za jedną jednostkę wprowadzonej do sieci energii mogą pobrać za darmo 0,8 jednostki. Rząd tłumaczy planowane zmiany wzrostem liczby prosumentów i obciążenia sieci energetycznych oraz wymogami unijnymi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane