Surowcami rządzą politycy

Ewa Bednarz
21-10-2011, 00:00

Przecena nabiera rozpędu. Nawet złoto utraciło blask. Czy to już bessa, czy tylko korekta?

Rozwój sytuacji na rynkach towarowych zależy od dwóch czynników: rozwiązania problemów z zadłużeniem zarówno państw europejskich, jak i Stanów Zjednoczonych oraz sprawdzenia się prognoz dotyczących globalnego rozwoju gospodarczego. Dotyczy to zarówno ropy, metali, jak i produktów żywnościowych, choć w przypadku tych ostatnich ważna jest również pogoda, która potrafi płatać figle.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy najbardziej traciły ropa, miedź oraz metale szlachetne (z wyjątkiem złota), czyli surowce wykorzystywane w przemyśle. Notowania miedzi w dużej mierze zależą od sytuacji na chińskim rynku budowlanym, a prognozy nie są dobre. Ostatnio zanotowano bowiem spadek produkcji metalu w Państwie Środka z 518 tys. ton do 479 tys. ton. Od sytuacji w przemyśle w dużej mierze zależą ceny srebra, platyny i palladu.

Ostatnie notowania ostro ściągnęły ceny surowców, ale nie zniosły wszystkich zwyżek z ostatnich 12 miesięcy. Srebro jest nadal droższe o 29,8 proc. niż przed rokiem, złoto o 21,1 proc., a kukurydza o 11,2 proc. W dalszy wzrost srebra wierzą analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg. Ich zdaniem inwestorzy będą poszukiwali alternatywy dla złota, które jest w tej chwili droższe od srebra o około 50 razy.

Największe wahania cen będą dotyczyć zbóż, które są podatne na wszystkie informacje napływające z rynku. Dotyczy to zarówno danych z amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, jak i instytucji meteorologicznych. Wystarczy sugestia USDA, że zapasy rosną lub maleją, aby ceny ostro reagowały. Wykorzystują to przede wszystkim spekulanci — stąd tak duże ruchy cen.

Widać to było w połowie października. Pojawiła się informacja, że z powodu drożejącej kukurydzy zwiększy się popyt na pszenicę, która w większym stopniu będzie wykorzystywana na paszę dla bydła, trzody chlewnej i drobiu. Notowania pszenicy gwałtownie podskoczyły.

Osoby inwestujące w ziarna powinny więc szczególnie śledzić informacje o stanie zapasów poszczególnych zbóż, jak i prognozy pogody. Te ostatnie odbiły się np. wczoraj na notowaniach soi, która zaczęła gwałtownie tanieć po doniesieniach, że zbiory w Argentynie będą większe po ostatnich opadach deszczu. Swoje zrobiła również dla notowań ryżu powódź w Tajlandii, która zniszczyła ponad 10 proc. pól ryżowych.

Na notowania mają również wpływ posunięcia rządów poszczególnych państw. Wietnam postanowił np. ograniczyć eksport ryżu, natomiast minister rolnictwa Ukrainy zmniejszyć podatek eksportowy dla kukurydzy i pszenicy. Oznacza to niższe ceny dla dostaw na amerykański rynek i może zapobiec zwyżkom cen zbóż nawet wobec wzrostu popytu.

KOMENTARZ

To nie koniec spadków

Rynek zawsze się odbija, gdy rośnie apetyt na ryzyko. Jeżeli więc zostanie przedstawiony wiarygodny plan, który rozwiąże kryzys w krajach Eurolandu, będzie szansa na zwyżki. Wszystko może się wyjaśnić już w przyszłym tygodniu.

Nie oznacza to jednak, że zapanuje na rynkach optymizm.

Świat wchodzi w stagnację — włącznie z Chinami. Tego problemu szybko się nie rozwiąże. Korekta na rynkach będzie więc trwać. Na możliwość zwyżek patrzę ostrożnie, choć ocieplenie atmosfery w strefie euro mogłoby pomóc. Ciekawie wyglądają notowania złota. Przez wiele miesięcy kruszec był towarem pożądanym. Teraz okazuje się, że nawet on się przegrzał. Inwestorzy najwyraźniej zapomnieli, że złoto nie może wiecznie drożeć, jeśli umacnia się dolar, a dolar będzie coraz silniejszy. Złoto pozostanie więc w trendzie bocznym i będzie rozczarowywało. Świat już nie boi się inflacji.

Marek Rogalski, analityk DM BOŚ

KOMENTARZ

To nie koniec spadków

Rynek zawsze się odbija, gdy rośnie apetyt na ryzyko. Jeżeli więc zostanie przedstawiony wiarygodny plan, który rozwiąże kryzys w krajach Eurolandu, będzie szansa na zwyżki. Wszystko może się wyjaśnić już w przyszłym tygodniu.

Nie oznacza to jednak, że zapanuje na rynkach optymizm.

Świat wchodzi w stagnację — włącznie z Chinami. Tego problemu szybko się nie rozwiąże. Korekta na rynkach będzie więc trwać. Na możliwość zwyżek patrzę ostrożnie, choć ocieplenie atmosfery w strefie euro mogłoby pomóc. Ciekawie wyglądają notowania złota. Przez wiele miesięcy kruszec był towarem pożądanym. Teraz okazuje się, że nawet on się przegrzał. Inwestorzy najwyraźniej zapomnieli, że złoto nie może wiecznie drożeć, jeśli umacnia się dolar, a dolar będzie coraz silniejszy. Złoto pozostanie więc w trendzie bocznym i będzie rozczarowywało. Świat już nie boi się inflacji.

Marek Rogalski, analityk DM BOŚ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowcami rządzą politycy