W kraju kolportowany jest ostatnio łańcuszek świętego Antoniego nowego typu. Nowość to dwojakiego rodzaju. Przede wszystkim za nośnik służy poczta komputerowa. W odróżnieniu od wszystkich klasycznych łańcuszków można więc uniknąć mozolnego kaligrafowania treści oraz wykosztowania się na koperty i znaczki wraz ze ślinieniem tychże. Wystarczy kilka ruchów dwóch palców uruchamiających znany każdemu mechanizm „kopiuj i wklej”. Zapewne dlatego inicjator łańcuszka postawił zwiększone wymogi. Należy powielić ten list i rozesłać dalej, nie — jak zwykle dotąd — w dziesięciu, ale w trzydziestu kopiach. Kto ma najprostsze pojęcie o arytmetyce, zauważy, że akcja zakrojona jest niezwykle szeroko. Nawet jeśli zważyć, że spora część adresatów z założenia nie bierze udziału w takich akcjach lub traktuje je jako dowcip, na który ta, moim zdaniem, nie wygląda.
Ale istotniejsza jest druga modyfikacja starego łańcuszka. Otóż za jego przerwanie nie grożą ciężkie choroby w rodzinie, katastrofy życiowe ani męki piekielne. Bo list nie proponuje zwykłego wyproszenia łask u świętego, ale… wymuszenie obniżki cen benzyny. Dojść ma do tego nie dzięki nadprzyrodzonej interwencji, ale zwyczajniej, przez bojkot, do którego wzywa autor akcji.
Rozumuje on następująco: benzyna wciąż drożeje, więc życzymy sobie powrotu do rozsądnego, zdaniem tego kogoś, poziomu 3,5 zł za litr. Zarazem nie mają sensu jednodniowe akcje typu „dzisiaj nie tankujemy”, bo nigdy nie są naprawdę powszechne, a małe wahnięcia popytu wielkie sieci znoszą bez szkód. Należy więc zrobić inaczej — całkowicie i na dłużej zbojkotować dwie wybrane sieci, najlepiej średnich rozmiarów. Nie tankować tam i już. Wówczas tym sieciom śmierć zajrzy w oczy i zostaną zmuszone do obniżki cen paliwa do żądanego poziomu. Wtedy rzucą się do nich klienci. To zaś spowoduje, że ceny obniżą wszyscy inni uczestnicy rynku, łącznie z największymi.
Logika jak logika. Nieco w niej zgrzyta potraktowanie zmowy i wymuszenia jako normalnego mechanizmu rynkowego. Gorzej jednak, że w liście padają nazwy dwóch konkretnych, dobrze wszystkim znanych sieci stacji paliw. To już nie wygląda na zabawę ani dowcip. Pomysł mógł powstać w jakiejś zdroworozsądkowo myślącej głowie, ale też w dziale marketingu konkurencyjnej grupy. Na wszelki wypadek używam więc klawisza „usuń”.