Oczekiwane przez świat naprawdę ważne wiadomości z Waszyngtonu mogą dotyczyć tylko trwałego odblokowania Cieśniny Ormuz i przywrócenia przestrzegania w tym newralgicznym punkcie międzynarodowego prawa morskiego. Konwencja ONZ z Montego Bay z 1982 r. to konstytucja morska zawierająca wiele zapisów kompromisowych, które nie podobają się rozmaitym interesariuszom. Jednym z punktów najbardziej drażliwych jest wykorzystywanie do żeglugi cieśnin pomiędzy obszarami tzw. morza pełnego lub wyłącznymi strefami ekonomicznymi. Konwencja ustaliła prawo przejścia tranzytowego, czyli nieprzerwanego i szybkiego przepłynięcia wytyczonym torem w tzw. trybie nieszkodliwym, nienaruszającym porządku i bezpieczeństwa państw nadbrzeżnych.
Klasycznym przykładem uregulowania ruchu była właśnie Cieśnina Ormuz. Jednym ze strategicznych ustaleń ONZ jest bezprawność pobierania jakichkolwiek opłat za nieszkodliwy tranzyt. Niestety wśród bardzo nielicznej grupy członków ONZ, którzy przez cztery dekady nie ratyfikowali konwencji, znajdują się USA i Iran, a także Zjednoczone Emiraty Arabskie i oczywiście Izrael. Mimo to przez lata żegluga przebiegała zgodnie z konwencją normalnie. Światowy spokój paliwowy zniszczyli dopiero rozpętaniem 28 lutego 2026 r. wojny Donald Trump z Benjaminem Netanjahu.
Tymczasem od niedzieli globalną wioskę zelektryzowały zupełnie inne wieści o charakterze dramatyczno-polityczno-hollywoodzkim. Ten ostatni człon dotyczy okoliczności, że pamiętny film z 1993 r. „Na linii ognia” („In the Line of Fire”) obrazował próbę zamachu na prezydenta USA podczas bankietu w hotelu, wtedy dla sponsorów kampanii wyborczej. Agent odgrywany przez Clinta Eastwooda udaremnił plan inteligentnego zabójcy, w którego wcielił się John Malkovich. W realu po 33 latach zmienił się jedynie cel bankietu z próbą zamachu w tle. Tym razem był to coroczny bankiet medialno-dyplomatyczny organizowany przez Stowarzyszenie Korespondentów Białego Domu (WHCA), czyli międzynarodową organizację dziennikarzy stale akredytowanych w stolicy USA. Donald Trump zerwał tradycję uczestniczenia prezydentów w tym specyficznym wydarzeniu o lżejszym charakterze, nie był ani razu w pierwszej kadencji, ani też po objęciu drugiej w 2025 r. Tym razem się łaskawie zjawił, ale wystąpienie zaplanował konfrontacyjne. Generalnie jest obrażony na media, w tym zagraniczne, zatem miał zamiar dziennikarzom wygarnąć hurtowo za wszystko, co i jak piszą krytycznie o wyimaginowanym „złotym wieku Ameryki” podczas jego drugiej kadencji.
Zatrzymany przez agentów Secret Service niedoszły zamachowiec, niejaki Cole Allen, swoją dość szaloną akcją ukradł show. Doczeka się oskarżenia o usiłowanie zabójstwa prezydenta USA, jeśli wcześniej jako niepoczytalny nie trafi do zakładu zamkniętego. Donald Trump zbesztanie mediów jedynie odłożył w czasie, powtórzony bankiet odbędzie się pod koniec maja. Obecnie stara się maksymalnie wykorzystać groźny incydent politycznie i wizerunkowo. Notabene nie może być żadną niespodzianką sama okoliczność, że w państwie, w którym dzięki powszechnemu dostępowi do broni niemal codziennie gdzieś wybuchają krwawe strzelaniny – ktoś planuje usunięcie właśnie w takim trybie spersonifikowanego symbolu władzy ciemiężącej jego wolność. Donald Trump jeszcze jako kandydat cudem przeżył w 2024 r. prawdziwy zamach w Butler w stanie Pensylwania. Wtedy radykalnie umocnił swój wizerunek pomazańca w ortodoksyjnym elektoracie chrześcijańskim. Obecna chaotyczna próba udaremniona w lobby hotelu Washington Hilton to zupełnie nie ta skala.
Charakterystyczna jest reakcja społeczna i medialna na dość dziwną próbę zamachu. Amerykanie bez względu na stosunek do Donalda Trumpa są dumni, że dzięki skuteczności służb specjalnych nie dołączył on do tragicznej listy czterech prezydentów zamordowanych. Tuż przed 250. rocznicą niepodległości USA byłoby to nieszczęście. Komentarze ze świata są zdecydowanie bardziej krytyczne. Zdumiewa, że w jednym miejscu poza Białym Domem wśród wielkiego tłumu obecny był i prezydent, i wiceprezydent, i jeszcze kilka osób z konstytucyjnej kolejki do awaryjnego objęcia Białego Domu. W takich okolicznościach rygory bezpieczeństwa powinny być naprawdę wyśrubowane. Tymczasem 31-letni Cole Allen bez problemu zameldował się w Hiltonie jako zwyczajny gość, w bagażu wniósł do pokoju broń, w tym strzelbę, a podczas bankietu po prostu z tym zjechał do lobby. Zdążył upowszechnić manifest, że gdyby był np. agentem irańskim – łatwo mógłby przemycić karabin maszynowy.

