Świat wpada w czarną dziurę

Jarosław Królak ,Jacek Kowalczyk,RB
01-04-2009, 00:00

Polska właśnie ociera się o recesję — twierdzi Bank Światowy. Inne kraje są już w niej głęboko zanurzone. Niestety i na szczęście.

Perspektywy gospodarcze mrożą krew w żyłach...

Polska właśnie ociera się o recesję — twierdzi Bank Światowy. Inne kraje są już w niej głęboko zanurzone. Niestety i na szczęście.

Nasza gospodarka wzrośnie w 2009 r. o 0,5 proc. — prognozują ekonomiści Banku Światowego. To oznacza, że w ujęciu kwartalnym wchodzimy w recesję, a przynajmniej o nią się ocieramy. Taka prognoza może budzić niepokój, zwłaszcza że jeszcze cztery miesiące temu ci sami analitycy twierdzili, iż nasz PKB wzrośnie aż o 4 proc.

Przewidywania głoszone przez BŚ niosą też garść optymizmu. Na tle świata wypadamy naprawdę dobrze. Według analityków banku, globalna gospodarka w 2009 r. skurczy się o 1,7 proc. Jeśli wizja BŚ się spełni, będzie to najgorszy rok dla świata od II wojny światowej. Jeszcze nigdy w powojennej historii globalny PKB nie spadł.

— Każdy musi traktować ten kryzys ze sporą dozą pokory, ponieważ będziemy świadkami niespodzianek. Wciąż mamy do czynienia z wielką niepewnością. Z punktu widzenia ryzyk spadkowych rok ten pozostanie niebezpieczny — powiedział Agencji Reutersa Robert Zoellick, prezes BŚ, przytaczany przez PAP.

Świat w kryzysie

Potężny spadek zanotuje winowajca kryzysu — Stany Zjednoczone. Według ekonomistów BŚ, gospodarka USA skurczy się o 2,4 proc. Zapaść dotyka też Wielką Brytanią (-3,7 proc.) i strefę euro (-2,7 proc.). Najgwałtowniejsze turbulencje czekają Niemcy (-5,3 proc.).

— Strefa euro wchodzi w głęboką recesję, spowodowaną napięciami w sektorze finansowym, ostrym załamaniem popytu i spadkiem cen aktywów. Sytuacja nadal jest niepewna, dlatego dynamika PKB może być nawet niższa niż w prognozie — tłumaczą ekonomiści Banku Światowego.

Wczoraj swoje przewidywania przedstawiły też Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i agencja Fitch. Według OECD, PKB 30 krajów członkowskich spadnie w 2009 r. o 4,3 proc. Prognoza Fitch dla najbardziej rozwiniętych gospodarek świata (USA, strefa euro, Japonia i Wielka Brytania) mówi o spadku o 0,8 proc. Zarówno ekonomiści OECD, jak i Fitch podkreślają, że tak słabego roku nie było od połowy ubiegłego wieku.

Rodzynek w zakalcu

Podobne kłopoty dotykają też naszych sąsiadów. W najtrudniejszej sytuacji jest Ukraina (czytaj na str. 10), ale ból głowy mają też kraje bałtyckie, Rumunia i Węgry, które mają ostatnio wybitnie złą prasę. Najpierw w poniedziałek agencja ratingowa Standard Poor’s obniżyła perspektywę dla Węgier do negatywnej, a wczoraj tym samym tropem poszła agencja Moody’s.

— Obniżki ratingów odzwierciedlają pogarszające się fundamenty gospodarki i coraz bardziej napiętą sytuację fiskalną. Decyzje agencji sprawiły, że rynek jeszcze bardziej stracił zaufanie do Budapesztu. Rentowność trzyletnich obligacji wzrosła wczoraj o 50 pkt bazowych — mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku.

Kłopotów nie ustrzegły się nawet kraje uznawane w Polsce za najlepiej rokujące, czyli Czechy i Słowacja. Większość prognoz dla tych krajów mówi o wyraźnej recesji (spadki o 2-3 proc.).

— Będziemy jednym z nielicznych krajów w Europie z dodatnią dynamiką PKB, w dodatku ze słabą walutą. Gdy pojawią się pierwsze sygnały wychodzenia Europy z recesji, mogą nas zalać zamówienia eksportowe. Nasza konkurencyjność cenowa będzie bardzo duża — twierdzi Mateusz Mokrogulski, ekonomista BGŻ.

— Moja prognoza mówi o 0,2-procentowym, wzroście PKB Polski w 2009 r., ale w obecnej sytuacji to może napawać optymizmem — dodaje Arkadiusz Krześniak.

NBP chce rozruszać banki

Jednym z kanałów, jakim kryzys na świecie przedostał się do Polski, był rynek finansowy. Po zawale serca, jaki przeszedł międzynarodowy system bankowy po upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, również polskie instytucje finansowe wpadły w odrętwienie i z każdym miesiącem wstrzymują akcję kredytową. Żeby skłonić banki do odważniejszego pożyczania pieniędzy, Narodowy Bank Polski (NBP) rozszerzył wczoraj instrumentarium Pakietu Zaufania (działań mających zwiększyć płynność w sektorze bankowym i ułatwić mu dostęp do finansowania). Oprócz oferowanych dotychczas operacji repo na trzy miesiące (swoisty krótkoterminowy kredyt, polegający na zakupie, a następnie sprzedaży papierów wartościowych) bank centralny od maja będzie proponował też operacje sześciomiesięczne.

— Chcemy zapewnić bankom dostęp do "długiego pieniądza". Obecnie muszą się rozliczać u nas co 3 miesiące. Podwojenie tego okresu da bankom więcej oddechu, gwarantuje spokój na dłuższy czas — tłumaczy Sławomir Skrzypek, prezes NBP.

Bank centralny rozszerza też gamę papierów, które mogą być przedmiotem transakcji. Dziś kredyt może być udzielony tylko pod zastaw polskich papierów skarbowych denominowanych w złotych.

— Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom banków, chcemy, by zabezpieczeniem mogły być wszystkie papiery dłużne zdeponowane w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych oraz papiery skarbowe denominowane w euro — mówi Sławomir Skrzypek

...premier chce negocjować pakiet antykryzysowy. Ale diabeł tkwi w szczegółach.

Rząd zgodził się na rozmowy o pakiecie związków i pracodawców. Z zastrzeżeniami. Związkowcy straszą wyjściem na ulicę.

Potwierdziły się nasze wczorajsze informacje, że Rada Ministrów nie zaakceptuje wszystkich postulatów "Pakietu działań antykryzysowych", przyjętego 13 marca przez największe organizacje związkowe i pracodawców. Premier Donald Tusk ciepło wypowiedział się wczoraj o kilku propozycjach tego "historycznego porozumienia", lecz zastrzegł, że szczegóły będą wykuwane w negocjacjach.

— Akceptujemy kierunek tych propozycji, jednak będziemy się spierać tak o kwoty pomocy finansowej dla zagrożonych przedsiębiorstw, jak i o zasięg tej pomocy — powiedział Donald Tusk.

Wartość wsparcia, jaka w drugiej połowie 2009 r. mogłaby trafić do potrzebujących firm i obywateli, szacowana jest na około 1 mld zł.

— Lepiej te pieniądze przeznaczyć na ochronę miejsc pracy niż na zasiłki dla bezrobotnych — dodał szef rządu.

Jednak związkowcy i pracodawcy nie kryją rozczarowania, że rząd od razu nie przyjął całego ich pakietu.

Co dobre, a co złe

Pakiet liczy 13 postulatów. Z wypowiedzi członków rządu wynika, że tylko część zyskała ich pełne uznanie. Premier osobiście przyklasnął dwóm.

— Związkowcy wykazali się dużą dojrzałością, godząc się na 12-miesięczne rozliczanie czasu pracy. Co do zasady przyjmujemy tę propozycję. Jesteśmy także gotowi wesprzeć tzw. płatne postojowe, czyli subsydiowanie zatrudnienia w celu zapobiegania zwolnieniom grupowym. Rząd, pracodawcy i związkowcy zrzucą się na płatne postojowe — zapewnił premier.

Chodzi o propozycję, aby w przypadku np. spadku zamówień w przedsiębiorstwie pracownicy nie trafiali na bruk, lecz przechodzili na pół etatu, a "drugie pół etatu" mieli płacone z zasiłków dla bezrobotnych (proponuje się 70 proc. zasiłku na osobę, czyli około 400 zł).

Jolanta Fedak, minister pracy, zapewniła, że rząd ujmie się za najuboższymi, którzy stracą pracę przez kryzys.

— Z rezerwy solidarnościowej powinny iść środki na dożywianie dzieci oraz na uchronienie rodzin przed większymi rachunkami za prąd — uważa minister.

Dodała, że rząd nie jest przeciwny tworzeniu w firmach zakładowych funduszy szkoleniowych. Jednak propozycja ograniczenia okresowych umów o pracę wymaga trójstronnych negocjacji (związkowcy proponują maksymalnie 18-miesięczny okres umowy czasowej, a pracodawcy — 36-miesięczny).

Rząd nie zgadza się na razie na podwyżkę płacy minimalnej do 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Dziś to 1276 zł, czyli około 40 proc.

— Należy utrzymać relację między płacą minimalną a przeciętną. Ewentualną zmianą tej relacji będzie można się zająć, gdy skończy się kryzys gospodarczy — mówi Michał Boni, minister w Kancelarii Premiera.

Rząd nie odniósł się do likwidacji ustawy kominowej ani likwidacji tzw. neopopiwku, czyli negocjacyjnego systemu ustalania przyrostu wynagrodzeń w przedsiębiorstwach.

Minister poinformował, że w najbliższym czasie ruszą negocjacje nad pakietem w zespołach roboczych.

— Chcemy, aby pakiet został przyjęty przez rząd do końca kwietnia i wysłany do parlamentu — mówi Michał Boni.

Wszystko albo nic

Związkowcy i pracodawcy oczekiwali pełnej przychylności rządu wobec ich postulatów. Nie kryją rozczarowania.

— Albo rząd przyjmie w całości pakiet antykryzysowy, albo ludzie wyjdą na ulicę — zapowiedział Jan Guz, szef OPZZ.

To samo zapowiadał Janusz Śniadek, szef NSZZ Solidarność.

Pracodawcy także nie zamierzają ustąpić.

— Zarówno związkowcy, jak i pracodawcy traktują pakiet jako całość. Nie zgadzamy się na jego rozczłonkowywanie — mówi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Jarosław

Królak

Jacek

Kowalczyk, RB

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak ,Jacek Kowalczyk,RB

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Świat wpada w czarną dziurę