Lejtmotywem aktywności społecznej na jego obrzeżach było wszechobecne w Wilnie hasło #UkraineNATO33. Zasadnie zakładając, że Szwecja już na pewno zostanie 32 państwem członkowskim, przemieszana społeczność litewsko-ukraińska przyznała Ukrainie następny numer. Gospodarze szczytu sfinansowali i rozdali mieszkańcom 33 tysiące niebiesko-żółtych flag. Wileńskie billboardy symbolicznie przetworzyły frazę naszego wileńskiego wieszcza w wersję „a imię jego trzydzieści i trzy”. Niecierpliwością przypominały transparenty „Santo Subito” na placu świętego Piotra w dniu pogrzebu Jana Pawła II. Wypada jednak przypomnieć, że mimo trybu bardzo przyspieszonego tamta procedura potrwała, w pierwszym kroku do beatyfikacji papieża, sześć lat…

Konkretny uzysk prezydenta Wołodymyra Zełenskiego ze szczytu został zwięźle zdefiniowany w tytule. Obudowane wieloma warunkami bardzo przyszłościowe zaproszenie Ukrainy do NATO bezdyskusyjnie zapala jej wreszcie światło w długim tunelu, ale jest ono żółte i bynajmniej nie krótkotrwałe, zatem nie ma mowy o ruszeniu konkretnej procedury akcesyjnej do przodu. Warunkiem wstępnym i absolutnie koniecznym do zmiany koloru na zielony jest zakończenie wojny Rosji z Ukrainą. Od 74 lat niewyobrażalne było/jest przyjmowanie do NATO jakiegokolwiek nowego członka pozostającego w stanie konfliktu zbrojnego, albowiem następnego dnia po wciągnięciu flagi na maszt przed kwaterą główną sojuszu miałby on prawo żądać użycia dla jego obrony solidarnościowego art. 5 traktatu. Z drugiej strony – NATO także automatycznie znalazłoby się w militarnej konfrontacji z agresorem. Te równie proste, co brutalne zasady rozumieją wszystkie państwa członkowskie, gorzko musi je przełknąć Ukraina, ale doskonale wie o nich także napastnicza Rosja.
W związku z tym car Władimir Putin będzie robił wszystko, aby przeciągać tzw. wojskową operację specjalną – nazwa wojna jest od 24 lutego 2022 r. w Rosji zabroniona pod odpowiedzialnością karną – w nieskończoność. Oczywiście również w sytuacji, gdy będzie odnosił niepowodzenia militarne. Notabene Ukrainie nie wystarcza odzyskanie terytoriów zagarniętych przez Rosję po wybuchu w 2022 r. wojny pełnoskalowej, chodzi o wszystkie ziemie utracone od 2014 r., czyli również o Krym. Co praktycznie oznacza, że możliwość zmiany światła w tunelu na zielone odsuwa się na horyzont czasowy niewyobrażalnie odległy. W obecnej fazie konfliktu Ukrainę muszą zadowolić dostawy broni i amunicji, wciąż niewystarczające do skutecznej kontrofensywy, ale na szczęście gwarantujące obronienie niepodległości. A także pociecha, że przyszłościowa procedura akcesyjna zostanie skrócona przez NATO od razu do etapu drugiego, heroiczna obrona została uznana za „zaliczenie” przez Ukrainę pierwszego.
Z polskiego punktu widzenia największym dorobkiem szczytu w Wilnie będzie wdrożenie wreszcie przez NATO precyzyjnych planów obronnych. Od upadku Związku Radzieckiego i końca zimnej wojny sojusz coraz bardziej polegał na ogólnym odstraszaniu, bez wsparcia go konkretnymi przygotowaniami militarnymi. W nowych planach wielonarodowy korpus co najmniej 300 tysięcy żołnierzy będzie pozostawał w natychmiastowej gotowości, włączając w to zdolności operacji powietrznych i morskich. Obie nogi strategii sojuszu, czyli odstraszanie i obrona, wymagają także odtworzenia militarnej bazy przemysłowej, która w większości państw członkowskich stopniowo była coraz bardziej rozmontowywana. Generalnie obszerna deklaracja końcowa szczytu to zapowiedź wielkiego przebudzenia NATO po trzech dekadach trwania w pewnym letargu i samouspokojeniu. Niestety, za to przebudzenie od ponad 500 dni płaci swoją tragedią Ukraina…
