Światowa gospodarka wstaje na nogi, od strony podaży

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-03-07 20:00

Dwa wskaźniki pokazują, że wstrząsy, które zaburzały zdolności wytwórcze gospodarki światowej w ostatnich dwóch latach wyraźnie łagodnieją. Niektóre wręcz znikają.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pierwszym z tych zaburzeń były blokady w łańcuchach dostaw: od wytwórców komponentów przemysłowych przez firmy logistyczne po porty. Drugim zaburzeniem były horrendalne ceny gazu – dwa dni temu spadły poniżej dość symbolicznej granicy. Obie zmiany powinny wesprzeć zdolności produkcyjne i pomóc wyjść gospodarce ze spowolnienia. Chyba że znać o sobie da największe z zaburzeń: zaciskanie pasa przez banki centralne.

Indeks zaburzeń w łańcuchach dostaw (GSCPI – Global Supply Chain Pressures Index), liczony przez Fed z Nowego Jorku na podstawie kompilacji różnych danych, spadł poniżej zera po raz pierwszy od 2019 r. Oznacza to, że dostępność komponentów, czas dostaw czy koszty transportu są już na poziomie niższym od długookresowej średniej. A blokady w łańcuchach dostaw były jedną z głównych przyczyn wzrostu inflacji w 2021 i 2022 r. Braki towarów wywołały falę podwyżek cen, co w warunkach wysokiego popytu konsumpcyjnego przełożyło się na spiralę inflacyjną rozlewającą się po gospodarce. Najpierw ceny podnieśli producenci surowców i komponentów, potem producenci towarów finalnych, potem firmy usługowe, potem zaczęły szybko rosnąć płace. Teraz można mieć nadzieję, że to się w jakimś stopniu zacznie powoli zatrzymywać – może nie odwracać, bo deflacja jest raczej niemożliwa, ale przynajmniej łagodnieć.

Ceny gazu w hubie TTF w Holandii w kontrakcie na zimę 2023 r. spadły 6 marca po raz pierwszy od początku inwazji Rosji na Ukrainę do 50 EUR za MWh. W ciągu miesiąca cena obniżyła się o 25 proc., a w ciągu sześciu miesięcy aż o 75 proc. Wprawdzie cena wciąż jest ok. trzykrotnie wyższa niż przed wojną i przed pandemią, ale do takiej ceny system przemysłowy spokojnie się dostosuje bez większych zaburzeń w produkcji. Z cenami rzędu 200-400 EUR firmy energochłonne nie mogły sobie poradzić. Oczywiście minie dużo czasu, zanim niższe ceny przefiltrują się do gospodarki, bo firmy nie kupują gazu z dnia na dzień, tylko z dużym wyprzedzeniem. Jest wielce prawdopodobne, że wielu pośredników kupowało bardzo drogi gaz w 2022 r., obawiając się o braki w dostawach i teraz nie będą mogli szybko obniżyć cen dla odbiorców końcowych. Ale sam fakt, że ceny spadły tak mocno, poprawił oczekiwania przedsiębiorstw i może przełożyć się już dziś na przykład na wyższe inwestycje. Spadek cen energii podbija także nastroje konsumentów, którzy obawiali się energetycznego armageddonu, a teraz powoli wracają do bardziej odważnych zakupów.

Na pewno istnieje ryzyko, że ceny gazu jeszcze wzrosną. Niektórzy analitycy ostrzegają, że strukturalne niedobory gazu na świecie potrwają do 2025 r. Niedawno bank Goldman Sachs prognozował, że cena surowca w Europie jeszcze wzrośnie do ponad 100 EUR za MWh (na marginesie warto przypomnieć, że GS w trzecim i czwartym kwartale zeszłego roku przewidywał tąpnięcie cen gazu na początku 2023 r.). Ale trzeba jednocześnie zdawać sobie sprawę, że potencjalnych wstrząsów podażowych może być bardzo dużo. Żyjemy w zmiennym świecie, spokój ostatnich 25-30 lat był wyjątkowym zbiegiem okoliczności (zapraszam do mojego tekstu z poniedziałku, gdzie o tym wspominałem). Istotne jest natomiast, że megawstrząsy, które występują jednocześnie i przyjmują ogromne rozmiary, raczej nie powinny się powtarzać często. Wzrost cen gazu w Europie o 100 proc. od dnia dzisiejszego nie będzie megawstrząsem.

Skoro łańcuchy dostaw działają lepiej, a energia jest tańsza, to firmy są w stanie wytworzyć więcej towarów i usług. To powinno sprawić, że PKB się podniesie, a inflacja obniży. Ekonomiści to właśnie nazywają wstrząsami podażowymi – zmiany przychodzące z zewnątrz gospodarki, które ruszają PKB i inflację w odwrotnych kierunkach (w odróżnieniu od wstrząsów popytowych, które ruszają PKB i inflację w tym samym kierunku).

Natomiast istnieje ryzyko, że poprawa po stronie podażowej gospodarki nie przełoży się samoistnie na znaczący spadek inflacji. Może tak się stać, jeżeli inflacja okaże się uporczywa. Wtedy banki centralne będą mocno dociskały hamulec monetarny, podnosząc dalej stopy procentowe, czyli ograniczając popyt. Co się stanie z gospodarką jeżeli lepsza podaż spotka się ze słabszym popytem? Wszystko zależy od siły tych dwóch procesów. Przy dobrej kombinacji PKB może rosnąć stabilnie, a inflacja szybko spadnie. Przy złej – PKB się załamie, a wraz z nim inflacja. Czyli jedno, co staje się wysoce prawdopodobne, to spadek inflacji. Dobre i to.