Światowy klub mało efektywny

opublikowano: 30-06-2019, 22:00

Ustalenia szczytów G20 różnią się od konkluzji szczytów Rady Europejskiej istotną okolicznością — nie muszą być przyjmowane jednomyślnie.

Co ułatwia gospodarzom ich zredagowanie, ale zarazem podważa sens organizowania owych kosztownych zbiórek, które z założenia nie kończą się kompromisem. Udziałowcy G20 zebrani w Osace potwierdzili swoje zobowiązanie do wprowadzania w życie klimatycznych postanowień paryskiego COP21 z 2015 r., ale z istotnym wyjątkiem — prezydent Donald Trump podtrzymał decyzję o wycofaniu się z ratyfikowanego już przez USA porozumienia. Japończycy właściwie mogli skopiować ustalenia ubiegłorocznego szczytu G20 z Buenos Aires. Poza sporem o klimat, prezydent USA absolutnie nie godzi się na krytykowanie protekcjonizmu handlowego. Dlatego w Osace szefowie państw i rządów jedynie ogólnikowo przestrzegli przed zagrożeniami: „Dążymy do osiągnięcia wolnego, uczciwego, niedyskryminującego, przejrzystego i stabilnego środowiska handlowego i inwestycyjnego, oraz do utrzymywania otwartych rynków”. Odetchnęli, że Donald Trump przynajmniej uzgodnił z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem wznowienie negocjacji w sprawie umowy handlowej oraz łaskawie obiecał nie wprowadzać na razie nowych ceł.

Na familijnym zdjęciu G20 dla prezydenta/premiera Polski miejsca nie ma i nie będzie.
Zobacz więcej

Na familijnym zdjęciu G20 dla prezydenta/premiera Polski miejsca nie ma i nie będzie.

W relacji kosztów do małej efektywności G20 należy do światowej czołówki. Trzeba jednak pamiętać, że to nie organizacja międzynarodowa, lecz klub państw najbardziej znaczących w ich regionach. Grupa powstała w 1999 r. jako rozszerzenie skupiającej samych potentatów G7, na pewien czas przekształconej w G8 z Rosją. G20 dosłownie obejmuje format państwowy G19+1, owym plusem jest Unia Europejska. Z tradycji G7 odrębne członkostwa zachowały cztery największe kraje unijne: Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy. Notabene brexit nie będzie miał jakiegokolwiek wpływu na brytyjski udział w obu grupach. Polska i inne państwa UE reprezentowane są zatem tylko pośrednio, ustami szefów brukselskich instytucji. Wywołuje to krytyczne uwagi państw, które w PKB na mieszkańca stoją niezrównanie wyżej, niż wiele obecnych w Osace.

Polska rzeczywiście mogłaby być jednym z kandydatów do klubu. Ale tylko wtedy, gdyby globalna czołówka postanowiła się rozszerzyć, np. do G25. W obecnej formule lista jest zamknięta, zaś mrzonki polityków o naszym członkostwie musiałyby wiązać się ze… skreśleniem któregoś z państw. Najłatwiej wskazać kryzysową Argentynę, ale to odpada, chociażby ze względu na parytety kontynentalne. Bardziej realne byłoby uzyskanie statusu stałego gościa G20, jaki wywalczyła sobie Hiszpania. Do tego jednak byłaby konieczna radykalna poprawa wizerunku Polski w UE, co w epoce tzw. dobrej zmiany jest wykluczone…

fa44e31e-90f7-11e9-bc42-526af7764f64
Poza scenariuszem
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE
Poza scenariuszem
autor: Marek Wierciszewski
Wysyłany co dwa tygodnie
Marek Wierciszewski
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu