Syndyk sprzedaje, Bioton daje sobie spokój

Eugeniusz Twaróg
02-10-2007, 00:00

Nad LFO ciąży fatum. Upadło, zanim powstało, a teraz może być problem z jego sprzedażą, mimo że teoretycznie chętnych nie brakuje.

Bez rządowego programu nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi LFO

Nad LFO ciąży fatum. Upadło, zanim powstało, a teraz może być problem z jego sprzedażą, mimo że teoretycznie chętnych nie brakuje.

Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO) w Mielcu, którego upadłość kosztowała podatników ponad 60 mln zł, już za miesiąc mogłoby pójść pod młotek. Czy pójdzie? Syndyk jest gotów, ale może mieć problem ze sprzedażą. Licytacja tylko wtedy ma bowiem sens, jeśli rząd przygotuje program frakcjonowania osocza i określi kryteria wyboru tzw. krajowego frakcjonatora. Wciąż nie są one gotowe i nie wiadomo, kiedy będą. Dlaczego jest to tak ważne? Zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej, kraje Unii, szczególnie większe, powinny zadbać o samowystarczalność zaopatrzenia w leki krwiopochodne. Bruksela, która alergicznie reaguje na wszelkie monopole, akurat w tym przypadku zachęca rządy, by wybrały tzw. krajowego frakcjonatora, odpowiedzialnego za zaspokojenie potrzeb lokalnego rynku w zakresie preparatów produkowanych na bazie osocza. Tak jest we Włoszech, Francji czy w Niemczech. Tylko nie w Polsce. My sprzedajemy osocze za granicę i sprowadzamy gotowe medykamenty.

Kot w worku

Chętnych do roli krajowego frakcjonatora nie brakuje. Już kilka miesięcy temu kilka firm złożyło oferty w Ministerstwie Zdrowia. Pool position w tym wyścigu zajął Bioton. Producent insuliny na początku roku wydzierżawił pozostałości LFO, a mówiąc ściślej — wziął na utrzymanie jego majątek. Miesięcznie płaci 80 tys. zł. W zamian ma prawo pierwokupu LFO w otwartym przetargu. Wszystko jednak wskazuje na to, że do licytacji zaplanowanej na listopad nie przystąpi.

— Musimy znać zasady wyboru krajowego frakcjonatora — mówi Adam Wilczęga, prezes Biotonu.

W czym problem? Krajowym frakcjonatorem może zostać tylko jedna firma, bo ze względu na ograniczoną podaż surowca dwie nie utrzymają się na rynku. Osocze stanowi własność państwa, zlecającego jego przerób i kupującego gotowe preparaty. Ten, kto kupi LFO, w którym stosunkowo szybko można uruchomić produkcję, będzie miał przewagę nad konkurencją. Tyle że nikt nie chce kupować kota w worku.

Klucz w ministerstwie

Annę Brzozowską, syndyka LFO, martwią deklaracje Biotonu, ponieważ podobnie mogą postąpić inne firmy. Co prawda dla syndyka nie ma znaczenia, kto kupi LFO: czy będzie to inwestor zainteresowany reanimacją laboratorium, czy ktoś, kto otworzy tutaj hurtownię. Dla niego liczy się cena. Niemniej fabryką, jako potencjalnym miejscem frakcjonowania osocza, interesuje się kilka firm i można założyć, że stawka licytacji pójdzie w górę.

Takim rozwojem sytuacji powinno być też zainteresowane państwo, ponieważ jak ocenia Bioton, uruchomienie produkcji leków krwiopochodnych w LFO zajmie dwa lata, a zbudowanie nowego zakładu od podstaw — cztery.

Decyzja w sprawie przetargu należy do rady wierzycieli. Poczesne miejsce w niej zajmuje przedstawiciel skarbu państwa, który z tytułu poręczeń kredytów zaciągniętych na LFO zapłacił już ponad 60 mln zł. Klucz do pomyślnego rozwiązania sprawy znajduje się w Ministerstwie Zdrowia, na razie jednak wisi na kołku. Jak się dowiedzieliśmy, program „Zapewnienie samowystarczalności RP w zakresie krwi, jej składników i produktów krwiopochodnych” jeszcze nie jest gotów. Na razie kończą się tzw. uzgodnienia wewnętrzne programu i dopiero po ich zakończeniu zostanie on przekazany pod obrady kierownictwa resortu. Jeszcze dalsza jest droga do wyłonienia krajowego frakcjonatora. Określeniem kryteriów wyboru mają dopiero zająć się resorty: zdrowia, gospodarki i finansów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Syndyk sprzedaje, Bioton daje sobie spokój