System ulg wręcz zachęca do przechytrzania fiskusa

Mariusz Wiszniowski*
opublikowano: 2003-01-13 00:00

Obserwując dyskusję wokół propozycji wprowadzenia podatku liniowego zastanawiam się, czy dla wypromowania każdego prostego i logicznego rozwiązania niezbędna jest wielka kampania — na miarę prezydenckiej czy parlamentarnej. Tymczasem sprawa nie jest aż tak zawiła, by uciekać się do akademickich argumentów. Każdy z nas chciałby zarabiać więcej — to nie ulega wątpliwości. Jednak system ulg i odliczeń wprost zachęca do myślenia, jak wyprowadzić fiskusa w pole. Malkontenci argumentują: oszczędności poczynione dzięki niższym podatkom Polacy przejedzą. Nie można się z tym zgodzić — już tak mała furtka, jak ulga budowlana, zachęcała wiele osób do inwestowania. A jeśli nawet kwoty, których nie zabierze państwo, zostaną wydane na nowe samochody czy meble — to przyczyni się to do rozwoju określonych gałęzi gospodarki. Tak więc prosty system podatkowy, oparty na niskim podatku liniowym, jest wielkim kołem zamachowym dla gospodarki. To także tama dla nadinterpretacji przepisów, jakże chętnie stosowanej przez urzędników. Niestety, w polskich urzędach skarbowych obywatel zwykle jest traktowany jako indywiduum z gruntu podejrzane. Jeśli wkrótce mamy się znaleźć w grupie państw unijnych, to wejdźmy tam z prostym, stabilnym systemem podatkowym. Stawka podatku to sprawa otwarta; wydaje się że poziom 14-15 proc. byłby właściwy, jednak zostawmy tu miejsce dla rachunku ekonomicznego. Może czerwcowe referendum unijne stałoby się dobrą okazją, aby Polacy wypowiedzieli się także na temat reformy podatków.

*prezes spółki Izoterm