System zwraca się w ciągu 2 lat

Grzegorz Wierzbicki
opublikowano: 2003-03-20 00:00

Nikogo już dziś nie dziwią wszechobecne kamery instalowane nie tylko w biurach, ale i na ulicach miast. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę z różnorodności i stopnia zaawansowania technologicznego systemów, umownie zwanych zabezpieczającymi. Kompletny system musi zabezpieczać części i urządzenia budynku w sposób spełniający wymagania użytkownika, a jednocześnie odpowiadający przepisom ustawy o ochronie osób i mienia.

Ustawowym rygorom podlega bezpieczeństwo przeciwpożarowe i żaden budynek nie może zostać oddany do użytku, jeśli nie spełnia określonych norm. Początkiem systemu przeciwpożarowego są czujki dymowe i termiczne. Ich liczba zależy od powierzchni chronionego lokalu. Czujki kierowane są przez odpowiednie sterowniki, które komunikują się z tzw. szafą pożarową, gdzie zbierane są wszystkie informacje dotyczące zagrożenia.

— Dzięki szafie pożarowej można sprawdzić, czy zagrożenie ogniowe występuje w jednym lub większej liczbie pomieszczeń, czy nie jest to fałszywy alarm i jakie środki ochrona budynku musi natychmiast podjąć. W przypadku Ręcznego Ostrzegania Pożarowego (ROP), po zbiciu szybki osłaniającej włącznik i uruchomieniu alarmu, bezpośrednio powiadamiana jest najbliższa jednostka straży pożarnej i ochrona obiektu nie ma wpływu na przebieg akcji gaśniczej —tłumaczy Konrad Dzido, administrator budynku Centrum Millenium w Warszawie.

System musi być zaprojektowany i wykonany przez tę samą firmę, a jego niezawodność zatwierdzona przez straż pożarną.

— Irytuje mnie, gdy słyszę słowo alarm, bo systemy zabezpieczające nijak mają się do powszechnie funkcjonującego wyobrażenia o alarmie. Dzisiejsze systemy zabezpieczające są bardzo zaawansowane technicznie i chronią wszystkie obszary działalności, od pracowników po dane teleinformatyczne — mówi Andrzej Wójcik, specjalista ds. bezpieczeństwa w firmie ATM i sekretarz generalny Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Systemów Alarmowych.

Wybierając system zabezpieczający budynek, należy dokonać oceny potencjalnych zagrożeń użytkowników, a dopiero później dobrać elementy odpowiednie dla danego obiektu, jego przeznaczenia, architektury, położenia, stanu technicznego konstrukcji itp.

Po przeprowadzeniu analizy dokonuje się wyboru klasy systemu od najprostszego SA1, do najbardziej zaawansowanego SA4. Podobna jest klasyfikacja urządzeń — kamer, czujników, czytników kart, detektorów ruchu. Występują w niej 4 klasy produktów: A — popularne, do nabycia np. w supermarketach branży wykończeniowo-budowlanej, B — urządzenia standardowe, proponowane często przez deweloperów budujących obiekty, C — profesjonalne, służące do kompleksowego zabezpieczenia, oraz S — urządzenia produkowane jedynie dla firm instalujących systemy i niedostępne na wolnym rynku.

— Optymalny projekt systemu to taki, przy sporządzaniu którego przeprowadzono szczegółową analizę zagrożeń zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Ponadto musi on być w pełni zintegrowany i pozwalać na rozbudowę o kolejne moduły. Podstawą sprawnego funkcjonowania takiego systemu jest organizacja zarządzania nim. Przykładowo, pomieszczenie, w którym znajdują się taśmy nagrywające obraz z kamer telewizji przemysłowej, nie powinno znajdować się pod kontrolą ochrony, ale oddzielnego administratora — tłumaczy Andrzej Wójcik.

Koszt systemu zabezpieczenia budynku wynosi od kilkuset tysięcy złotych wzwyż i jest uzależniony od liczby wejść, kubatury budynku, liczby pięter itp.

— Zainstalowanie nowego systemu to koszt rzędu 300-500 tys. zł, o ile oczywiście zamawiający go nie wymaga specjalnych przystosowań, charakterystycznych dla określonej sytuacji. Cztery razy tyle kosztuje system przeciwpożarowy, powstający jeszcze przed oddaniem budynku do użytku. Nakłady na elektroniczne systemy zabezpieczeń pozwalają jednak na oszczędności. Pozwalają np. zredukować liczbę zatrudnionych pracowników ochrony fizycznej. Dobry system powinien zwrócić się inwestorowi w ciągu 2-5 lat. Przy dzisiejszym tempie rozwoju technologicznego, system, który teraz jest nowością, będzie spełniał swoje zadanie najwyżej przez 10-15 lat. Wadą systemów dostępnych na naszym rynku jest brak ich polskich wersji, a jedyny polski produkt tego typu pozostawia wiele do życzenia — podsumowuje Konrad Dzido.