Ratowanie się Greków przed bankructwem wpędza ich gospodarkę w coraz głębszą recesję. Jak podał tamtejszy urząd statystyczny, bezrobocie w kraju wzrosło w listopadzie 2011 r. do 20,9 proc. z 18,2 proc. w październiku.
Przez ostatnie trzy lata grono osób bez zatrudnienia się potroiło. — Tempo pogarszania się sytuacji na rynku pracy przewyższyło nawet najbardziej pesymistyczne prognozy — ostrzega Nikos Maginas, ekonomista Narodowego Banku Grecji.
Kiedy na przełomie 2008 i 2009 r. zaczynał się kryzys na rynkach finansowych, Grecja pod względem poziomu bezrobocia była unijnym średniakiem. Potem przez dwa lata bezrobocie rosło, ale w dość wolnym tempie. Ostatnie miesiące przyniosły gwałtowne przyspieszenie tego procesu. Przez pół roku bezrobocie wzrosło o jedną czwartą.
Dziś Grecja w udziale osób bez pracy dogania Hiszpanię (w grudniu bezrobocie wyniosło 22,9 proc.). Największy problem ze znalezieniem zatrudnienia dotyczy osób młodych. W grupie wiekowej do 24 lat stopa bezrobocia wynosi 48 proc. Rok temu było to 35,6 proc., a trzy lata temu — tylko 22,4 proc. W grupie wiekowej 25-34 lata bezrobocie przez trzy lata wzrosło z 10,3 do 27,8 proc. Znikające coraz szybciej miejsca pracy sprawiają, że kondycja finansowa państwa staje się jeszcze gorsza, niż wcześniej prognozowano. Mniej miejsc pracy oznacza mniejsze dochody państwa z podatków dochodowych i pośrednich.
Jak wynika z danych greckiego Ministerstwa Finansów, w styczniu dochody budżetu spadły o 7 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, mimo że rząd prognozował wzrost o 8,9 proc. Do kasy państwa wpłynęło o około 1 mld EUR mniej, niż zakładano. Trudno wyobrazić sobie gorszy start budżetu na 2012 r.
— Konieczne jest wprowadzenie w Grecji głębokich reform strukturalnych, które spowodują ożywienie na rynku pracy — apeluje Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Fundusz naciska na Grecję, by m.in. obcięła o 20 proc. pensję minimalną oraz obniżyła podatki nakładane na pracę. Ekonomiści podkreślają jednak, że tak drastyczny spadek dochodów w styczniu to nie tylko efekt pogłębiającej się w Grecji recesji, ale też oznaka fiaska rządowego programu zwiększania ściągalności podatków.
Rząd w Atenach od miesięcy stara się eliminować szarą strefę przez zwiększenie kontroli podatkowych oraz uświadamianie konsumentów i firm. Wygląda jednak na to, że te wysiłki nie przynoszą rezultatu.
— Pogłębiająca się recesja sprawia, że firmom coraz bardziej brakuje gotówki, dlatego tym chętniej uciekają w szarą strefę. Spadają zwłaszcza dochody z VAT, co sugeruje, że konsumenci w sklepach coraz rzadziej dostają paragony fiskalne. To jest problem, bo poprawa ściągalności podatków miała być jedną z głównych reform strukturalnych, które wyciągną Grecję z kryzysu — mówi Thibault Mercier, główny ekonomista na Grecję BNP Paribas.
Grecja negocjuje z Komisją Europejską, Europejskim Bankiem Centralnym i MFW warunki uruchomienia drugiego programu ratunkowego, wartego 130 mld EUR. Wczoraj przedstawiciele rządu Lukasa Papademosa poinformowali, że koalicyjne partie po długich negocjacjach zgodziły się na stawiane wymagania.