Szanse na tańszą ropę z Rosji

Paweł Janas
opublikowano: 2005-08-22 00:00

Tańszego paliwa pragniemy jak kania dżdżu. Nadzieję dają rosyjskie prognozy spadku cen surowca. Specjaliści są jednak sceptyczni.

Powiało optymizmem. Według Germana Grefa, rosyjskiego ministra gospodarki, ceny tamtejszej ropy naftowej mogą do końca roku spaść z około 60 USD obecnie do 48 USD za baryłkę. Na 2006 r. rosyjski rząd przewiduje ich dalszy spadek do 40 USD. W latach 2007-08 miałyby się one ukształtować na poziomie 35-36 USD za baryłkę.

Tak, ale...

To dla Polski bardzo ważny sygnał. Prognoza dotyczy bowiem notowań ropy naftowej typu Ural. Taki właśnie surowiec polskie rafinerie przerabiają na — wyjątkowo drogie ostatnio — paliwa. Czy jest więc szansa na obniżki?

— Tańsza ropa z reguły przekłada się na niższe ceny paliw na naszych stacjach — mówi Dawid Piekarz, rzecznik Orlenu.

Ostrożni są także przedstawcie Grupy Lotos.

— Jeśli rzeczywiście ceny rosyjskiej ropy będą niższe, przełoży się to na spadek cen naszych paliw. Musimy jednak brać także pod uwagę sytuację na giełdach i zachowanie się konkurencji — tłumaczy Wojciech Kowalczyk, wiceprezes pomorskiej spółki.

Ostrożność zalecają także specjaliści z Nafty Polskiej.

— Jeśli ropa potanieje np. o 10 proc., to ceny paliw na stacji spadną najwyżej o kilka procent. Należy też pamiętać, że niższe ceny są możliwe w sytuacji, gdy ceny ropy spadną, a nie zmienią się pozostałe czynniki, np. obecny kurs walutowy — mówi Stanisław Łańcucki, dyrektor biura rynku i bezpieczeństwa energetycznego Nafty Polskiej.

Na dwoje babka wróżyła

Pozostaje jeszcze pytanie czy prognozy ministra Grefa są realne. Specjaliści nie są zgodni.

— Cena baryłki ropy może spaść do takiego poziomu — twierdzi Dawid Piekarz.

Dodaje jednak, że rynek ropy podlega wahaniom spowodowanym np. niestabilnością poli- tyczną roponośnych rejonów świata. To może powstrzymać obniżki.

Inni są bardziej sceptyczni.

— Już nie jedna taka prognoza się nie sprawdziła. Należy więc przyjąć, że takie są przewidywania rządu rosyjskiego i nie wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków — zaznacza Stanisław Łańcucki.