Szatański plan już wszyscy przejrzeli

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-07-04 20:00

Rozkaz najwyższego pana Jarosława Kaczyńskiego o przeprowadzeniu w Polsce antyimigranckiego referendum, wydany zaskakująco z trybuny sejmowej 15 czerwca, jest stopniowo wykonywany.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W pierwszym kroku PiS błyskawicznie przeforsuje zmiany w ustawie o referendum ogólnokrajowym, aby zlikwidować istniejące rozbieżności proceduralne w stosunku do kodeksu wyborczego. Przede wszystkim chodzi o ujednolicenie czasu otwarcia lokali, wyborczo głosujemy obecnie w godzinach 7–21, zaś referendalnie pozostało po dawnemu 6–22. Istnieje też kilka różnic drobniejszych. Ujednolicenie było bardzo potrzebne już od lat, ale dokonane porządnie, bez ciśnienia kalendarzowego. Niestety, nowelizacja została zaniedbana najpierw przez PO-PSL, a potem przez PiS, któremu nie wystarczyło ośmiu lat tzw. dobrej zmiany. Ten przykład dowodzi, że nawet w regulacjach istotnych dla „demokratycznego państwa prawnego” kolejne ekipy są równie bezmyślne. Teraz konieczne zmiany zostaną przepędzone biegiem na posiedzeniu Sejmu 6-7 lipca. Są epizodyczną łataniną, dotyczą wyłącznie przeprowadzania referendum wspólnie z wyborami – parlamentarnymi, prezydenckimi lub europejskimi.

Komentując na gorąco rozkaz Jarosława Kaczyńskiego napisałem, że to pomysł politycznie szatański. Następne tygodnie ową pierwotną ocenę tylko potwierdziły. W niepodległej Polsce pomysł połączenia ogólnopolskich wyborów z referendum nigdy nikomu nie przyszedł do głowy – ani w przedwojennej II RP, ani w obecnej III RP. Ba, niewyobrażalny był również w epoce PRL, gdy odbyły się dwa pseudoreferenda w latach 1946 i 1987, ale zawsze samodzielnie. Szatańskość planu polega na tym, że 15 października każdy wyborca otrzyma od komisji za jednym podpisem aż trzy karty i po postawieniu krzyżyków wrzuci je do jednej urny. Biała będzie płachtą z listami kandydatów do Sejmu, żółta obejmie kandydatów do Senatu, natomiast niebieska (przypuszczalnie taki kolor ustali Państwowa Komisja Wyborcza) będzie zawierała pytanie referendalne. Notabene barwy zostały oszczędnościowo już bardzo zredukowane, kiedyś były zadrukowywane całe karty, co pochłaniało setki ton farby, obecnie to jedynie kolorowy poddruk konkretnych wierszy. Na razie PiS mówi tylko o jednym pytaniu, ale wcale nie jest wykluczone, że urodzi się jakieś dodatkowe – choćby o odszkodowania wojenne od Niemiec i Rosji. Czasu jeszcze trochę pozostało, uchwała referendalna zostanie podjęta przez Sejm dopiero po ukończeniu nowelizacji ustawy (którą Senat potrzyma) oraz po oficjalnym zarządzeniu na początku sierpnia przez Andrzeja Dudę wyborów, aby termin 15 października był już pewny na 100 proc., bo na razie jest na 99,9.

Karty w kolorach – które ograniczają się już tylko do poddruków – znane są m.in. z wyborów samorządowych. Na białych znajdują się kandydaci do rad gmin/miast, żółte to rady powiatów (lub dzielnic stolicy), różowe obejmują kandydatów na wójtów/burmistrzów, zaś niebieskie służą wybraniu sejmików wojewódzkich.
Mateusz Wlodarczyk / Forum

Prezes PiS doskonale zna musztrę pojedynczego wyborcy, czyli techniczny mechanizm głosowania. Potwierdzam prawidłowość jego rozumowania na podstawie moich doświadczeń wielokrotnego przewodniczącego obwodowej komisji wyborczej, zawsze w tym samym lokalu na macierzystym osiedlu. Przy wypełnianiu kilku kart powszechny jest – wyjątki zdarzają się naprawdę sporadycznie – znany z terminologii szkolnych dzienników mechanizm tzw. korytarzówy. Jeśli wyborca przydziela jakiejś partii krzyżyk na białej płachcie sejmowej, to oczywiście również jej kandydat otrzymuje krzyżyk na żółtej senackiej. PiS chce zyskać głosy stawianiem przez wyborcę krzyżyka w pierwszej kolejności na niebieskiej karcie referendalnej – oczywiście przeciwko sprowadzaniu imigrantów – a następnie przetworzeniem tego głosu na obie karty parlamentarne, czyli poparciem właśnie kandydatów PiS! Szatański plan przejrzały już wszystkie rywalizujące partie i uznały – może poza Lewicą – że jedyną możliwością zneutralizowania efektu korytarzowego będzie równie głośne opowiadanie się w kampanii wyborczej przeciwko imigrantom…