Szczyt Kaczyńskiego, szczyt Putina

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-05-10 00:00

Rozpoczynający się jutro w Krakowie szczyt energetyczny zwołany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego ma być ważnym krokiem do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa energetycznego. Dość nieoczekiwanie zyskał jednak silną konkurencję — kazachsko-turkmeńsko-rosyjski szczyt w Turkmenbaszi. Prezydent Kazachstanu zrezygnował z udziału w Krakowskim szczycie na rzecz spotkania z prezydentem Rosji, z którym — przyznajmy — łączy go znacznie więcej interesów niż z Lechem Kaczyńskim.

Bez udziału prezydenta Nursułtana Nazarbajewa znaczenie krakowskiego szczytu staje pod znakiem zapytania — jedynym uczestniczącym w tym spotkaniu krajem, który ma ropę, jest Azerbejdżan. To nie tak dużo, jak byśmy chcieli. Prezydent Kazachstanu uznał, że bliższa ciału koszula i — co podkreślał już podczas niedawnej wizyty polskiego prezydenta — w żaden układ energetyczny bez udziału Rosji nie wejdzie.

Konkurencja między szczytami świadczy jedynie o tym, jak bardzo jesteśmy w kwestii bezpieczeństwa energetycznego zapóźnieni i jak niewiele mamy atutów w tej grze. Gdy strona polska zastanawia się, w jaki sposób zaopatrywać świeżo kupioną rafinerię w Możejkach, i robi pierwsze przymiarki do budowy gazoportu, Rosja w tym samym czasie kończy umowę na budowę ropociągu Burgas — Aleksandropolis. Tą rurą ma płynąć kaspijska ropa, ta sama, która miała zasilać wciąż wirtualny projekt Odessa — Brody — Gdańsk.

Krakowski szczyt nie będzie zapewne przełomem w staraniach o zróżnicowanie zaopatrzenia w ropę i gaz. To raczej klub krajów, które chciałyby się w sprawach energetycznych uniezależnić od Rosji. I dobrze, że prezydent zabiega o to, by Polska nie była w tych staraniach osamotniona. Warto by się było jednak pokusić o jeszcze szersze zaplecze. W energetycznych rozmowach z Rosją w miarę równorzędnym partnerem może być jedynie Unia Europejska. Dlatego już teraz warto rozpocząć starania o organizację następnego szczytu, tym razem unijnego. Pewnie prędko się to nie uda, ale kropla drąży skałę — dlatego o potrzebie wspólnej polityki energetycznej UE trzeba przypominać przy każdej nadarzającej się sposobności. Na razie szczyt Putina — choć spotka się zaledwie trzech przywódców — może się okazać wyższy niż szczyt Kaczyńskiego.