Szczyt kategorii nieokreślonej

opublikowano: 24-06-2018, 22:00

Niedzielne spotkanie w siedzibie Komisji Europejskiej było całkowicie pozatraktatowym dziwolągiem.

Zwołane przez Jean-Claude’a Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE), niedzielne „robocze spotkanie informacyjne” prezydentów/premierów w sprawie zmian prawa imigracyjnego i azylowego niewątpliwie zapisze się w unijnych kronikach. Ale nie na jasnych kartach, ponieważ było całkowicie pozatraktatowym dziwolągiem. Nie miało statusu „spotkania nieformalnego”, albowiem taki zarezerwowany jest dla pozaplanowej zbiórki kompletu 28 członków Rady Europejskiej (RE). Tymczasem 11 foteli prezydentów/premierów państw Unii Europejskiej było pustych.

Premier Viktor Orbán od samego
początku ma na zalew imigrantów jedną receptę – zasieki i płoty.
Zobacz więcej

Premier Viktor Orbán od samego początku ma na zalew imigrantów jedną receptę – zasieki i płoty. Fot. REUTERS/Laszlo Balogh

Inicjatorką alarmowej zbiórki o statusie podanym w tytule była kanclerz Angela Merkel. Niedługo po rozpoczęciu swojej czwartej kadencji zderzyła się z głębokim kryzysem politycznym… wewnątrz chadecji. Od powstania Republiki Federalnej Niemiec (zachodniej) w 1949 r. nigdy nie wystąpiło takie pęknięcie między Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU) a jej bawarską siostrzycą Unią Chrześcijańsko-Społeczną (CSU). Rozbieżność stosunku do imigrantów może spowodować upadek rządu, a także zerwanie zasady, że CSU nie wychodzi poza Bawarię, zaś CDU w tym landzie nie działa. Kanclerz zwróciła się do Donalda Tuska o zorganizowanie ekstra debaty imigracyjnej cztery dni przed szczytem RE (28-29 czerwca), w którego agendzie ten temat się znajduje. Ku jej zaskoczeniu — przewodniczący odmówił, ponieważ nie pojął, czemu nie można podyskutować w pełnym składzie RE nawet dłużej, ale na szczycie zaplanowanym od miesięcy.

Jak trwoga, to do… Jean-Claude’a Junckera, który tylko czekał na taką okazję. Od dawna przecież rozgłasza pomysł, by przy okazji instytucjonalnego zreformowania UE zlikwidować stanowisko stałego przewodniczącego RE, wprowadzone od 2009 r. traktatem z Lizbony, który… instytucjonalnie zreformował UE. Notabene owa kontrreformacja nie miałaby ograniczyć się do powrotu zasad przedlizbońskich. Do 2009 r. szczytom RE zawsze przewodniczył prezydent/premier państwa, sprawującego półroczną prezydencję, szef KE zaś od zawsze był/jest stałym gościem. Tymczasem Jean-Claude Juncker marzy o przejęciu przez jego urząd również kierowania RE! Teoretycznie taką silną władzę miałby dopiero jego następca, ale… niekoniecznie. Gdy po eurowyborach w 2019 r. konstruowana będzie nowa KE, obecny jej przewodniczący osiągnie dopiero 65 lat, zatem przymierzając jego wiek choćby do Donalda Trumpa…

Premierzy Grupy Wyszehradzkiej (V4), czyli Polski, Czech, Słowacji i Węgier, udziału w zbiórce u Junckera odmówili. Traktatowo mieli świętą rację, jednak merytorycznie zrobili błąd. W perspektywie szczytu RE zdecydowanie bardziej pożyteczne byłoby wydelegowanie reprezentanta, np. koordynującego do 30 czerwca prace V4 premiera Viktora Orbána, albowiem nieobecni nie mają racji. Z drugiej strony — V4 nieprzypadkowo nie została zaproszona. Z trzeciej jednak — gdyby któryś premier jako wtyczka do siedziby KE przyjechał, to przecież nie zostałby wyrzucony. Generalnie dokumentem wiążącym w sprawie polityki imigracyjnej i tak będą dopiero konkluzje szczytu RE z 28-29 czerwca. Muszą być zatwierdzone jednomyślnie, zatem naturalne jest pytanie — czy jakiekolwiek konkrety, wykraczające poza standardowe unijne pustosłowie, w ogóle mogą zostać przyjęte?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Szczyt kategorii nieokreślonej