Niestety dla krwawiącego i ledwie już wytrzymującego pełnoskalową wojnę państwa, ich realizacja odkłada się na miesiące i nawet lata. Najlepszym przykładem jest amunicja artyleryjska, której zapasy wyschły zarówno w Ukrainie, jak też w państwach Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, zaś nowa uwspólnotowiona produkcja zostanie uruchomiona może kiedyś – jeśli ukraińsko-rosyjski front do tego czasu przynajmniej się utrzyma, bo przecież o mitycznej kontrofensywie już od dawna nie ma mowy.
Najłatwiejsze oczywiście jest przyjmowanie deklaracji i rezolucji. Pęknięty niemal w każdej sprawie Sejm przyjął w czwartek przez aklamację, na stojąco, górnolotną i przepełnioną humanizmem uchwałę w sprawie oddania hołdu ofiarom rosyjskiej napaści. Zacytuję skonkretyzowany ostatni akapit: „Jednocześnie Sejm RP apeluje do rządów państw NATO i Unii Europejskiej o wzmocnienie wszechstronnego wsparcia udzielanego Ukrainie, w szczególności o zapewnienie szybkich dostaw sprzętu wojskowego i amunicji, pozwalających na skuteczną obronę kraju przed agresorem. Od losów Ukrainy zależą dziś losy Polski i Europy”.
Dramatyczna sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej, czyli unijno-ukraińskiej, spowodowana jest właśnie międzynarodową pomocą. Przecież Komisja Europejska przeforsowała, po przyznaniu Ukrainie statusu oficjalnego kandydata, liberalne przepisy których dobrodziejstwa nie mają państwa unijne. Nastąpiła asymetria, przed wybuchem wojny absolutnie nieprzewidywalna w umowie stowarzyszeniowej, na podstawie której nie byłoby przecież możliwe nieograniczone wlewanie się ukraińskich produktów rolnych czy nieograniczone kursowanie po UE ukraińskich przewoźników. Uchylenie nieba napadniętemu państwu zdyskryminowało całe branże w państwach członkowskich, zwłaszcza w stykowych z Ukrainą, czyli w Polsce, Słowacji, Węgrzech, Rumunii, a przez Morze Czarne także Bułgarii. W tamtej atmosferze wszystko przyjmowane było niemal jednomyślnie zarówno w Parlamencie Europejskim, jak też w Radzie UE. Wtedy absolutnie nie było słychać o zastrzeżeniach ze strony rządu polskiego w rękach PiS, ponieważ wszyscy rozumieli i akceptowali konieczność wsparcia nie tylko militarnego, lecz także gospodarczego. Realne skutki przede wszystkim dla państw granicznych wyszły dopiero z pewnym przesunięciem czasowym i oczywiście zaskoczyły decydentów politycznych. Zalew tanim zbożem i innymi produktami rolnymi, a także uprzywilejowanie transportu zarejestrowanego na Ukrainie po prostu musiało nieuchronnie uderzyć w polski rynek, który ostro zareagował drogowymi protestami.
Na ostry kryzys nałożyła się akurat bardzo konfrontacyjna zmiana rządu w Polsce. Czwartkowa debata w Sejmie po rządowej informacji o stanie rolniczego konfliktu skoncentrowała się głównie na przerzucaniu się zarzutami zaniechania przez PiS oraz obecnie rządzącą koalicję. Tymczasem problem wykracza ponad pułap decyzyjny władz w Polsce, ponieważ np. żądania całkowitego wyeliminowania Europejskiego Zielonego Ładu – takie są ostro formułowane przez protestujących – w praktyce prowadzą do polexitu. Znacznie prostsze byłoby wprowadzenie jednostronnie, wbrew przepisom unijnym, embarga na przywóz wszelkich ukraińskich produktów rolnych. Generalnie bomba coraz głośniej tyka na poziomie międzynarodowym. W tym kontekście jako bardzo ważna zapowiada się piątkowa wizyta Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej. Niestety, jej generalnym celem jest objazd państw unijnych w związku z ubieganiem się przewodniczącej o reelekcję. Szkoda, że w programie pobytu szefowej unijnego rządu nie mogła się znaleźć wizyta na unijno-ukraińskiej granicy.

