Szczytów dostatek - gorzej z gazem

Jacek Zalewski
09-01-2009, 00:00

Wczorajszy komentarz rozpocząłem przypomnieniem polityczno-biznesowych dowcipów z epoki realnego socjalizmu, idealnie pasujących do opisu kryzysowej współczesności. Ponieważ od myślenia o konflikcie gazowym mózg już się lasuje, dzisiaj też muszę posiłkować się dowcipem, ale świeżutkim. Oto Władimir Putin lecący z wizytą do Niemiec nagle łapie się za głowę i poleca: "Szybko, zawracamy, zapomniałem zakręcić gaz…".

Mądrość ludowa, a dokładniej internetowa, szybko się zmaterializowała — jak wiadomo, to na osobisty rozkaz rosyjskiego premiera Gazprom w środę całkowicie wstrzymał dostawy gazu przesyłanego przez Ukrainę do wielu państw europejskich. Putin wytłumaczył, że zrobił to wyłącznie dla naszego, znaczy odbiorców, dobra. Logika byłego pułkownika KGB okazała się rzeczywiście żelazna: Ukraina przeznaczony nie dla niej gaz kradnie, zatem nie będzie miała co kraść, a dostawy ruszą, gdy tylko przestanie kraść.

Wczoraj nastąpił wysyp kryzysowych szczytów i narad. Najważniejsze były, rzecz jasna, rozmowy delegacji rosyjskiego Gazpromu i ukraińskiego Naftohazu w Brukseli. Niestety, każda z nich rozmawiała w unijnych gmachach odrębnie, a spotkanie trójstronne nie doszło do skutku. Zarówno Komisja Europejska, jak i Parlament Europejski zostały postawione w niewdzięcznej roli arbitra, który miał rostrzygnąć, kto kłamie. Według niepotwierdzonych informacji rosyjsko-ukraińska zabawa w głuchy telefon przyniosła jednak jakieś efekty i plan poddania tranzytowych gazociągów międzynarodowej kontroli jest coraz bliższy realizacji.

Bratysława gościła zaś szczyt premierów Grupy Wyszehradzkiej. Spotkanie zaplanował premier Robert Fico już dawno, w formule radosnej akademii ku czci wejścia Słowacji do strefy euro. Niespodziewanie jednak sytuacja gospodarzy stała się wręcz dramatyczna, jako że ich gazowe uzależnienie od Rosji wynosi 98 proc. całości dostaw. Dlatego drugi raz w krótkim odstępie czasu — poprzednio w grudniu, przy okazji unijnego pakietu energetyczno-klimatycznego — wyszehradzki kwartet znowu naprawdę miał o czym mówić. Niestety, jego słyszalność jest zerowa w Moskwie, dość niewielka w Kijowie i zdecydowanie za słaba w Brukseli.

Również wątki gazowe znalazły się w agendzie wieczornej wizyty Lecha Kaczyńskiego w Pradze. Z Václavem Klausem nasz prezydent zwykle porozumiewa się bez słów, jak eurosceptyk z eurosceptykiem. Obie głowy państw umacniają się w postanowieniu odłożenia podpisów pod ratyfikacją traktatu z Lizbony na okres po ewentualnym zwycięstwie powtórnego referendum w Irlandii. Tym razem jednak prezydenci musieli przynajmniej spróbować zbliżyć swoje poglądy na temat konfliktu gazowego. Dla Lecha Kaczyńskiego wina Rosji jest oczywistą oczywistością, zaś dla gospodarza praskiego Hradu — niekoniecznie.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Szczytów dostatek - gorzej z gazem