Szef KNUiFE nie chce się poddać

Łukasz Świerżewski, Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 2002-04-19 00:00

Na spotkaniu z premierem Leszkiem Millerem Jan Monkiewicz powiedział, że nie widzi podstaw do podania się do dymisji. Czuje się bowiem niewinny. A ciążą na nim zarzuty dotyczące niegospodarności podczas sprawowania funkcji prezesa PZU.

Jan Monkiewicz, niedawno powołany szef Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, nie poda się do dymisji, mimo że trzy dni temu premier Leszek Miller publicznie nakłaniał go do takiego kroku.

— Premier przyjął Jana Monkiewicza. Przewodniczący KNUiFE poinformował premiera, że jest niewinny. Jest bowiem przekonany, że wymiar sprawiedliwości oczyści go z zarzutów — twierdzi Michał Tober, rzecznik rządu.

Leszek Miller nie ma możliwości odwołania Jana Monkiewicza, ponieważ zgodnie z prawem podstawą takiego kroku musi być prawomocny wyrok sądu za przestępstwo. Fakt wszczęcia postępowania nie wystarcza.

Z tego powodu premier zaproponował Janowi Monkiewiczowi złożenie dymisji, argumentując, że ten nadużył zaufania rządu, nie informując o prowadzonym w jego sprawie postępowaniu.

— Premier zwrócił się do Barbary Piwnik, minister sprawiedliwości, o przedstawienie obecnego stanu sprawy i przewidywany termin jej zakończenia — dodaje Michał Tober.

Jak poinformowała „Gazeta Wyborcza”, piątego kwietnia, a więc trzy dni po objęciu urzędu, Jan Monkiewicz został oskarżony przez katowicką prokuraturę o niegospodarność i działanie na szkodę PZU w czasie, gdy był jego prezesem. Postępowanie dotyczy tworzenia przez powiązaną z PZU firmę CERPO bazy danych o pojazdach ubezpieczonych w towarzystwie i wyciek przy tej okazji za granicę danych personalnych 5,5 mln klientów towarzystwa.

Większość przedstawicieli nadzorowanych przez KNUiFE towarzystw emerytalnych i ubezpieczeniowych nie chce oficjalnie komentować postawy Jana Monkiewicza. Ich opinie są jednak bardzo zróżnicowane.

— Są niewielkie szanse, aby sprawa, w której prokuratura postawiła zarzuty panu Monkiewiczowi, zakończyła się wyrokiem skazującym. Dla nadzorowanych to, że pan Monkiewicz nie podał się do dymisji, nie ma większego znaczenia. Opinia o nim jako fachowcu jest bowiem ugruntowana od wielu lat — mówi jeden z prezesów PTE.

— Trudno mi uwierzyć w zarzuty stawiane panu Monkiewiczowi. Nie znam jednak szczegółów. Zanim powołano go na stanowisko, trzeba było wszystko sprawdzić. Szkoda, że tak się nie stało. Jeśli pan Monkiewicz nie podał się do dymisji, to znaczy, że nie przyznaje się do winy. Oczekiwania premiera były inne, co nie służy współpracy. Szef KNUiFE jest jednak znany w branży jako osoba solidna, o dobrym przygotowaniu akademickim — uważa Mirosław Kowalski, prezes grupy Zurich.

Zdaniem niektórych przedstawicieli rynku, Jan Monkiewicz powinien ustąpić.

— Ja podałbym się do dymisji. Jeżeli któremuś z prezesów PTE postawiono by takie zarzuty, nie zostałby zaakceptowany. W tym sensie jest to zły przykład dla rynku. Wymagania wobec nadzorcy muszą być jeszcze większe, bo rynek powinien być przejrzysty. Osobiście uważam, że pan Monkiewicz ma kwalifikacje do pełnienia tej funkcji. Jednak nadzór musi mieć autorytet, a ta sytuacja niewątpliwie go nadszarpnęła. Osoba, która obejmuje tak wysokie stanowisko państwowe, i to na wiele lat, musi być bez zarzutu. Powinna domagać się jak najszybszego wyjaśnienia wszelkich niejasności. W innym przypadku oznacza to utratę zaufania — twierdzi jeden z szefów PTE.

W rozmowie z „Pulsem Biznesu”, która niebawem ukaże się w gazecie, Marek Belka, minister finansów, twierdzi, że jest mu głupio z powodu tej sytuacji. Szef resortu finansów sam rekomendował premierowi Jana Monkiewicza na stanowisko prezesa KNUiFE.

Możesz zainteresować się również: